Wzrost gospodarczy to nie wolny rynek

Po Januszu Korwin-Mikkem, kolejny bloger powtarza popularny w konserwatywno-liberalnych kręgach slogan o tym, że Chińska Republika Ludowa jest krajem „ogromnie liberalnym gospodarczo, w przeciwieństwie do socjalistycznej Unii Europejskiej”. Jak już pisałem wcześniej, nie jest to prawda – w ogólnie uznawanych rankingach wolności gospodarczej, prowadzonych przez Fundację Heritage oraz Instytut Frasera, Chiny plasują się konsekwentnie poniżej państw UE, a szczegółowa analiza najnowszego rankingu Heritage pokazuje, że wolność gospodarcza w Chinach jest aktualnie wyższa niż w państwach Unii jedynie w niektórych aspektach. Można jednak zauważyć, że zwolennicy tezy o chińskim gospodarczym liberaliźmie przeważnie nie analizują danych podawanych przez te rankingi. Tak naprawdę opierają się głównie na jednym wskaźniku, faktycznie nie odnoszącym się bezpośrednio do wolności gospodarczej – a mianowicie wskaźniku wzrostu gospodarczego. Jak napisał wymieniony wyżej bloger, ukrywający się pod pseudonimem „notabene”, „wzrost gospodarczy Chin wynosi 9%. Wzrost gospodarczy Niemiec wynosi 1%”. Z kolei jeden z dyskutantów na portalu kapitalizm.org zakwestionował w ogóle wiarygodność rankingów Heritage i Frasera, twierdząc: „Jak ktoś pisze, że w Chinach mamy mniej Wolnego Rynku niż w Polsce, jednocześnie wiedząc, że mają 3x wyższy wzrost gospodarczy – to podważa całą ideologię liberalną”.
Jak widać, dla niektórych większy wzrost gospodarczy (zwłaszcza tak wysoki, jak obecnie w ChRL) automatycznie oznacza większą wolność gospodarczą. Nie tylko oznacza, ale i musi oznaczać, bo tak rzekomo wynika z „ideologii liberalnej”. Bo model wolnorynkowy jest przecież efektywniejszy od modelu socjalistycznego czy interwencjonistycznego.
Jednak fakty pokazują, że tak nie jest. Nie zawsze wysoki wzrost gospodarczy oznacza dużą wolność gospodarczą. Z danych statystycznych (zamieszczonych na stronie profesora Angusa Maddisona z Uniwersytetu w Groningen) wynika, że na przykład w ZSRR w latach 1946-1949 wzrost gospodarczy (tj. wzrost PKB na głowę) wynosił ponad 9,27% w przeliczeniu rocznym, a w latach 1934-35 nawet 14,35% rocznie (dla porównania w USA w latach 1934-35 było to 6,9%, a w latach 1946-49 wzrost był ujemny). W III Rzeszy w latach 1933-39 wzrost gospodarczy wynosił 7,43%, przy średniej dla całej Europy Zachodniej (bez Polski, Węgier, Czechosłowacji itp.) równej 3,2%, a dla USA 5,36%.
Czy znaczy to, że teza o większej gospodarczej efektywności modelu wolnorynkowego jest nieprawdziwa? Nie. Znaczy to jedynie, że w pewnych określonych warunkach bardziej zetatyzowane gospodarki mogą szybciej się rozwijać niż te mniej zetatyzowane. Nie ma tu żadnej sprzeczności – po prostu wolność gospodarcza nie jest jedynym czynnikiem wpływającym na wzrost gospodarczy. Jest jednak, jak się wydaje, czynnikiem ważnym – przy długoterminowych porównaniach to jednak USA, a nie ZSRR charakteryzowały się większym wzrostem, a Hitler skończył tak jak skończył.
W przypadku Chin fakty są takie, że wolność gospodarcza jest nadal stosunkowo mała (choć oczywiście dużo większa niż za czasów Mao), a wzrost gospodarczy szybki. Istnieją dwie możliwości – albo Chiny rozwijają się tak szybko pomimo ograniczeń nakładanych na wolny rynek (i gdyby ich nie było, rozwijałyby się jeszcze szybciej – a wzrost spowodowany jest innymi czynnikami, które z czasem mogą się zmienić, np. tanią siłą roboczą), albo też szybki wzrost gospodarczy jest właśnie wywołany przez (odpowiednio ukierunkowany) państwowy interwencjonizm tak jak w III Rzeszy czy ZSRR. I w takim przypadku można przypuszczać, że po pewnym czasie, jeśli nie nastąpią dalsze wolnorynkowe reformy, tempo wzrostu gospodarczego opadnie, a gospodarka chińska może zapłacić za to dodatkowo…

11 komentarzy do “Wzrost gospodarczy to nie wolny rynek”

  1. bitelz Says:

    PKB jest mylacy tak samo jak mylace sa wszelkie statystyki aplikowane do ludzkiego dzialania. bo co nam mowi PKB? ile „sie produkuje” w danym kraju.
    OK, ale ja zapytam: ale czego sie ile produkuje? rzeczy potrzebnych czy niepotrzebnych? skad to wiedziec, jak zaaplikowac to do statystyki kiedy „potrzebnosc” rzeczy jest sprawa calkowicie subiektywna?
    tak wiec wolnosc gospodarcza generuje PRAWDZIWY „produkt krajowy” tzn. generuje produkt najblizej mozliwie zblizony do preferencji indywidualnych konsumentow danego kraju oraz pozostalych krajow z ktorymi dany kraj handluje. tak poprostu byc musi poniewaz tylko wolnosc gospodarcza (czyli ogolnie wolnosc bezprzymiotnikowa) gwarantuje mozliwosc skutecznej kalkulacji ekonomicznej.
    czciciele statystyki i PKB, szczegolnie „wolnorynkowi”, sa calkowicie niespojny. z jednej strony, slusznie, holduja wolnemu rynkowi jako systemowi pozwalacemu ocenic co jest potrzebne a co nie, a z drugie strony akceptuja calkowicie biurokratyczny i centralistyczny miernik jakim jest PKB i zakaladaja ze jednak planista moze zmierzyc efektywnosc danej gospodarki.
    efekt tego jest taki ze Jozef Stalin produkujac tysiace czolgow, kladac tysiace kilometrow torow, budujac fabryki produkujace amunicje przyczynil sie do gospodarczego wzrostu… a przeciez wszystkie te rzeczy byly calkowicie zbyteczne z punktu widzenia konsumenta…
    podobnie uzasadnia sie wyjscie USA z wielkokryzysowego dolka – to wzrost PKB w czasie wojennej produkcji wyprowadzil ich z kryzysu… nic bardziej mylnego! to ludzka przedsiebiorczosc i poluzowanie regulacji przyczynilo sie do rozwoju gospodarki POMIMO wojennej producji ktora byla poprostu pasozytem na ludzkiej produktywnosci.

  2. bitelz Says:

    a do wolnorynkowych miloscikow „wzrostu gospodarczego” mierzonego PKb mam pytanie:
    skoro planista moze ocenic „lepszosc” jednej gospodarki od drugiejj na podstawie PKB to powinien tez moc ocenic co nalezy produkowac w jakiej ilosci, czyli gospodarka centralnie planowana powinna byc w praktyce calkiem sensowna?
    bo skoro planista ma wglad w „lepszosc”-„gorszosc” produkcji w danym kraju to jednak umie odczytac co jest sensowne w jakiej ilosci?

  3. FatBantha Says:

    Słusznie. Można to sobie wyobrazić na innym, dobitniejszym przykładzie: gospodarka zostaje uwolniona (ok, ok fantastyka, ale załóżmy, że tak się dzieje), ludzie z tej okazji chcą korzystać i odbić sobie lata obciążeń – chcą się dorobić, albo zapewnić żywot na jakimś poziomie, więc pracują, wyznaczają kolejne cele i je realizują, PKB rośnie.

    Po jakimś czasie stwierdzają, że już im wystarczy, że czas w większym stopniu należy poświęcić czemuś innemu, pracując tylko tyle, aby na rachunki wystarczyło, a żyć z zaoszczędzonej wcześniej kasy.

    A jeszcze później stwierdzają, że to wszystko serdecznie p******* i wykupują sobie lasy, żeby w nich pustelniczyć, medytować, biegać na golasa, żreć grzyby i pić wodę ze strumienia. I co się stanie wtedy z PKB?

    PKB nie uwzględnia czasu wolnego czy pracy na własną korzyść, więc jeśli ci kolesie będą samowystarczalni w większym stopniu niż przedtem, PKB spadnie.

    A wśród Żydów, którym manna z nieba spadała, jakie było PKB? 😉

  4. bitelz Says:

    Dokladnie:) PKB to bujda na resorach.
    Dla mnie duzo sesowniejsze parametry zdrowej gospodarki (czytaj uwolnionej):

    1. rozmiar budzetu. zdrowa gospodarka to budzet = 0
    kazdy, nawet maly budzet oznacza „wypaczenia” w gospodarce czyli przymusowy transfer kapitalu z dziedzin pozytecznych (wytyczonych przez wolny rynek) do dziedzin wytyczonych przez centralnego planiste

    2. wystepowane „cykli biznesowych”. zawsze oznacza manipulacje rzadu przy pieniadzu, bo cykle same z siebie nie wystapia (mamy tu oczywiscie na mysli cylke dotyczace calej lub wiekszosci gospodarki, a nie tylko wybranej dziedziny)

    3. a regulacje gospodarki handlu: niby jesli budzet = 0 to nie ma regulacji ale bardzo bardzo teoretycznie mozna by sobie wyobrazic rzad arystokratow (samoutrzymujacych sie) ktory naklada blokady handlowe…
    wiec propoponuje powyzsze kryteria zastapic jednym dobrym kryterium:
    zdrowa gospodarka = brak rzadu „stanowionego”:)

  5. sierp Says:

    No i właśnie dlatego np. ranking Fundacji Heritage uważam za sensowniejszy, bo uwzględnia różne kryteria. Te kryteria to:
    1) wolność biznesu – czyli swoboda w otwieraniu, prowadzeniu i zamykaniu interesów;
    2) wolność handlu – czyli poziom ceł i innych barier ograniczających eksport i import;
    3) wolność fiskalna – czyli stopień obciążeń podatkowych, ten wskaźnik bierze pod uwagę zarówno jaki procent PKB idzie na podatki, jak i górne stawki podatku dochodowego dla osób fizycznych i firm;
    4) rozmiar rządu – czyli poziom wydatków rządu;
    5) wolność rynku pieniężnego – czyli stabilność waluty oraz poziom poddania jej regulacjom takim jak np. kontrola cen;
    6) wolność inwestowania – swoboda przepływu kapitału, w tym zagranicznego;
    7) wolność finansowa – poziom niezależności banków od państwa;
    8 ) poszanowanie praw własności;
    9) wolność od korupcji;
    10) wolność rynku pracy – tj. od regulacji dotyczących zatrudniania pracowników.
    Porównując Chiny i państwa UE, można zauważyć, że Chiny wyprzedzają tu wszystkie państwa UE w punkcie 4, oraz więcej niż połowę z nich w punktach 3) i 10). W pozostałych punktach są za wszystkimi lub prawie wszystkimi państwami UE.

  6. Analyzer Says:

    Wady PKB. 1. PKB to wydatki PIENIĘŻNE na nowowytworzone dobra finalne. Przeważająca część działalności człowieka to jednak wymiany dokonywane bez pośrednictwa pieniędzy (choć trzeba przyznać, że nasi władcy chcieliby żeby mamona i tam była obecna – matka karmiąca wystawiająca fakturę VAT swemu dziecku – miła perspektywa 😉 ) PKB obejmuje tylko czubek góry lodowej ludzkiej działalności.
    2. NOWOWYTWORZONE – czyli nie wiadomo co się dzieje z nieskonsumowanymi częściami przeszłego PKB (inwestycje) które utworzyły kapitał i dalej podlegają wymianie – co prawda substancja kapitałowa wpłynie na zmiany pózniejszego PKB ale może to się dziać z opóźnieniem – kolejny powód żeby rozpatrywać PKB w perspektywie dłuższej niż 10-20 lat.
    3. Trudności w obliczeniu deflatora – otóż to, jak policzyć inflację dóbr nowowytworzonych żeby zamienić PKB nominalny na realny? Nie taka prosta sprawa.
    4. Trudności w porównywaniu z innymi krajami i z innymi czasami. Porównywanie PKB zgodnie z kursem wymiany jest bezsensowne bo kurs ten kształtuje się przy wymianie towarów handlowalnych (i kapitału żeby było bardziej skomplikowanie) a nie wszystkich. Jedyna rozsądna metoda to OBLICZYĆ kurs wg PPP. I znowu tworzenie ogromnego koszyka towarów dla każdego kraju, obliczanie wag każdego towaru, obliczenie abstrakcyjnego poziomu cen dla każdego kraju, podzielenie i juz mamy kurs wg PPP….Tyle że pojawia się problem. Jak uwzględnić towary różne w różnych krajach (albo wręcz nieistniejące)? Czy smażone świerszcze z Tajlandii przyjąć jako frytki czy może kiełbaski? Czy abramsa i t72 można przyjąć w kategorii „czołgi” jako 1:1 w sztukach?
    Taki sam problem mamy z róznicami w czasie. Czy samochód z lat 50tych to to samo co samochód z lat 90tych? Okazuje się że oprócz deflatora trzeba dodać kolejny współczynnik korekcyjny ;-/
    5. Brak uwzględnienia szarej strefy. Szara strefa to oddzielne państwo z którym nie ma oficjalnej wymiany tylko kontrabanda. Nie muszę chyba dodawać że stosunki miedzypaństwowe wpływają na PKB obydwu krajów. Diabli wiedzą jak…
    6. Brak rozróżnienia jakościowego. Np. państwo przejmuje siłę nabywczą i/lub kapitał ludności i „produkuje czołgi zamiast masła”. Z tym że ta ostatnia wada ma znaczenie krótkoterminowe. Np. Gospodarki z upaństwowionymi czynnikami produkcji (tzw. wojenne) mają dobry start ale zawsze kończą się stagnacją PKB czyli prędzej czy póżniej zostanie to uwzględnione. Nieco inaczej jest gdy mamy do czynienia ze współczesnymi
    demokracjami które kontrolują 50% wydatków na dobra finalne (+jeszcze trochę w postaci regulacji + nieco kapitału)

  7. FatBantha Says:

    Jeśli ktoś ma jakieś namiary na korwinowskiego maila, to niech mu to może wrzuci, bo na bLoGaSKu :* to taka odpowiedź zginie w stercie innych.

    Niech gość wie, że nie jest taki true-leseferysta, jak mu się zdaje… 😉

  8. guntard Says:

    Wzrost gospodarczy Chin bierze się po prostu z niskiego pułapu z jakiego startowali. Z biedy po prostu, co jest znanym czynnikiem motywującym do ciężkiej pracy. Jeszcze w latach 70 ten kraj był obozem pracy a wększość ludzi cieszyła się, jeśli nie umarła z głodu. Jak dano im szansę na zapracowanie na miskę ryżu i może nawet i mały bonus do tej miski to są gotowi pracować po kilkanaście godzin na dobę 7 dni w tygodniu. A, że jest kilkaset milionów takich ludzi to i PKB rośnie. Z żadnym liberalizmem gospodarczym to nie ma wiele wspólnego. Liberalizm polegał tylko na tym, że wpuszczono zagraniczny kapitał, który daje zarobić na tę miskę ryżu. Pozwolono też wybranym ludziom establishmentu pozakładać przedsiębiorstwa i się bogacić, ale tylko pewnym i też na określonych warunkach. a jak by ich działalność nie była w smak rządowi to zawsze można ich rozstrzelać za korupcję. Większość Chińczyków nie ma nawet prawa wybrać swego miejsca zamieszkania, czy nawet wjechać do specjalnych stref ekonomicznych, a co dopiero zakładać własny biznes. Korwin – Mikke widząc, że nie ma w Chinach welfare state’u j tzn. zasiłów, płacy minimalnej itd. a także demokracji, zachwycił sie z lekka i uznał to za przykład państwa liberalnego gospodarczo. Brak świadczeeń socjalnych i dość niskie podatki zrównał pojęciowo z wolna gospodarką. Zresztą, spotkałem się też z opiną lewicowców, wskazujących na Chny jako przykład właśnie wilczego, złego kapitalizmu w ultra- liberalnym kształcie. Ich argumenty też zasadzają się na tym, że brak tam zasiłów, ubezpieczeń zdrowotnych, nikt się nie liczy z kodeksem pracy etc.

  9. FatBantha Says:

    http://wiadomosci.onet.pl/1729109,12,1,1,,item.html – czyli kolejne lewackie wymysły papieża. A miał być taaaki konserwatywny…

  10. Emmeth Says:

    Lewackie pomysły Papieża? Raczej jego otoczenia… Został wybrany jako człowiek w podeszłym wieku, któremu dochodzenie do własnych sądów w sprawach odległych od przedmiotu Jego wieloletniej działalności strażnika doktryny może sprawiać trudności. Ktoś to postanowił wykorzystać.

  11. FatBantha Says:

    A papieża, papieża… W hierarchiczności taki urok, że za cały burdel ostatecznie odpowiada ten na szczycie, bez względu na to czy jest młody stary, biały czy kolorowy. Nie obchodzi mnie czy Ratzinger sam się zgłosił na ochotnika czy go wypchnęli przed linię – ostatecznie zgodził się pełnić tę funkcję, więc ponosi całą odpowiedzialność za siebie i swoich ziomów.

    Problem zabierania głosu przez biskupów na tematy wykraczające poza ich kompetencje poruszył ostatnio w Polsce niejaki Thomas Woods Jr, tym razem grzech ten dotyczy samej głowy Kościoła.

    Przy okazji warto zauważyć, że przez takie wyskoki już od czasów ‚społecznej nauki kościoła’, prawica ma problem z własną tożsamością. Przyzwyczaiła się do tego, że niby Watykan strzeże tradycji i brnie za nim ślepo w coraz to bardziej lewicowe rejony.

    To między innymi „dzięki” Kościołowi w Polsce za prawicę uznaje się PiS.

Dodaj odpowiedź

Musisz się zalogować aby dodać komentarz.