Posłowie na łasce marszałków z PiS

wrzesień 17th, 2021

Poseł Grzegorz Braun z Konfederacji został za swoje słowa skierowane do ministra Niedzielskiego („Będziesz pan wisiał”) ukarany przez Prezydium Sejmu karą obniżenia uposażenia poselskiego o połowę oraz pozbawienia diety poselskiej przez pół roku. Czyli karą finansową w łącznej wysokości 62529 złotych i 90 groszy brutto (ponad 50 tysięcy złotych netto).
W tym przypadku decyzja o karze zapadła jednomyślnie (Konfederacja nie ma swojego wicemarszałka). Chciałbym jednak zauważyć, że taka decyzja może zapaść przy poparciu już trzech członków Prezydium, w tym marszałka Sejmu (przy równej liczbie głosów decyduje głos marszałka, zgodnie z art. 13, ust. 4 Regulaminu Sejmu). Czyli, w obecnej sytuacji, głosami samych członków PiS. Wystarczy, by wcześniej marszałek Sejmu wykluczył takiego posła za „uniemożliwianie prowadzenia obrad” po wcześniejszym dwukrotnym przywołaniu go do porządku. A jeśli nawet nie dojdzie do wykluczenia, to wystarczy samo takie przywołanie do porządku lub stwierdzenie przez marszałka, że „poseł naruszył powagę Sejmu”, by Prezydium mogło nałożyć karę podobną, tylko krótszą: obniżenia uposażenia poselskiego o połowę oraz pozbawienia diety poselskiej przez trzy miesiące.
Od decyzji Prezydium Sejmu przysługuje odwołanie – do tego samego organu.
Oznacza to, że marszałek i dwaj wicemarszałkowie Sejmu z PiS mogą bardzo łatwo nałożyć taką karę finansową na każdego posła, pod pretekstem naruszania przez niego powagi Sejmu (można za coś takiego uznać dowolną wypowiedź) lub uniemożliwiania obrad. Co za tym idzie, mają do dyspozycji istotny środek nacisku tak na posłów własnej partii, jak i na posłów opozycji lub niezależnych.
Co więcej, marszałek Sejmu może bardzo łatwo wykluczyć dowolnego posła z obrad w dowolnym momencie – na przykład przed głosowaniem. Tu też przysługuje jedynie odwołanie do Prezydium Sejmu.
Czyli w przypadku niepewnej większości parlamentarnej, partia rządząca ma furtkę do dyscyplinowania nieposłusznych posłów karami finansowymi i wykluczania przed głosowaniami tych, którzy tak zdyscyplinować się nie dają.
Oczywiście, gdyby posłowie byli finansowani bezpośrednio przez swoich wyborców, w formie crowdfundingu, a nie przez państwo, możliwości finansowego nacisku na nich ze strony rządzącej partii by nie było. Tym niemniej jest jak jest. Może wszyscy posłowie spoza partii rządzącej (mają wspólnie większość) powinni zamknąć tę furtkę, zanim ktoś zdecyduje się ją wykorzystać?

Kraina etatyzmu i ukryci liberałowie

wrzesień 14th, 2021

CBOS opublikowało komunikat z kolejnego badania elektoratów głównych ugrupowań politycznych (PiS, Koalicja Obywatelska, Lewica, Polska 2050, Konfederacja) pod względem ich poglądów w „istotnych kwestiach społeczno-politycznych”. Badanie tradycyjnie polegało na przedstawieniu pytanym par przeciwstawnych twierdzeń (tym razem czternastu) i zapytaniu, gdzie pomiędzy tymi twierdzeniami (w skali od 1 do 7) plasują się ich poglądy.
Na końcu na podstawie zebranych danych sporządzono „kompas polityczny”, na którym przedstawiono pozycję wyborców wymienionych wyżej ugrupowań pomiędzy liberalizmem gospodarczym a etatyzmem z jednej strony, a lewicą i prawicą z drugiej. Niestety metodologia sporządzenia tego „kompasu” pozostawia wiele do życzenia, ponieważ:
– Wyodrębniane w poprzednich badaniach podziały „liberalizm światopoglądowy – konserwatyzm” oraz „proeuropejskość – dystans do UE” połączono tym razem w jeden „lewica – prawica”, łącząc ze sobą elementy poglądów, które nie muszą mieć ze sobą wiele wspólnego (można np. być sceptycznym wobec UE z powodu jej nadmiernego etatyzmu, jak i przeciwnie – z powodu jej nadmiernego liberalizmu czy to w kwestiach gospodarczych, czy światopoglądowych).
– Odpowiedzi na niektóre pary pytań (np. czy Polska powinna odejść od energetyki opartej na węglu, czy przeciwnie, albo czy o realizacji zadań publicznych powinny bardziej decydować samorządy, czy władze centralne) nie można jednoznacznie przyporządkować ani poglądom na osi liberalizm gospodarczy – etatyzm, ani poglądom na osi liberalizm światopoglądowy – konserwatyzm, ani na osi proeuropejskość – dystans do UE.
– Przede wszystkim, tak jak w poprzedniej edycji tego badania, skala 1-7 jest używana niekonsekwentnie: w jednych parach pytań „7” oznacza największy liberalizm gospodarczy czy światopoglądowy, w innych – etatyzm lub konserwatyzm; proste wyciąganie średniej nie ma więc sensu, jeśli chce się umieścić odpowiedzi elektoratów na takim dwuosiowym „kompasie politycznym”.
Ponadto CBOS nie przedstawiło dokładnie tej metodologii, ograniczając się jedynie do stwierdzeń „za pomocą analiz statystycznych” i „przeprowadzono analizę czynnikową (rotacja oblimin)”.
Z tego też powodu postanowiłem wykorzystać dane zebrane przez CBOS do sporządzenia własnego „kompasu politycznego” elektoratów. Z czternastu par pytań wybrałem dziesięć odnoszących się bezpośrednio do osi liberalizm gospodarczy – etatyzm oraz liberalizm światopoglądowy – konserwatyzm. Odrzuciłem pytania o energetykę opartą na węglu, kompetencje samorządów, Unię Europejską oraz politykę wobec Ukrainy. Do osi liberalizm gospodarczy – etatyzm wliczyłem pytania o świadczenia społeczne, progresję podatkową, ochronę miejsc pracy, prywatyzację i udział kapitału zagranicznego w gospodarce. Do osi liberalizm światopoglądowy – konserwatyzm: o prawa i swobody obywatelskie w kontekście walki z przestępczością, aborcję, rolę Kościoła, związki partnerskie dla homoseksualistów oraz uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu. Ujednoliciłem skalę 1-7 tak, by „7” zawsze oznaczało maksymalny liberalizm, a „1” – przeciwnie (jeśli w jakiejś parze pytań było odwrotnie, brałem do obliczeń wartość 8-x zamiast x*). Następnie wyciągnąłem dwie zwykłe średnie arytmetyczne dla każdego z pięciu elektoratów.
Wyniki są następujące („4” oznacza środek skali, czyli centrum):
Świadczenia społeczne – PiS 1,82, KO 2,23, Lewica 2,36, Polska 2050 2,25, Konfederacja 3,12.
Progresja podatkowa – PiS 2,45, KO 4,06, Lewica 3,34, Polska 2050 3,96, Konfederacja 5,39.
Ochrona miejsc pracy – PiS 3,54, KO 4,19, Lewica 3,72, Polska 2050 4,12, Konfederacja 4,33.
Prywatyzacja – PiS 1,89, KO 4,26, Lewica 3,78, Polska 2050 3,73, Konfederacja 34,08.
Udział kapitału zagranicznego – PiS 3,23, KO 4,38, Lewica 4,39, Polska 2050 3,92, Konfederacja 3,59.
Prawa i swobody a przestępczość – PiS 3,60, KO 4,89, Lewica 5,13, Polska 2050 4,97, Konfederacja 5,34.
Aborcja – PiS 2,91, KO 5,12, Lewica 5,98, Polska 2050 4,97, Konfederacja 4,12.
Rola Kościoła – PiS 2,76, KO 5,63, Lewica 6,30, Polska 2050 5,54, Konfederacja 4,59.
Związki partnerskie – PiS 2,03, KO 5,30, Lewica 6,14, Polska 2050 4,81, Konfederacja 3,00
Uchodźcy – PiS 1,74, KO 4,17, Lewica 4,66, Polska 2050 3,27, Konfederacja 1,84.
Na osi liberalizm gospodarczy – etatyzm: PiS 2,59, KO 3,82, Lewica 3,52, Polska 2050 3,60, Konfederacja 4,10.
Na osi liberalizm światopoglądowy – konserwatyzm: PiS 2,61, KO 5,02, Lewica 5,44, Polska 2050 4,71, Konfederacja 3,78.
Ponieważ środek to „4”, lepiej przedstawić te dwa ostatnie wyniki odejmując tę liczbę:
Na osi liberalizm gospodarczy – etatyzm: PiS -1,41, KO -0,18, Lewica -0,48, Polska 2050 -0,40, Konfederacja 0,10.
Na osi liberalizm światopoglądowy – konserwatyzm: PiS -1,39, KO 1,02, Lewica 1,64, Polska 2050 0,71, Konfederacja -0,22.
Jak widać, pod względem gospodarczym elektoraty wszystkich partii poza Konfederacją (nieznacznie po stronie liberalizmu) znalazły się po stronie etatyzmu, choć wszystkie są bliżej centrum niż skrajności. Pod względem światopoglądowym wyborcy KO, Lewicy i Polski 2050 znaleźli się po stronie liberalnej, a wyborcy pozostałych partii – po stronie konserwatywnej, choć znowu elektoraty wszystkich ugrupowań (poza wyborcami Lewicy) znalazły się bliżej centrum niż skrajności.
Podsumowując:
1) Mamy wyraźny podział społeczeństwa na elektorat w większości bardziej etatystyczno-konserwatywny, choć nadal statystycznie bliżej centrum (PiS) oraz w większości statystycznie centrowy (pozostałe główne partie).
2) Największe różnice między wyborcami różnych partii są w kwestiach światopoglądowych (związki partnerskie, Kościół, aborcja).
3) Społeczeństwo jako całość jest etatystyczne pod względem gospodarczym (nieco bardziej), jak i konserwatywne pod względem światopoglądowym (nieco mniej). Ale jednocześnie jest raczej przeciwne ograniczaniu praw i swobód obywatelskich pod pretekstem walki z przestępczością.
4) Jednak (to wynika już bezpośrednio z wyników badania CBOS) społeczeństwo nieco się liberalizuje: w porównaniu z badaniem z 2019 r. nastąpił wzrost poparcia dla prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych (o 9 punktów %), dla liniowości podatku dochodowego (o 5 punktów %), dla praw i swobód obywatelskich (o 2 punkty %), dla legalności aborcji (o 12 punktów %), dla likwidacji przywilejów Kościoła katolickiego i zniesienia konkordatu (o 9 punktów %), dla związków partnerskich homoseksualistów (o 6 punktów %), dla przyjmowania uchodźców (o 3 punkty %). I prawdopodobnie jest miejsce dla liberalnej siły politycznej: 15% wyborców Lewicy jest przeciwko wysokiemu poziomowi państwowych świadczeń społecznych, 37% z nich jest za prywatyzacją, a aż 49% – procentowo najwięcej spośród wszystkich elektoratów! – za brakiem ograniczeń dla kapitału zagranicznego. Z drugiej strony, 71% wyborców Konfederacji jest za poszanowaniem praw i swobód obywatelskich (procentowo najwięcej ze wszystkich elektoratów), 54% z nich jest za likwidacją przywilejów Kościoła, 41% – za legalnością aborcji raczej bez ograniczeń, a 30% – za związkami partnerskimi. Wyborcy liberalni są, ale rozpływają się w centrowych i bardziej nieliberalnych elektoratach partii, które obecnie popierają. Może czas, by przestali wspierać siły realizujące postulaty nieliberalnej większości?

Czytaj całość...

Marek Jurek i związki grupowe

wrzesień 11th, 2021

Marek Jurek (ten sam chrześcijański polityk, który w 1989 r. pomógł Wojciechowi Jaruzelskiemu zostać prezydentem PRL nie biorąc udziału w głosowaniu nad jego wyborem, który w latach 2005-2007 był marszałkiem Sejmu, i który dziewięć lat temu stwierdził, że warunkiem przełamania kryzysu demograficznego w Polsce jest całkowite zakazanie pornografii) pyta ironicznie, czy „oprócz związków jednopłciowych, będą rejestrowane również związki grupowe, niezbędne dla biseksualistów” i czy „do tego dopiero musi (a raczej trzeba) dojrzeć społeczeństwo”.
Mam wrażenie, że były marszałek zapomniał, że „związki grupowe” są również dla ludzi jak najbardziej heteroseksualnych i że są one – zwłaszcza w formie wielożeństwa – bardzo starą, tradycyjną formą związków. Forma ta jest wspominana jako coś zwyczajnego między innymi w Biblii: król Salomon miał tysiąc żon („siedemset żon-księżniczek i trzysta żon drugorzędnych”), wiele żon miał także król Dawid (Biblia wymienia z imienia osiem i wspomina o innych) a patriarcha Jakub miał dwie główne żony i dodatkowo dwie żony-niewolnice rodzące mu pełnoprawnych synów. O jego bracie Ezawie Biblia wspomina, że miał trzy żony – Jehudit, Bosmat i Malachat. Również Abraham miał oprócz głównych żon – Sary i po jej śmierci Ketury – „żony drugorzędne”, które urodziły mu synów. Jedną z nich, Hagar, Biblia wymienia z imienia.
Również w dzisiejszych czasach są kraje, gdzie takie związki są usankcjonowane prawnie. Głównie muzułmańskie, ale nie tylko – tradycyjne wielożeństwo jest legalne np. we w większości katolickich Republice Konga czy Gabonie (z tego co czytam, to w tym ostatnim kraju również wielomęstwo, choć nie wiem, czy jest tam praktykowane), a także we w większości protestanckiej Republice Południowej Afryki (były prezydent tego państwa, Jacob Zuma, ma obecnie cztery żony). Zarówno w RPA, gdzie od kilkunastu lat legalne są też małżeństwa jednopłciowe, jak i w kilku innych nieco bardziej konserwatywnych państwach Afryki i Azji, które wprawdzie nie uznają prawnie jednopłciowych związków, ale nie karzą za stosunki homoseksualne, a równocześnie dają możliwość wielożeństwa, mogą z tej możliwości korzystać więc w praktyce biseksualistki chcące żyć w legalnych związkach ze swymi partnerami różnej płci. Choć nie wiem, czy korzystają – biseksualista, wbrew temu co sądzi Marek Jurek, to nie musi być koniecznie ktoś chcący być w związku z więcej niż jedną osobą.
Legalne uznanie związków grupowych – czy to w bardziej konserwatywnej formie związku jednego mężczyzny i kilku kobiet, czy w nieco mniej konserwatywnej (w naszym kręgu kulturowym) formie związku jednej kobiety i kilku mężczyzn, czy nawet w nowatorskiej formie związku dowolnej liczby ludzi dowolnej płci (jak w powieściach Roberta Heinleina) nie byłoby więc czymś absurdalnym, a w pierwszej formie byłoby nawet powrotem do starożytnej i uświęconej w Biblii tradycji.

„Tyle samo”

wrzesień 9th, 2021

Zdaniem premiera Morawieckiego ktoś, kto zarabia 5 tysięcy złotych brutto, płaci w podatkach i innych daninach publicznych tyle samo, co ten, kto zarabia 25 tysięcy złotych.
Sprawdziłem na dostępnym na stronie wynagrodzenia.pl kalkulatorze wynagrodzeń. Ktoś, kto zarabia na umowę o pracę 5000 zł brutto miesięcznie, płaci z tego 1386,81 zł miesięcznie podatków i obowiązkowych składek. Dodatkowo jego pracodawca płaci z tego tytułu 1024 zł miesięcznie dodatkowych obowiązkowych składek. Razem 2410,81 zł. (Oczywiście, faktycznie wszystko płaci pracodawca, ale nie o to, tu chodzi).
W przypadku kogoś, kto zarabia na umowie o pracę 25000 zł miesięcznie brutto, podatki i składki „po jego stronie” wynoszą średnio 8542,14 zł na miesiąc, do czego pracodawca dokłada jeszcze 3192,78 zł. Razem 11734,92 zł.
Jak by nie było, 11734,92 zł to znacznie więcej niż 2410,81 zł. A obaj dostają „w zamian” od państwa zasadniczo to samo – ten sam dostęp do państwowej opieki medycznej z NFZ, tę samą edukację i „500+” dla swoich dzieci (jeśli je mają), te same drogi, tę samą infrastrukturę kolejową, tych samych policjantów do ochrony przed przestępcami i tych samych sędziów wymierzających sprawiedliwość. W razie czego dostaną taki sam (pomijając kwestie stażu pracy czy regionu, w którym pracują) zasiłek dla bezrobotnych i prawie takie samo świadczenie z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (temu więcej zarabiającemu w razie niewypłacalności pracodawcy fundusz wypłaci za trzy miesiące około 1500 zł więcej – trzykrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia).
OK, ten zarabiający więcej ma przyobiecaną wyższą emeryturę i w razie czego dostanie wyższą rentę czy chorobowe. Ale nawet bez składek na ubezpieczenie społeczne ten zarabiający 25000 zł brutto płaci więcej: miesięcznie średnio 4387,58 samego podatku dochodowego plus 637,50 zł składek na FP i FGŚP płaconych za niego przez pracodawcę – w porównaniu do 313 zł podatku i 127,50 zł składek na FP i FGŚP płaconych w kosztach zatrudnienia tego drugiego. W tym przypadku różnica jest jeszcze większa.
Nie płacą więc tyle samo i nie chodzi więc o żadne wyrównanie dysproporcji (w tym przypadku podatki powinny być zmniejszone właśnie temu zarabiającemu 25000 zł miesięcznie), ale przeciwnie – o ich zwiększenie. O to, by po prostu zabrać jeszcze więcej tym, którzy zarabiają więcej.

Czeladź i Niemcy

wrzesień 5th, 2021

5 września 1939 roku oddziały niemieckie zajęły moje rodzinne miasto Czeladź, która wkrótce potem (w październiku 1939 r.) została wcielona do Rzeszy – dlatego mój ojciec urodził się formalnie w Niemczech, w rejencji katowickiej. Warto wspomnieć, że niecały rok później (17 lipca 1940 r.) urządzono w Czeladzi ogólnomiejską łapankę, podczas której zatrzymano całą polską męską ludność miasta (!) – wielu z zatrzymanych bito i torturowano, a kilkuset z nich aresztowano, wydarzenia te znane są jako „krwawa środa”.
Nie każdy jednak wie, że nie była to pierwsza po zakończeniu I wojny światowej niemiecka zbrojna agresja na Czeladź i polskie granice. Palma pierwszeństwa przypada tu republice rządzonej przez socjaldemokratów Eberta i Scheidemanna. Już 10 marca 1919 roku oddział regularnej armii niemieckiej – dwie kompanie wojska, w sile ok. 400 żołnierzy uzbrojonych w karabiny ręczne i dwa ciężkie karabiny maszynowe – wbrew postanowieniom rozejmu z Trewiru przekroczył polską granicę w pobliżu kopalni „Saturn” i zaatakował patrolujących ją polskich żołnierzy z 7. pułku piechoty Legionów (byłego 1. pułku Polnische Wehrmacht). W bitwie, która się wywiązała, zginęło trzech z nich – w tym jednego pojmano rannego i dobito kolbami karabinów – a ponad dziesięciu zostało rannych. Starcie, w którym polskich żołnierzy (w sile początkowo około 40, a docelowo ponad 100 ludzi) wsparli pracownicy kopalni, trwało około czterech godzin, potem oddział niemiecki wycofał się na swoją stronę granicy, pozostawiając 18 zabitych, 3 jeńców i prawie 50 rannych.
Zabitym Polakom w 1929 roku postawiono pomnik (na zdjęciu), który został zniszczony przez Niemców 11 listopada 1939 roku. W listopadzie 2020 roku niedaleko jego pierwotnej lokalizacji (obecna ul. Katowicka przy skrzyżowaniu z Nowopogońską, teraz jest tam symboliczny grób Polaków pomordowanych w niemieckich obozach koncentracyjnych) stanęła jego replika.
Jako ciekawostkę można podać, że już w XVII i XVIII wieku tereny Czeladzi, należącej wtedy do Księstwa Siewierskiego, były atakowane z obszaru Rzeszy i dochodziło do zbrojnych potyczek – wówczas chodziło o sporne grunty leżące na prawym brzegu Brynicy, do których rościła sobie prawo szlachta z Cesarstwa – najpierw Mieroszewscy, a potem Donnersmarckowie. Ostatecznie spór został rozstrzygnięty przez powołaną w tym celu komisję na korzyść Czeladzi, choć zatargi o granice posiadłości miejskich występowały jeszcze w XIX wieku.

Stan wyjątkowy

wrzesień 1st, 2021

Rząd chce mieć najwyraźniej wolną rękę w użyciu wojska i policji w pododdziałach zwartych wyposażonych w broń palną (patrz ustawa o stanie wyjątkowym) przeciwko nieuzbrojonym ludziom, bez niepotrzebnych świadków i protestów na miejscu.
Angażowanie takich środków – wojsko, pospiesznie stawiane ogrodzenie, stan wyjątkowy – przeciwko stosunkowo niewielkiej (co to są trzy tysiące miesięcznie?) grupie imigrantów, w sytuacji, gdy – jeszcze raz przypomnę – w Polsce przebywają i w ogromnej większości nikomu nie wadzą dwa miliony cudzoziemców, przed epidemią wjeżdżało ich do Polski ponad dziesięć tysięcy dziennie, w wielu zawodach, także tych nisko kwalifikowanych, brakuje rąk do pracy, a duża część tych imigrantów i tak prawdopodobnie nie chce osiedlać się w Polsce – jest absurdem.
Prościej byłoby tym wszystkim Irakijczykom, Syryjczykom itp. oferować już w krajach, z których przybywają wizy uprawniające do wjazdu i czasowego pobytu w Polsce i strefie Schengen, z możliwością uzyskania ich przedłużenia oraz zezwolenia na pracę w naszym kraju. Może za odpowiednią opłatą – niższą niż muszą płacić za przerzut z Białorusi. Przyjeżdżaliby bezpośrednio do Polski legalnie i z dokumentami. Część wyjechałaby do Niemiec czy innych krajów Europy Zachodniej, część podjęłaby pracę w Polsce. Część może zwróciłaby się o ochronę międzynarodową – te wnioski można by rozpatrywać nie w wiele miesięcy, ale szybko, bez potrzeby niepotrzebnego zajmowania miejsc w ośrodkach dla cudzoziemców, a tym z przyznanym statusem uchodźcy wydawać „paszporty genewskie”. LOT mógłby zarobić na przelotach. A Łukaszenka nie miałby na kim zarabiać i kim próbować prowadzić tej pożal się Boże „wojny hybrydowej”.
Ale rządzącym Polską politykom bardziej zależy na zdobyciu poparcia (jak się okazuje, kryzys na granicy polepsza ich notowania w sondażach), a może i na uzyskaniu karty przetargowej w ewentualnym konflikcie z Unią Europejską (jeśli Unia wstrzyma fundusze z uwagi na praworządność, to dopiero wtedy będzie można im zagrozić wpuszczaniem imigrantów).

Strzały do Lenina

sierpień 30th, 2021

30 sierpnia 1918 roku działaczka Partii Socjalistów-Rewolucjonistów Fejga Rojtbłat, znana inaczej jako Fanni Kapłan, dokonała zamachu na Włodzimierza Lenina, strzelając do niego trzykrotnie (ponoć zatrutymi pociskami, jak uczono mnie jeszcze na lekcjach rosyjskiego w szkole w czasach PRL) po wiecu w jednej z moskiewskich fabryk broni. Dyktator jednak przeżył – został tylko ranny, choć mogło to przyczynić się do tego, że zmarł już kilka lat później – natomiast od jednej z kul zginęła postronna osoba.
Fanni Kapłan została ujęta i zabita bez sądu cztery dni później. Zamach stał się dla bolszewików pretekstem do rozpoczęcia „czerwonego terroru”, który, wg różnych źródeł zebranych przez badacza democydu prof. Rudolpha Rummela, doprowadził do śmierci od 250 tysięcy do nawet ponad trzech i pół miliona ludzi (Rummel przyjął pół miliona, zaś ogólną liczbę cywilnych bezbronnych ofiar celowych działań bolszewickich rządów od końca 1917 r. do 1923 r. – wraz z ofiarami głodu wywołanego kolektywizacją i rekwizycjami żywności, tłumienia buntów i obozów pracy, bez ofiar walk w wojnie domowej – oszacował na niecałe 3,3 miliona).
Czy śmierć Lenina w zamachu powstrzymałaby terror i zmniejszył liczbę ofiar? Raczej nie należy sądzić, że państwo kierowane od 1918 r. przez Trockiego lub Stalina byłoby mniej mordercze. Ale warto sobie uzmysłowić, że już leninizm – a nie dopiero stalinizm – był zbrodniczy w wielkiej skali.

Dać wizy „imigrantom Łukaszenki”

sierpień 23rd, 2021

Oczywiście, że kryzys związany z imigrantami na granicy został zaplanowany i zorganizowany przez reżim Aleksandra Łukaszenki. Jednak jeśli grupa kilkudziesięciu, kilkuset, a choćby i kilku tysięcy „wypychanych” w ten sposób z Białorusi imigrantów może zdaniem premiera zdestabilizować Polskę, warto zastanowić się, dlaczego.
W Polsce przebywa około dwóch milionów cudzoziemców (na przełomie 2019/2020 r. było ich wg GUS ok. 2,1 mln, po wybuchu epidemii COVID-19 ich liczba zmniejszyła się do kwietnia 2020 r. o około 200 tysięcy, można przypuszczać, że obecnie nadal jest zbliżona). W żadnej mierze nie destabilizuje to sytuacji w Polsce, a wręcz ją polepsza.
Z tych samych danych GUS można wyliczyć, że w marcu i kwietniu 2020 r. codziennie przyjeżdżało do Polski średnio ponad 11 tysięcy cudzoziemców (owszem, akurat wtedy więcej wyjeżdżało, ale można założyć, że w normalnych nieepidemicznych warunkach przyjeżdżało ich co najmniej tyle samo, albo i więcej). To też nie destabilizowało sytuacji w Polsce.
Czyli ani bardzo duża ogólna liczba cudzoziemców, ani duża liczba przyjeżdżających cudzoziemców dziennie nie powoduje automatycznie destabilizacji.
Dlaczego więc ci imigranci przechodzący z Białorusi, dużo mniej liczni, mogą tę sytuację zdestabilizować? Nasuwa się tu jedna odpowiedź: niewydolność organizacyjna państwa.
Bo o ile cudzoziemiec legalnie przyjeżdżający do Polski z wizą nie wymaga żadnej „obsługi” przez państwo poza przepuszczeniem przez granicę i ewentualnie wydaniem potem zezwolenia na pracę, o tyle cudzoziemca przybywającego nielegalnie trzeba zatrzymać, umieścić w ośrodku i zdecydować, co z nim zrobić. Jeśli złoży wtedy wniosek o ochronę międzynarodową (jest to dla niego jedyna droga powstrzymująca deportację), trzeba go rozpatrzyć (ustawowy termin to nawet 15 miesięcy) i przez czas rozpatrywania – a przynajmniej przez pierwszych sześć miesięcy, w ciągu których nie może legalnie pracować – zapewnić mu pomoc socjalną (zakwaterowanie, wyżywienie, naukę języka, edukację dzieci lub/i świadczenia pieniężne) oraz medyczną przy pomocy ograniczonych państwowych zasobów przeznaczonych na ten cel.
Najwyraźniej polski „system obsługi uchodźców” zatyka się już przy paru tysiącach kandydatów w krótkim czasie. Problemem nie są cudzoziemcy jako tacy, nawet ci przybywający nielegalnie, ale państwowe procedury z nimi związane.
Można jednak je przeskoczyć nawet bez zmian ustawowych. Dlaczego na przykład nie wydać tym wszystkim cudzoziemcom wiz „w celu przyjazdu ze względów humanitarnych” na 90 dni, z możliwością ich przedłużenia? Z takimi wizami mogliby uzyskać następnie zezwolenie na pracę i zostać zatrudnieni. Potem mogliby już starać się o pobyt czasowy. Mogliby również legalnie przedostać się do innego państwa strefy Schengen i tam próbować szczęścia. Niczym nie różniliby się wtedy od innych obcokrajowców przyjeżdżających legalnie, którzy w żaden sposób nie destabilizują Polski.

Środkowy palec dla burżujów i syjonistów

sierpień 16th, 2021

„Dzisiaj odbudowujemy Pałac Saski, musimy go zwrócić Warszawie i Polsce. Ale nic nikomu innemu nie musimy dzisiaj zwracać, nikomu innemu nic nie jesteśmy winni”powiedział prezydent Andrzej Duda przy okazji podpisania ustawy o odbudowie Pałacu Saskiego. Tym samym pokazał symboliczny środkowy palec wszystkim tym, którym – lub których przodkom – rządzone przez komunistów państwo polskie zagrabiło mienie na podstawie wydanych przez siebie dekretów i ustaw nacjonalizacyjnych, przeważnie bez odszkodowań. Dekretów i ustaw, które – jak można przeczytać choćby na stronach Internetowego Systemu Aktów Prawnych – nadal mają status obowiązujący, więc ich legalności nie można podważyć w sądzie.
Środkowy palec został pokazany również tym, którym mienie zostało zabrane z naruszeniem nawet tych dekretów i ustaw, i którzy dotąd starali się o jego zwrot lub odszkodowania. A którym została właśnie praktycznie zamknięta – lub co najmniej bardzo utrudniona – droga do otrzymania nawet tych ostatnich, wraz z nowelizacją kodeksu postępowania administracyjnego podpisaną przez prezydenta w ostatnią sobotę.
Wypowiedź Andrzeja Dudy – podobnie jak wcześniejsza wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego – oznacza, że politycy obecnie rządzący Polską jednoznacznie stają w obronie decyzji komunistycznej władzy sprzed kilkudziesięciu lat, i to nie tylko ich litery, ale i ducha. Uznają się za kontynuatorów rządów Bieruta i Gomułki. „Ludowe”, przepraszam, „narodowe” państwo nic nie jest winne burżujom i syjonistom.

„Lex TVN” i argumenty Kukiza

sierpień 14th, 2021

Odniosę się do argumentów Pawła Kukiza przedstawionych za głosowaniem przez niego i jego dwóch kolegów z koła za projektem ustawy mającej wykluczyć możliwości dalszego posiadania przez spółkę TVN S.A. koncesji na rozpowszechnianie programów telewizyjnych przy zachowaniu obecnej struktury właścicielskiej, czyli tak zwanego „lex TVN”.
Po pierwsze, jego zdaniem jest to działanie w kierunku „repolonizacji rynku medialnego”. Jednak projekt ten nie wyklucza otrzymania koncesji przez podmiot zagraniczny. Wyklucza jedynie otrzymanie jej przez podmiot spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego lub zależny od innego podmiotu spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Czyli, mówiąc prościej, kapitał amerykański nie będzie mógł otrzymać koncesji, ale kapitał np. niemiecki, luksemburski czy węgierski – już tak. TVN będzie mógł zostać kupiony np. przez Bertelsmanna, który następnie będzie mógł wystąpić samemu o koncesję, lub – przy ewentualnym przeniesieniu siedziby TVN S.A. do dajmy na to Niemiec – chyba nawet o przedłużenie koncesji dotychczasowej. Taki scenariusz nie miałby oczywiście nic wspólnego z „repolonizacją”, a preferowanie akurat kapitału niemieckiego nad amerykańskim nie jest krokiem w jej kierunku.
Z drugiej strony, większość koncesji na polskim rynku telewizyjnym już obecnie należy do podmiotów polskich. Obok TVN, praktycznie jedynymi należącymi do zagranicznych właścicieli podmiotami działającymi na tym rynku w oparciu o polskie koncesje jest nadający satelitarnie francuski Canal+ oraz Kino Polska TV S.A. (Stopklatka). Reszta to nadawcy polscy: oprócz państwowej TVP, są to Polsat, Puls, TV Trwam, MWE Networks, Wirtualna Polska, TVT, TVS, wPolsce.pl, Epicom (4Fun), TV Republika oraz cała chmara lokalnych telewizji mających koncesje na nadawanie w sieciach telekomunikacyjnych. Również pod względem udziału w rynku większość mają programy nadawców polskich. Mówienie więc o potrzebie jego „repolonizacji” nie ma sensu.
Po drugie, Paweł Kukiz twierdzi, że został uwzględniony jego warunek wykluczenia „upaństwowienia” mediów prywatnych poprzez nabycie akcji/udziałów w nich przez Skarb Państwa lub spółki z jego nawet pośrednim udziałem. Jednak nie jest to prawda. Projekt wyklucza jedynie możliwość bezpośredniego nabycia przez takie podmioty udziałów lub akcji zbywanych w celu dostosowania się do nowych przepisów. Czyli po wejściu w życie tej nowelizacji Skarb Państwa lub np. Orlen nie będzie mógł kupić akcji TVN od dotychczasowego właściciela, możliwy będzie jednak scenariusz, w którym akcje te kupi podmiot niezwiązany z polskim Skarbem Państwa (np. Polsat), a następnie po krótkim czasie odsprzeda go spółce kontrolowanej przez rząd. Oczywiście kupno samego Polsatu przez Orlen – jeżeli dotychczasowy właściciel zechciałby go sprzedać – też będzie dalej możliwe.
Argumenty przedstawione przez Pawła Kukiza trudno więc nazwać przekonującymi. Albo faktycznie nie zdaje sobie sprawę z konsekwencji wprowadzanych przepisów, albo jego argumentacja jest tylko zasłoną dymną dla innych powodów, dla których wraz z kolegami zagłosował tak, a nie inaczej.