Konwencja stambulska – mało ważny kawałek tekstu

Lipiec 25th, 2020

Nie rozumiem tego całego zamieszania związanego z „konwencją stambulską”, czyli konwencją o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Bo tak naprawdę to, czy pozostanie ona ratyfikowana przez Polskę, czy też państwo polskie – zgodnie z tym, o czym informowała minister Marlena Maląg – ją wypowie, nie ma w praktyce żadnego znaczenia. Konwencja ta ani nie zawiera przepisów stosujących się bezpośrednio, na które ktoś mógłby się powołać w polskim sądzie – jest tu podobna do dyrektywy unijnej, a nie unijnego rozporządzenia – ani też nie przewiduje sankcji dla państw-stron za jej nieprzestrzeganie.
Oznacza to, że jeżeli państwo polskie nie będzie chciało się stosować do jej postanowień, to i tak może to robić nawet bez jej wypowiadania – i jedyne, co będą mogły zrobić inne państwa, to to wytknąć. Ale w przypadku wypowiedzenia konwencji też to może być Polsce wytykane, tylko w mniej formalnym trybie.
Z drugiej strony, jeżeli państwo polskie chce prowadzić politykę zgodną z postanowieniami tej konwencji, to może robić to nawet w przypadku, gdy ją wypowie. I póki co, faktycznie to robi, jeżeli chodzi o zwalczanie przemocy domowej i wobec kobiet, bo wszak jest ona przestępstwem, i była nim, zanim Polska tę konwencję ratyfikowała. Polska nie jest też państwem, które w swoim prawie łagodniej traktuje sprawców przemocy domowej z pobudek religijnych czy „honorowych” czy wręcz zezwala na zabicie kobiety, która popełniła cudzołóstwo (jak Haiti czy Jordania) – i przed ratyfikacją konwencji też tak nie było. Ba, niektóre przepisy polskiego prawa – np. te ostatnio przyjęte, pozwalające czasowo wyrzucić domniemanego sprawcę przemocy domowej z jego domu decyzją policjanta podjętą nawet na podstawie donosu lub plotek – wykraczają poza to, do czego „konwencja stambulska” zobowiązuje państwa-strony.
Tak więc nie jest prawdą zarówno to, że wypowiedzenie konwencji będzie oznaczało „legalizację przemocy domowej” (jak można przeczytać na grafikach opozycji wzywającej do protestów), jak i to, że jej niewypowiedzenie zmusi Polskę do wprowadzenia „ideologii gender” (jak twierdzi np. wiceminister Romanowski).
Nie są też prawdą zarzuty, jakie wobec „konwencji stambulskiej” wysuwane są przez osoby ze środowisk nazwijmy to konserwatywno-wolnościowych: że narusza ona zasadę domniemania niewinności oraz że narzuca tzw. „pozytywną dyskryminację”. Co do tej ostatniej, to art. 4 ust. 4 konwencji stanowi, iż „specjalne środki, niezbędne do zapobiegania przemocy ze względu na płeć i ochrony kobiet przed taką przemocą nie są uznawane za dyskryminację w myśl zapisów niniejszej konwencji” – nie jest to jednak równoznaczne z nakazem stosowania takowych. Oznacza to jedynie, że ten szczególny przypadek „pozytywnej dyskryminacji” jest przez „konwencję stambulską” dopuszczany – a to, czy takie środki będą stosowane, zależy od państw-stron. W przypadku Polski litera Konstytucji na coś takiego nie zezwala, ale należy tu wspomnieć, że „pozytywna dyskryminacja” ze względu na płeć istnieje mimo to w polskim prawie od dawna – w formie niższego wieku emerytalnego kobiet. Zostało to w 2010 r. potwierdzone wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, iż „zróżnicowanie powszechnego wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn (…) stanowi uprzywilejowanie wyrównawcze usprawiedliwione w świetle norm konstytucyjnych i wcześniejszego orzecznictwa Trybunału” – a dziś pośrednio wspierane jest przez PiS, które sprzeciwia się podwyższaniu wieku emerytalnego. Tak więc stosowanie w Polsce „pozytywnej dyskryminacji” jest i będzie zupełnie niezależne od tego, czy „konwencja stambulska” pozostanie ratyfikowana.
Jeśli chodzi o rzekome naruszenie zasady domniemania niewinności, to przeciwnicy konwencji przywołują tu jej art. 52, który nakazuje „zagwarantowanie, że odpowiednie władze są uprawnione do wydania nakazu, w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia, opuszczenia miejsca zamieszkania ofiary lub osoby narażonej przez sprawcę przemocy domowej na odpowiedni okres czasu oraz zakazu nachodzenia ofiary lub osoby zagrożonej w jej miejscu zamieszkania lub kontaktowania się z ofiarą lub osobą zagrożoną przez sprawcę”. Jednak zupełnie w zgodzie z tym artykułem byłoby to, o czym pisałem jakiś czas temu – ustanawianie takiego tymczasowego środka zabezpieczającego przez sąd po uprzednim zatrzymaniu przez policję przy schwytaniu sprawcy przemocy „na gorącym uczynku”. Taka procedura nie naruszałaby zasady domniemania niewinności, podobnie jak nie narusza jej tymczasowe aresztowanie schwytanego w podobnych okolicznościach sprawcy przestępstwa, pod warunkiem, że w przypadku nieuznania winy przez sąd można domagać się zadośćuczynienia za niesłuszne zastosowanie środka zapobiegawczego. (Z wolnościowego punktu widzenia jest to forma rozszerzonej obrony przed oczywistą agresją, a prawo do obrony nie może być uwarunkowane uprzednim stwierdzeniem agresji prawomocnym wyrokiem sądu – każdy ma prawo bronić siebie lub innych na własną odpowiedzialność i dotyczy to tak osób prywatnych, jak i państwa). Tymczasem prawo obowiązujące obecnie w Polsce, uchwalone z inicjatywy rządu, który rozważa wypowiedzenie „konwencji stambulskiej”, pozwala na wyrzucenie z domu domniemanego sprawcy przemocy domowej niekoniecznie schwytanego na gorącym uczynku, a jedynie uznanego za takiego na podstawie np. plotek, i to decyzją nie sądu, a funkcjonariusza policji, co stawia pod znakiem zapytania obiektywność i bezstronność takiej procedury. W tym przypadku zarzut naruszenia zasady domniemania niewinności można już faktycznie podnieść – tyle, że źródłem tego naruszenia są polskie przepisy, zupełnie niezależne od ratyfikacji przez Polskę konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.
Tak więc zarówno pozytywne, jak i negatywne zjawiska wskazywane jako skutki „konwencji stambulskiej” są w rzeczywistości od niej zupełnie niezależne. Z tego powodu jest mi obojętne, czy Polska ją wypowie, czy nie. Jest to mało ważny kawałek tekstu. I o ile nie przekonują mnie argumenty jej przeciwników, o tyle nie widzę też sensu angażowania się w jej obronę. Lepiej po prostu domagać się od państwa, pod którego rządami żyjemy tu i teraz – Rzeczypospolitej Polskiej – by z jednej strony nie naruszało wolności ludzi, a z drugiej – dopóki rości sobie monopol na prawo i sprawiedliwość – realnie broniło ich przed przemocą, także tą domową.

Prezydent zapomniał o deportowanych Ślązakach

Lipiec 9th, 2020

Aktywność Andrzeja Dudy na polu inicjatyw ustawodawczych w ostatnich dniach bardzo się wzmogła. Kolejną taką inicjatywą jest projekt ustawy o świadczeniu pieniężnym przysługującym osobom zesłanym lub deportowanym do Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich w latach 1939–1956.
Zgodnie z tym projektem osoby takie miałyby otrzymać dodatkowe świadczenie w wysokości co najmniej 2400 zł, uzależnione od długości pobytu na zesłaniu lub deportacji oraz wcześniej w niewoli, obozach i więzieniach (200 złotych za dzień ww. represji).
Problem jest tylko taki, że miałoby to przysługiwać jedynie osobom, które w chwili zesłania lub deportacji do ZSRR posiadały obywatelstwo polskie.
Oznacza to, że nie dostanie go wielu Ślązaków z terenów, które przed wojną należały do Niemiec – bo ci narodowości polskiej otrzymali prawo obywatelstwa polskiego dopiero na mocy ustawy z dnia 28 kwietnia 1946 r. o obywatelstwie Państwa Polskiego osób narodowości polskiej zamieszkałych na obszarze Ziem Odzyskanych, a furtkę dla pozostałych otworzył jeszcze później art. 3 ustawy z dnia 8 stycznia 1951 r. o obywatelstwie polskim.
A deportacje Ślązaków (również tych narodowości polskiej) do ZSRR miały miejsce w 1945 roku i to jeszcze w trakcie trwania wojny. Były częścią tzw. Tragedii Górnośląskiej. Dotknęły około 40 tysięcy osób (niektórzy podają liczbę nawet 90 tysięcy). Część z deportowanych wróciła na Śląsk lub w inne rejony Polski i otrzymała obywatelstwo polskie. Niektórzy żyją do dzisiaj. Zdarzały się przypadki, że ich potomkowie bezskutecznie występowali do sądów o odszkodowania.
W uzasadnieniu projektu ustawy przedstawionego przez Prezydenta RP o Ślązakach w ogóle się nie wspomina, tak jakby ich deportacje do ZSRR w ogóle nie miały miejsca.
Celowe wykluczenie czy ignorancja?

Wielki Firewall Europejski?

Lipiec 8th, 2020

W maju br. komórka Parlamentu Europejskiego nazywająca się Departamentem Polityk Ekonomicznych, Naukowych i Jakości Życia (Policy Department for Economic, Scientific and Quality of Life Policies) przedstawiła na zlecenie Komisji Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów opracowanie dotyczące rozwoju usług cyfrowych w Unii Europejskiej w perspektywie do 2030 roku. Wśród rekomendowanych działań znalazła się budowa „Europejskiego Internetu” stosującego się do „reguł i standardów Unii Europejskiej – takich jak wartości demokratyczne, ochrona danych, dostępność danych, przejrzystość i przyjazność dla użytkownika”. Ów „Europejski Internet” wymagałby firewalla i „jak Firewall Chiński (…) blokowałby usługi z innych państw, które akceptują lub wspierają działania sprzeczne z prawem”. Jego uruchomienie autorzy opracowania (faktycznie pracownicy niemieckiej spółki Future Candy, na czele z jej prezesem Nickiem Sohnemannem) zaplanowali na lata 2025-2030.
To nie żart – analitycy wynajęci przez Parlament Europejski na serio rekomendują przyjęcie w Unii Europejskiej rozwiązania chińskiego i odgrodzenie się od reszty świata internetowym murem, blokującym dostęp do usług uznanych za „sprzeczne z prawem”. A za sprzeczne z prawem mogą zostać uznane najróżniejsze rzeczy, poczynając od niestosowania filtrów blokujących treści naruszające prawa autorskie, przez „wspieranie terroryzmu”, „mowę nienawiści”, lekceważenie wymogów RODO, hazard, pornografię, oferowanie podróbek, aż do ujawniania informacji z rządowych przecieków, braku możliwości rozszyfrowywania komunikacji przez służby specjalne czy krytyki władzy. To zależy jedynie od polityków, którzy dostaliby skuteczne narzędzie cenzury. A że „wartości demokratyczne”? Pod tym szyldem można wprowadzić wszystko.
Oczywiście do wprowadzenia tego w życie jest długa droga, ale fakt, że coś takiego pojawiło się w dokumencie wytworzonym na zlecenie komisji Parlamentu Europejskiego, niepokoi.

Gra dziećmi o głosy homofobów

Lipiec 6th, 2020

Przedstawiony przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę projekt zmiany Konstytucji RP został oficjalnie opublikowany. Zawiera on sformułowanie, że „zakazane jest przysposobienie przez osobę pozostającą we wspólnym pożyciu z osobą tej samej płci”.
Wynikają z tego dwie rzeczy.
Po pierwsze, całkiem możliwa pozostaje interpretacja, zgodnie z którą oznacza to, że w takim przypadku nie tylko nie wolno przysposobić dziecka, ale i zakazane jest trwanie stosunku przysposobienia – i po wejściu w życiu tej zmiany sądy w oparciu o Konstytucję będą rozwiązywały już istniejący stosunek przysposobienia między przysposobionym a przysposabiającym pozostającym we wspólnym pożyciu z osobą tej samej płci. Czyli niektórzy ludzie (tak dzieci, jak i dorośli, wszak stosunek przysposobienia trwa również po uzyskaniu przez przysposobionego pełnoletności) mogą być przymusowo pozbawiane rodziców.
Po drugie, zakaz ten nie dotyczy jednak sprawowania opieki nad dzieckiem. Więc osoba pozostająca we wspólnym pożyciu z osobą tej samej płci nadal będzie mogła zostać prawnym opiekunem dziecka w przypadku, gdy jego rodzice nie żyją, są nieznani lub zostali pozbawieni władzy rodzicielskiej. W praktyce więc dzieci nadal będą mogły być wychowywane przez takie osoby i to nawet mieszkając wspólnie z opiekunem i jego partnerem (czyli „dwiema mamami” albo „dwoma ojcami”). Różnica będzie tylko taka, że jeśli opiekun będzie chciał dać wychowankowi darowiznę lub uczynić go swoim spadkobiercą, to – wedle stanu prawnego na dziś – państwo wyciągnie rękę po podatek. Bo opiekun to nie rodzic, nawet adopcyjny, a projekt ustawy (autorstwa posłów Koalicji Obywatelskiej) zwalniający z podatku takie spadki i darowizny po pierwszym czytaniu w lutym br. ugrzązł w sejmowej komisji.
Inaczej mówiąc, Andrzej Duda zadeklarował, że jest gotów pozbawić niektórych ludzi – w tym dzieci – części majątku przekazywanego im przez bliskie osoby, a nawet samych rodziców. Tylko po to, by dostać głosy homofobów. Oszukując zresztą tych ostatnich, bo nie „uchroni” to dzieci przed wychowywaniem przez pary homo.

Bluźniercy wczoraj i dziś

Lipiec 2nd, 2020

W 1565 roku Erazm Otwinowski był sądzony za znieważenie i podeptanie hostii niesionej w monstrancji na procesji Bożego Ciała – a więc, według katolików, bezpośrednio Chrystusa pod postacią chleba. Bronił go Mikołaj Rey z Nagłowic, który dowodził (cytat za Jędrzejem Moraczewskim): „jeżeli obżałowany dopuścił się obrazy Boga, to go sam Bóg z pewnością skarze, czy to piorunem, czy otworzeniem pod jego nogami przepaści, bo za krzywdę wyrządzoną Mojżeszowi ukarał Kora, Dathana i Abirona. Księdzu atoli obżałowany stłukł tylko szkiełko od monstrancyi i zniszczył kawałek opłatka, co razem dwóch groszy nie warto. Za rzecz tak drobną prawa polskie żadnéj kary nie przepisują”.
Otwinowski nie został ukarany.
Tak samo potraktowano w 1580 roku innego szlachcica, który podeptał hostię, a następnie rzucił ją na pożarcie psom – Marcina Krezę. Choć król ostrzegł go, żeby się to więcej nie powtórzyło.
Dziś, 455 lat później, za „obrazę uczuć religijnych” przez publiczne znieważenie przedmiotu czci religijnej grozi kara pozbawienia wolności do lat 2, ograniczenia wolności lub grzywny. I właśnie rozpoczął się kolejny proces o taką obrazę – muzyk Adam Darski, znany bardziej pod pseudonimem Nergal, oskarżony jest z powodu umieszczenia w Internecie filmiku, na którym widać sztucznego penisa z doczepionym krucyfiksem. Doniesienie złożył poseł Dominik Tarczyński.
Nie trzeba czegoś takiego pochwalać – ja prawdę mówiąc uważam takie prowokacje za niesmaczne – ale czy nie lepiej podchodzono do tego w XVI wieku? Nie lepiej przyjąć zasadę, że ewentualna kara za znieważenie Boga – o ile nie towarzyszyło jej naruszenie czyjejś własności – powinna zostać złożona bezpośrednio w ręce Boga?
Zakładając, że istnieje. Bo jeśli nie istnieje, to w czym problem?

Nienawiść dla wybranych

Czerwiec 30th, 2020

Reddit wprowadził na swojej platformie społecznościowej nową zasadę – zakazał „mowy nienawiści opartej na tożsamości lub słabościach” („Promoting Hate Based on Identity or Vulnerability”). Przykładowo, nie wolno szerzyć nienawiści wobec grup określonej rasy, płci, narodowości, orientacji seksualnej czy z określoną niepełnosprawnością.
Wcześniej nie było to na Reddicie zakazane i oficjalnie nie groził za to ban. Teraz będzie.
Ale uwaga: ta zasada nie obejmuje wszystkich. Nie obejmuje ludzi, którzy sami promują taką nienawiść (czyli można szerzyć nienawiść wobec np. rasistów) i nie obejmuje… tych, którzy są w większości.
Czyli na przykład rasizm wobec czarnych jest niedozwolony, ale rasizm wobec białych już tak.
Ale zaraz. W Europie czy USA biali stanowią większość. Ale co z Afryką? Czy biały z RPA będzie mógł nadal szerzyć rasizm wobec czarnych, a za to czarny Afrykanin będzie banowany – w przeciwieństwie do np. czarnego Europejczyka – za rasizm wobec białych?
A co z tą nienawiścią opartą na płci? W USA ogólnie kobiety stanowią nieznaczną większość – inaczej niż jeszcze w latach 40. XX w. Więc zgodnie z wymienioną wyżej zasadą powinna być dozwolona nienawiść wobec amerykańskich kobiet, a za ataki na amerykańskich mężczyzn powinien grozić ban. No ale jako przykład mowy nienawiści opartej na płci podawany jest „komentarz, że zgwałcenie kobiety powinno być dopuszczalne i nie być przestępstwem”. Czyli jednak zabronione ma być szerzenie nienawiści wobec kobiet, choć w USA stanowią one większość. Może niewystarczającą?
Rozumiem też, że zabronione będzie szerzenie nienawiści wobec miliarderów i ogólnie bogatych – wszak stanowią oni zdecydowaną mniejszość – ale wyśmiewanie się z czyjejś biedy czy twierdzenie, że biedni są ludźmi gorszymi i powinni służyć bogatym nadal będzie dozwolone?
Reddit jest prywatny i ma prawo wprowadzać zasady jakie chce. Te jednak wydają mi się nie tylko niesprawiedliwe, ale i głupie
.

Bosak – fałszywa alternatywa

Czerwiec 25th, 2020

Sławomir Mentzen (ten od „nie lubimy Żydów, homoseksualistów, aborcji, podatków i Unii Europejskiej”) napisał, że naiwnością jest sądzić, że wybór Rafała Trzaskowskiego „pozwoli zatrzymać szaleństwa PiS i uchroni nas przed kolejnym rozdawnictwem i wynikającym z tego podwyższaniem podatków”, bo „te partie są bezideowymi partiami władzy, które swoje decyzje uzależniają od społecznych oczekiwań oraz bieżącego interesu partyjnego” i „gdy przychodzi do głosowań, są w sprawach gospodarczych nad wyraz zgodni i nie rokują żadnej nadziei na zmianę obecnego trendu”. I że „jedyną alternatywą dla tych ludzi jest Konfederacja i jej kandydat Krzysztof Bosak”, który „zapowiedział, że nie poprze żadnej podwyżki podatków, czy dalszego ich komplikowania”.
To prawda, że obie główne partie są „bezideowymi partiami władzy” i w motywach swoich działań są podobne.
Ale dzięki temu, że są w tak dużym konflikcie ze sobą, jest właśnie duża szansa, że Trzaskowski – choćby na złość – będzie hamował i utrudniał działania PiS. Które faktycznie w większości są antywolnościowe i złe, więc w efekcie będzie to dobre bez względu na intencje.
Natomiast Konfederacja, a zwłaszcza Krzysztof Bosak (który przecież już był jako poseł LPR w latach 2005-2007 w koalicji z PiS – notabene, gdy wówczas wspólnie większość posłów PiS i PO przegłosowała zmniejszenie stawek podatku dochodowego, Bosak nie był obecny na głosowaniu) i Ruch Narodowy nie są z blokiem dowodzonym przez Jarosława Kaczyńskiego w aż takim konflikcie, więc jest większe prawdopodobieństwo, że prezydent Bosak nie będzie blokował aż tak wielu działań Zjednoczonej Prawicy. Czyli zostanie zrealizowane więcej zła.
Kandydat Konfederacji na prezydenta jest za świadczeniem „500+” na każde dziecko, wykupem mediów z kapitałem zagranicznym przez państwo, zakazem finansowania organizacji pozarządowych z zagranicy (w rządzie jak na razie pojawiają się pomysły o obowiązkowym ujawnianiu takiego finansowania), walką z „propagowaniem LGBT”, utrzymaniem nielegalności marihuany. Wbrew przedwyborczym deklaracjom Bosaka, partia, której jest wiceprezesem ma w swoim programie podwyższanie niektórych podatków (majątkowych czy od najbogatszych). Akceptuje też państwową własność lub kontrolę w sektorach „strategicznych”. Różnica między nimi a PiS nie jest wcale aż taka duża, również w kwestiach ekonomicznych. Jest w dodatku całkiem możliwe, że za zgodę na nowe podatki, kolejne programy socjalne dla wybranych grup czy przeznaczanie pieniędzy na wielkie państwowe inwestycje prezydent Bosak wyznaczy cenę, jaką będzie realizacja dodatkowych antywolnościowych pomysłów, takich jak np. ograniczenie imigracji zarobkowej do Polski czy faktyczne ograniczenie praw osób LGBT w postaci zakazu „marszy równości” czy „promowania nietradycyjnych stosunków seksualnych” (element prawa rosyjskiego, który wg Bosaka należy jedynie „precyzyjniej zredagować”). I się dogadają.
Dlatego Krzysztof Bosak jako prezydent byłby gorszy zarówno od Rafała Trzaskowskiego, jak i od Andrzeja Dudy.
(Tekst ukazał się 23.06.2020 r. na facebookowym fanpage’u Partii Możemy. Jestem jego autorem).

Prywatny Lenin

Czerwiec 23rd, 2020

W Gelsenkirchen tamtejsi działacze partii komunistycznej postawili przed swoją siedzibą pomnik Włodzimierza Lenina. Mimo sprzeciwu władz miasta. Było to możliwe, bo zarówno pomnik, jak i teren, na którym go postawili, jest ich prywatną własnością, i sąd odrzucił sprzeciw miasta.
Jak widać, instytucja prywatnej własności, którą chciał znieść Lenin, okazała się paradoksalnie czynnikiem umożliwiającym jego upamiętnienie. I warto, by zwrócili na to uwagę zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy upamiętniania komunistycznego dyktatora.
Zwolennicy niech zauważą, że w komunistycznej społeczności, gdzie nie ma prywatnej własności i wszystko należy do państwa czy też państwopodobnej organizacji reprezentującej „społeczeństwo”, niekoniecznie mogliby uczcić w ten sposób wodza rewolucji. Bo kierownictwo tej organizacji, choć deklaratywnie komunistyczne, mogłoby mieć na jego temat inne zdanie.
I podobnie mogłoby mieć inne zdanie od nich na wiele różnych tematów, łącznie z tym, gdzie mieliby oni pracować, jak spędzać wolny czas, gdzie mieszkać, co jeść, w co się ubierać i co mówić.
A przeciwnicy niech zauważą, że zakazanie postawienia komunistom z Gelsenkirchen pomnika Lenina na ich własnym terenie oznaczałoby, że państwo, w którym się to dzieje, nie szanując prywatnej własności, postąpiło kolejny krok w stronę komunizmu.

Tarcza antykryzysowa dla Zbigniewa Ziobry

Czerwiec 21st, 2020

Sejm przegłosował ostatecznie ukryty w ustawie „o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych na zapewnienie płynności finansowej przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 oraz o zmianie niektórych innych ustaw” przepis zmieniający art. 37a kodeksu karnego. Ustawa czeka na podpis prezydenta.
Zmiana polega na tym, że jeśli sąd będzie chciał wymierzyć za przestępstwo zagrożone tylko karą pozbawienia wolności nie wyższą niż 8 lat (przykładowo: znieważenie Narodu lub Rzeczypospolitej Polskiej, znieważenie Prezydenta RP, przerwanie ciąży za zgodą kobiety, nieumyślne spowodowanie śmierci, udział w bójce, spowodowanie wypadku w ruchu, prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości w warunkach recydywy, niewykonanie polecenia zatrzymania pojazdu mechanicznego wydanego przez osobę uprawnioną, kazirodztwo, ułatwianie uprawiania prostytucji lub czerpanie z tego korzyści majątkowych, fałszywe zawiadomienie o zagrożeniu, łapownictwo, przekupstwo, składanie fałszywych zeznań, publiczne nawoływanie do popełnienia zbrodni, znieważenie grupy osób lub osoby z powodu przynależności rasowej lub etnicznej, zakłócanie pracy systemu informatycznego, fałszowanie faktury, podawanie nieprawdy w fakturze lub dokumentach, kradzież, oszustwo, wyrządzenie szkody w obrocie gospodarczym), karę inną niż pozbawienie wolności (tj. grzywnę lub ograniczenie wolności) – co jest dość częstą praktyką w przypadkach mniejszej wagi – to będzie musiał równocześnie orzec środek karny, kompensacyjny lub przepadek.
Środki kompensacyjne to obowiązek naprawienia szkody i nawiązka. W przypadku umyślnych przestępstw przeciwko życiu lub zdrowiu, innych umyślnych przestępstw, których skutkiem jest śmierć człowieka, ciężki uszczerbek na zdrowiu, naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia, a także w przypadku, gdy nie jest możliwe ustalenie pokrzywdzonego w przestępstwie komunikacyjnym oraz zamiennie do przepadku przedsiębiorstwa w przypadku, gdy służyło do popełnienia przestępstwa (w przypadkach mniejszej wagi) nawiązkę orzeka się (gdy sąd uzna zastosowanie tego środka kompensacyjnego za właściwe) na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.
Środków karnych jest więcej (np. pozbawienie praw publicznych, podanie wyroku do publicznej wiadomości, zakaz zajmowania określonego stanowiska, zakaz prowadzenia pojazdów, zakaz zbliżania się do określonych osób), ale jednym z nich jest świadczenie pieniężne na rzecz tego samego Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej, które może być orzeczone w przypadku najpopularniejszego przestępstwa w Polsce, czyli prowadzenia pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, w przypadku fałszywego zawiadomienia o zagrożeniu, a także w przypadku wymierzenia za dowolne przestępstwo kary ograniczenia wolności.
Czym jest Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej, zwany inaczej Funduszem Sprawiedliwości? Ano funduszem, z którego minister sprawiedliwości finansuje najróżniejsze inicjatywy, które uznaje za warte wsparcia. Od organizacji wprost związanych z politykami PiS, jak fundacja Ex Bono, przez organizacje pro-life (jak Fundacja Komitetu Obchodów Narodowego Dnia Życia), walczące z pornografią (jak Stowarzyszenie Twoja Sprawa), aż do uznaniowego wspierania ochotniczych straży pożarnych, szpitali czy szkół w okręgach, gdzie w wyborach kandydują politycy Solidarnej Polski. Kilkanaście milionów złotych wydano na samą reklamę Funduszu.
Najwyraźniej w nowelizacji art. 37a chodzi o to, by skarbonka ministra Ziobry miała większe przychody.
Razem z samym Skarbem Państwa, bo przepadek (mienia lub przedsiębiorstwa) orzekany jest na rzecz Skarbu Państwa. Zamiast przepadku mienia może być orzeczona ewentualnie nawiązka na rzecz Skarbu Państwa. Do Skarbu Państwa idą również wpływy z grzywien, które też widać były za niskie, więc sądy będą musiały wymierzać je w takich przypadkach (zamiennie do kary pozbawienia wolności przewidzianej przez przepis szczególny) w wysokości co najmniej 100 stawek dziennych.
Ktoś musi w końcu zapłacić za dopłaty do kredytów bankowych.

Dziedzictwo niewolnictwa

Czerwiec 10th, 2020

Tak jeszcze na marginesie protestów czarnoskórych i lewicy w USA i Europie Zachodniej, w ramach których zwala się i obsmarowuje pomniki handlarzy niewolników (jak Edward Colston) oraz tyranów zarabiających na pracy niewolniczej (jak Leopold II Koburg) – a które znajdują swój oddźwięk i w Polsce.
O ile USA tylko częściowo powstały na niewolnictwie, bo z chwilą powstania tego państwa funkcjonowało ono już tylko w części stanów, o tyle Polska powstała na niewolnictwie w całości. Oczywiście na niewolnictwie białych.
Wczesne państwo polskie – jak i inne okoliczne państwa – było po prostu zorganizowanym gangiem handlarzy i właścicieli niewolników, tyranizujących i biorących w niewolę dotąd wolną ludność. Pierwsi Piastowie masowo niszczyli okoliczne osady i obracali w niewolników ich mieszkańców. „Jak wynika z ustaleń archeologów, Piastowie dokonali w X stuleciu w Wielkopolsce prawdziwej demograficznej rewolucji. Niektóre tereny kompletnie ogołocili z ludności. Z kolei centralny rejon wokół Gniezna, jeszcze około 900 r. prawie zupełnie niezamieszkany, stał się po stu latach najgęściej zaludnioną częścią prowincji”. Duża część tych niewolników była sprzedawana za granicę, głównie do państw islamskich. Powstawały specjalne grody, będące miejscami ich koncentracji – za taki „obóz koncentracyjny” dla pędzonych na sprzedaż niewolników uznaje się dziś np. Naszacowice nad Dunajcem. Chrześcijaństwo niewiele tu początkowo zmieniło. Jeszcze w XII wieku normalne było branie w niewolę ludzi podczas wypraw wojennych – np. Gall Anonim pisze o Bolesławie Krzywoustym, że wyprawiając się na Prusów „zgromadził niezmierne łupy, biorąc do niewoli mężów i kobiety, chłopców i dziewczęta, niewolników i niewolnice niezliczone”.
Pierwotna słowiańska organizacja społeczna, oparta na samorządnych opolach zamieszkałych przez wolnych i posiadających ziemię chłopów została zastąpiona czymś, co niektórzy nazywają „hodowlą ludności rolniczej przez wojowników”. Tych, których nie wzięto w niewolę, wywłaszczono z ziemi i na setki lat narzucono feudalne struktury własności ziemskiej i władzy. W końcowej fazie ewolucji tego systemu, 600-700 lat później, przywiązani do ziemi, zmuszeni do darmowej pracy i poddani sądownictwu swoich panów chłopi znowu niewiele różnili się od niewolników. Potem odzyskali wolność osobistą, a w końcu i ziemię, ale obecne struktury społeczne nadal w jakiejś mierze są efektem procesów historycznych zapoczątkowanych w X wieku. A współczesne państwo polskie odwołuje się do tradycji tych, którzy zbudowali je na niewolnictwie i stawia im pomniki. Których notabene nikt nie obala.
A dlaczego nie obala? Bo ludzie w Polsce jakoś nie czują potrzeby buntować się przeciwko państwu jako takiemu. Dziennikarz Łukasz Warzecha, komentując obalenie pomnika Edwarda Colstona w Bristolu napisał, że „Colston handlował niewolnikami w dobie, gdy było to niestety normalne zajęcie. Fundował też szpitale, przytułki, kościoły”. I o ile jego słowa spotkały się z krytyką ze strony sympatyków protestów, o tyle sądzę, że nawet oni wybaczą pewien poziom zniewolenia – choć może nie całkowite niewolnictwo – w zamian za finansowanie przez państwo „szpitali i przytułków”. Czy inne benefity.