Wielodzietni dostaną, samotni zapłacą

Maj 18th, 2021

No cóż. Cena 33-metrowego, dwupokojowego TBS na przykład w Krakowie-Kurdwanowie to 99 tysięcy, cena 82-metrowego, 4-pokojowego – 220 tysięcy.
Singiel szukający tam mieszkania będzie mógł dostać co najwyżej 5 tysięcy dopłaty, więc z własnej kieszeni będzie musiał zapłacić 94 tysiące. Małżeństwo (nie wiem czy również konkubinat, bo w tej wypowiedzi mowa o małżeństwach) z trójką dzieci będzie mogło dostać jak rozumiem nawet 155 tysięcy dopłaty (100 tysięcy z bonu rodzinnego i 55 tysięcy ze społecznego), więc z własnej kieszeni zapłacą za odpowiednie dla rozmiarów ich rodziny mieszkanie 65 tysięcy – po 32500 zł na każdego.
Oczywiście na dopłaty będą musieli ostatecznie się zrzucać w podatkach wszyscy – single, pary bez dzieci i pary z dziećmi. To znaczy, że w praktyce osoby samotne (czy z wyboru, czy z przyczyn niezależnych od siebie, takich jak mała atrakcyjność) zostaną obciążone kosztami finansowania mieszkań dla tych z dziećmi, a najbardziej tych wielodzietnych, a same nie dostaną właściwie żadnego wsparcia.
No ale przecież z 500+ czy „bonem turystycznym” jest podobnie, więc czemu się tu dziwić. Wprawdzie podobno „wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne” i „nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny” (art. 32 Konstytucji RP), ale to tylko słowa interpretowane zwykle tak, by pasowało to rządzącym.

Polski Ład: zarobię mniej i nic za to nie dostanę

Maj 17th, 2021

Z planu „Polskiego Ładu” przedstawionego przedwczoraj przez Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego wynika, że wzrośnie wprawdzie do 30 tysięcy złotych kwota wolna od podatku dochodowego, ale za to składka zdrowotna nie ma być już w większości odliczana od podatku, tak jak jest to do tej pory. Zapowiedziano także oskładkowanie „umów śmieciowych” i docelowo wprowadzenie jednego modelu kontraktu pracy.
Oznacza to, że osoby zarabiające na przykład 6500 zł brutto lub więcej zapłacą w rzeczywistości wyższe podatki, lub też przy takim samym jak dotychczasowe wynagrodzeniu ich pracodawcy będą musieli ponieść wyższe koszty. A jeśli ktoś otrzymuje wynagrodzenie częściowo lub w całości w oparciu o „umowy śmieciowe” (zlecenia, o dzieło), to koszty tego wynagrodzenia dla jego pracodawcy lub pracodawców wzrosną już mocno, bo będzie musiał zapłacić dodatkowe składki na ubezpieczenie społeczne.
A najgorzej będą mieli tacy, którzy i zarabiają takie kwoty jak wyżej, i uzyskują jakąś część dochodu w oparciu o umowy cywilnoprawne. Czyli tacy jak ja. Nie wnikając w szczegóły, jeśli miałbym zachować takie same dochody netto, to koszty moich wynagrodzeń wzrosną o 240 lub nawet 1830 zł miesięcznie. Jeśli nie dostanę mniej na rękę, to z pewnością będzie mi trudniej o podwyżkę.
Przypominam, jestem zwykłym pracownikiem najemnym utrzymującym się z własnej pracy.
Na dodatek jeszcze dobitniej państwo ma mi uświadomić, że jako bezdzietny jestem obywatelem drugiej kategorii – oferując, obok „500+”, dodatkowe wsparcie tym, co posiadają więcej niż jedno dziecko. A gdybym jakąś mało prawdopodobną koleją rzeczy miałbym się ożenić i przeprowadzić się do większego mieszkania (mieszkam w małym wynajętym z TBS), to z obiecywanej gwarancji bankowej na wkład własny do kredytu i tak nie skorzystam, bo jestem już na to za stary.
Więc tak naprawdę politycy rządzącej partii obiecali mi, że będę mniej zarabiał i nic za to nie dostanę. Bo w to, że wraz ze wzrostem wydatków na opiekę medyczną polepszy się jej jakość, nie wierzę.
Dziękuję, teraz już na pewno na was nie zagłosuję. I zrobię, co będę mógł, żebyście stracili władzę.

Idee kibucników i idee al-Husajniego

Maj 15th, 2021

W lipcu 1939 roku grupa polskich Żydów, członków lewicowej organizacji żydowskiej HaSzomer HaCair, założyła na zakupionym na początku lat trzydziestych terenie na pustyni Negew kibuc Negba. Pomimo iż HaSzomer HaCair opowiadała się za wspólnym państwem Żydów i Arabów w Palestynie, a powiązana z nią partia Socjalistyczna Liga Palestyny przyjmowała w swe szeregi również Arabów, to kibuc od początku został zaprojektowany jako osiedle obronne. Przyczyną były powtarzające się od początku lat 20. XX wieku i nasilone zwłaszcza w latach 1936-39 (tzw. Wielka Rewolta Arabska) ataki grup arabskich na Żydów (wskutek tych ataków już w 1920 roku Żydzi powiązani z partią Dawida Ben-Guriona – Achdut ha-Awoda – oraz związkiem zawodowym Histadrut postanowili założyć Haganę – uzbrojoną formację obronną ewoluującą stopniowo w kierunku pełnowymiarowej armii). Ataki te były prowokowane i organizowane przez takich ludzi jak wielki mufti Jerozolimy Muhammad Amin al-Husajni, zwolennik arabskich rządów w Palestynie i przeciwnik żydowskiej imigracji.
Wskutek narastającej wrogości dużych grup ludności arabskiej większość syjonistów nie widziała jednak możliwości wspólnego państwa z arabską większością i opowiadała się za utworzeniem państwa żydowskiego, obejmującego część lub nawet całość Brytyjskiego Mandatu Palestyny, z którego jeszcze w 1921 roku wydzielono emirat Transjordanii. W 1947 ONZ zaproponowała podział tego terytorium na państwo arabskie (z niewielką mniejszością żydowską), żydowskie (z dość dużą mniejszością arabską) oraz Jerozolimę jako wydzielone miasto pod zarządem międzynarodowym. Propozycja ta została przyjęta przez Agencję Żydowską, natomiast odrzucona przez polityków arabskich, którzy w odpowiedzi wywołali wojnę domową. W tej sytuacji 14 maja 1948 roku przywódcy żydowscy ogłosili niepodległość Izraela, deklarując jednocześnie „pełne i równe obywatelstwo” dla Arabów. Następnego dnia – 73 lata temu – armie Egiptu, Transjordanii, Syrii i Iraku, wsparte oddziałami z Sudanu, Jemenu, Arabii Saudyjskiej i Libanu oraz miejscowych Arabów, wkroczyły do Palestyny z zamiarem zniszczenia nowo powstałego państwa.
Kibuc Negba znalazł się na drodze ataku wojsk egipskich. Był bombardowany i ostrzeliwany. Armia egipska (prawie dwudziestokrotnie liczebniejsza od obrońców, z których ponad połowę stanowili sami kibucnicy, w tym kobiety) przypuściła dwa natarcia z udziałem lotnictwa, artylerii i czołgów. Nie udało jej się jednak zdobyć ufortyfikowanego osiedla.
Ostatecznie Arabowie przegrali ten etap wojny. Izrael obronił swoją niepodległość, zajął dodatkowe terytoria w porównaniu z tym, co przewidywała rezolucja ONZ. Kilkaset tysięcy arabskich mieszkańców nie wróciło już do swoich domów. W odpowiedzi państwa arabskie „dały do zrozumienia” miejscowym Żydom, żeby wynieśli się do „swojego” kraju, co też ci w większości zrobili.
Ale wojna trwa tak naprawdę do dzisiaj. Miała jeszcze kilka odsłon, a to, co się dzieje tam teraz, to odsłona kolejna. Miejscowi Arabowie – zwani dziś Palestyńczykami – żyją albo jako mniejszość w państwie rządzonym przez Żydów, albo na wygnaniu w państwach arabskich, które nie przyznały im nawet pełni praw obywatelskich, albo na terenach okupowanych przez Izrael, albo pod panowaniem terrorystów. Miejsce wolnościowego projektu syjonistycznego (tak! – dobrowolne i dobrowolnie finansowane organizacje zajmowały się nie tylko gospodarką, ale i opieką socjalną, zdrowotną, zalesianiem i rekultywacją gruntów, obroną i reprezentacją społeczności na forum międzynarodowym; w dodatku duża część społeczności była zorganizowana w sposób niehierarchiczny) zajęło zmilitaryzowane, etatystyczne państwo. I Żydzi, i Arabowie usztywnili się we wzajemnej nieufności i wrogości, a siły wzywające do pojednania są w mniejszości.
I wszystko to raczej dzięki takim ludziom, jak mufti al-Husajni (który podczas II wojny światowej osobiście rozmawiał z przywódcami III Rzeszy, blokował emigrację niemieckich Żydów do Palestyny i namawiał muzułmanów w Bośni do wstępowania do jednostek Waffen-SS), a nie takim, jak założyciele kibucu Negba.
Gdyby dzisiejszych polskich, europejskich, amerykańskich lewicowców przenieść w tamte czasy do Palestyny, kogo by poparli?

Kurs obsługi smartfona za 11 tysięcy

Maj 10th, 2021

Myślicie, że pieniądze z unijnego Funduszu Odbudowy pójdą faktycznie na odbudowę gospodarki po epidemii czy inne przydatne nam wszystkim cele?
Może częściowo tak, ale najpewniej w dużej mierze zostaną one zmarnowane, podobnie jak marnowane są obecne fundusze unijne.
Na przykład Wojewódzki Urząd Pracy w Opolu ogłosił teraz nabór do projektu „SMART Senior”, w ramach którego 60 osób w wieku powyżej 50 lat uzyska umiejętność korzystania ze smartfona. Przepraszam: podniesie wiedzę i umiejętności „odnośnie wykorzystania smartfona w codziennym życiu jako narzędzia do załatwiania spraw urzędowych, zakupów, płatności i nowoczesnych form kontaktów z rodziną”.
Koszt tego projektu to 698071 złotych i 50 groszy. Z czego 658211 złotych i 62 grosze pochodzą z funduszy unijnych. Czyli szkolenie jednej osoby w korzystaniu ze smartfona – 20 godzin indywidualnej nauki z trenerem (na przykład w domu lub kawiarni), jednodniowe warsztaty z kompetencji społecznych i trenowanie nabytych umiejętności w wyjściach do kina, teatru i muzeum – będzie kosztowało ponad 11634 zł, z czego ponad 10970 zł da Unia.
Ciekawe, kto się załapie na szkolącego.

„Nie” dla podwyżki składki zdrowotnej

Maj 6th, 2021

Wyobraźmy sobie, że mamy prywatną przychodnię lekarską i szpital, gdzie na wizytę lub zabieg czeka się bardzo długo, jakość usług medycznych jest kiepska, personel nie zawsze jest miły, szpitalne łóżka stoją w przepełnionych salach lub na korytarzu, szpitalne wyżywienie jest gorsze niż w więzieniu, a lekarze w przychodni ostatnio w ogóle już w większości przypadków nie badają pacjentów osobiście, a tylko udzielają telefonicznych konsultacji.
No i właściciel tej przychodni oraz szpitala ogłasza podwyżkę cen, obiecując, że będzie lepiej.
Czy zyska tym klientów, czy raczej straci?
No właśnie.
Przeciętny człowiek nie ma ochoty płacić wyższej ceny kiepskiemu usługodawcy w zamian za obietnice. Woli raczej poszukać innego. A jak nie będzie mógł znaleźć innego, to będzie wściekły i będzie pomstował na monopolistę.
Nie należy więc się dziwić, że większość ankietowanych w sondażu United Surveys dla RMF FM i „Dziennika Gazety Prawnej” odpowiedziała, że nie chce zwiększenia składki zdrowotnej, „jeśli podniesiona zostanie jakość świadczeń w ochronie zdrowia i skrócone kolejki”. Jest to podejście racjonalne – po prostu w to ostatnie nie wierzą.
Niestety nie mogą ze swoimi pieniędzmi odejść i poszukać innego ubezpieczyciela niż NFZ.

Niechlujny Plan Odbudowy

Maj 4th, 2021

Sejm debatuje nad zgodą na ratyfikację decyzji Rady Unii Europejskiej w sprawie systemu zasobów własnych Unii Europejskiej (przyznającej środki na Fundusz Odbudowy), a ja tymczasem jeszcze raz przypomnę, że rząd pochwalił się (patrz załącznik na tej stronie) wysłaniem do Komisji Europejskiej Krajowego Planu Odbudowy, który z jednej strony przeznacza z części pożyczkowej Funduszu na komponent B „Zielona energia i zmniejszenie energochłonności” 7317 mln euro (tak jest napisane na str. 339 tego dokumentu), a z drugiej 8617 mln euro (tak jest napisane na str. 355-356). Najwyraźniej upychając w pośpiechu do tego komponentu żądaną przez polityków Lewicy budowę mieszkań na wynajem („Inwestycje w zielone budownictwo wielorodzinne”) zapomniano tego uwzględnić w opisie na stronie 339. Ale to nie wszystko, bo sumując poszczególne „reformy” wymienione na tej stronie wcale nie dostaniemy 7317 mln, ale 7417 mln euro 🙂
To nie są jedyne sprzeczności, które można zauważyć w tym dokumencie. Widocznie uznano, że wnioskując o 35 miliardów euro można zrobić to byle jak, nie dbając o to, by zgadzały się liczby i myląc się nawet w prostym dodawaniu. Bo przecież najważniejsze, by ludzie na nich wrażenie, że zaraz spłynie na nich deszcz unijnych pieniędzy, dzięki dobremu rządowi i jego sojusznikom.

Konstytucyjne trzeciomajowe nieprawdy

Maj 3rd, 2021

Zdaniem Andrzeja Dudy konstytucja z 3 maja 1791 roku to „pierwsza w Europie i druga w świecie nowoczesna ustawa zasadnicza”, mająca „wymiar historycznego przełomu” oraz zawierająca „wolnościowe, demokratyczne przesłanie”.
A jak było naprawdę?
Przed Ustawą Rządową uchwaloną 3 maja 1791 r. była nie tylko konstytucja Stanów Zjednoczonych Ameryki, ale również konstytucja Republiki Korsykańskiej (uchwalona w 1755 r. i obowiązująca do upadku republiki 1769 r.), szwedzkie Akty o Formie Rządu – pierwszy uchwalony przez parlament w 1719 r. i poprawiony rok później, oraz drugi wydany przez króla Gustawa III w 1772 r., czy ogłoszona przez kozackiego hetmana Filipa Orlika w 1710 r. Konstytucja Praw oraz Wolności Wojska Zaporoskiego (formalnie, choć nie faktycznie obowiązująca na prawobrzeżnej Ukrainie do 1714 r., gdy po okupacji rosyjskiej i przejściowo tureckiej tereny te przeszły na powrót pod kontrolę Rzeczypospolitej). Wszystkie te akty określały ustrój państwa i funkcjonowanie jego władz. Akty mające rangę praw fundamentalnych były oczywiście i wcześniej – w Rzeczypospolitej były to artykuły henrykowskie z 1572 r. (które zaprzysięgał każdy nowo wybrany król) i prawa kardynalne z 1768 r., w Najjaśniejszej Republice San Marino obowiązujące do dzisiaj (!) Statuty z 1600 r., w Anglii Magna Charta Libertatum z 1215 r., w imperium Mali karta z Kurukan Fuga (1236 r.), w konfederacji Irokezów Wielkie Prawo Pokoju (XII-XV w.), w islandzkiej Wolnej Wspólnocie Grágás (spisane w XII w.) – no, ale można uznać, że te już nie były „nowoczesnymi ustawami zasadniczymi”.
Czy Ustawa Rządowa miała wymiar historycznego przełomu? W sensie zasadniczej zmiany ustroju Rzeczypospolitej z pewnością nie – zważywszy, że obowiązywała niewiele ponad rok. Można wprawdzie uznać, że jej uchwalenie doprowadziło pośrednio do procesu, który zakończył się dwoma kolejnymi rozbiorami i zniknięciem Rzeczypospolitej z mapy świata, co faktycznie było pewnego rodzaju historycznym przełomem, ale wątpię, czy o to chodziło prezydentowi Dudzie. A po odzyskaniu przez Polskę niepodległości jakoś nie uznano, że warto do niej wrócić.
Co do „demokratycznego przesłania”, to konstytucja z 3 maja 1791 roku:
– podnosiła do rangi prawa fundamentalnego uchwalone nieco wcześniej przepisy wykluczające z procesu demokratycznego szlachtę nieposesjonatów, co zmniejszało liczbę osób mających prawo głosować na sejmikach o ponad 50% (czyli do ok. 2% społeczeństwa, jako że mężczyźni stanu szlacheckiego stanowili ok. 4%);
– stwierdzając, że posłowie mają być „reprezentantami całego narodu” ograniczała (istniejące dotąd) prawo nawet tych 2% społeczeństwa do wiązania swoich przedstawicieli instrukcjami, z wyjątkiem odpowiedzi na propozycje wychodzące od króla i Straży Praw (tu wiążące instrukcje były przewidziane przez prawo o sejmikach);
– znosiła wybór króla przez szlachtę, wprowadzając dziedziczność tronu.
Jeśli chodzi o „przesłanie wolnościowe” to jakieś tam było (głównie w odniesieniu do mieszczan), ale wątłe. Konstytucja (w przeciwieństwie do np. francuskiej) nie nadała wolności osobistej wszystkim, pozostawiając chłopów w poddaństwie – stwierdzono jedynie, że dziedzice (ale i chłopi) nie będą mogli samowolnie zmieniać warunków umów i nadań. Utrzymano – i potwierdzono jako prawo fundamentalne – zakaz przechodzenia z religii katolickiej na inną (to zostało wcześniej potwierdzone w „prawach kardynalnych niewzruszonych” ze stycznia 1791 r., które nakazywały coś takiego uznać za występek kryminalny, a wolność wypowiedzi „w materiach religii i dziełach ku zepsuciu obyczajów dążących” poddawały pod duchowną cenzurę i „aprobację jurysdykcji duchownej wiary panującej”): widać wyraźne cofnięcie się choćby w stosunku do XVI wieku. Całkowicie zniesiono liberum veto, uniemożliwiając tak pojedynczemu posłowi, jak i wyborcom z danej ziemi skuteczny sprzeciw wobec mogących ograniczać wolność ustaw sejmu. Zakazano też tworzenia konfederacji, co było równoznaczne z likwidacją prawa do wypowiedzenia posłuszeństwa zagwarantowanego w artykułach henrykowskich i prawach kardynalnych z 1768 r.

Jak zlekceważono wolę Górnoślązaków

Maj 2nd, 2021

Prezydent Andrzej Duda w setną rocznicę wybuchu trzeciego powstania śląskiego napisał, że ta „rezurekcja” (chyba miało być „insurekcja”, bo „rezurekcja” oznacza „zmartwychwstanie”) „przyniosła odradzającej się Rzeczypospolitej niezwykle ważną, bo silną przemysłowo część Górnego Śląska”.
To prawda, ale oznaczało to zlekceważenie woli ludzi głosujących w plebiscycie (a głosowało około 98% uprawnionych!), bo w większości miast przyznanych w rezultacie Polsce, takich jak Katowice, Królewska Huta, Mysłowice, Rybnik, Mikołów, Żory, Pszczyna, Tarnowskie Góry, Wodzisław czy Lubliniec, a także w wielu przemysłowych gminach, takich jak Wielkie Hajduki, Nowe Hajduki, Chorzów, Świętochłowice, Załęże, Siemianowice, Huta Laura, Wirek czy Czerwionka, więcej głosów oddano za przynależnością do Niemiec. Z drugiej strony, duża część wiejskich gmin w zachodniej części obszaru plebiscytowego, a także np. Rozbark, Miechowice, Mikulczyce czy Szombierki, mimo opowiedzenia się większości głosujących w nich za przyłączeniem do Polski, została przyznana Niemcom.
Prawdą jest, że przed wybuchem powstania Brytyjczycy i Włosi proponowali podział jeszcze mniej zgodny z wynikami głosowania (tak liczonymi ogólnie, jak i w gminach) i zarazem mniej korzystny dla Polski (miała ona dostać jedynie południowo-wschodnią część obszaru plebiscytowego), więc powstanie wpłynęło na to, że ogólnie podział był bardziej zbliżony do wyników plebiscytu (Polska, za którą opowiedziało się 40,4% głosujących, ok. 45% gmin i ok. 32% powiatów otrzymała ok. 29,3% obszaru zamieszkałego przez ok. 49,5% ludności), jednak zamiast przyznać Polsce więcej gmin z większością ludności domagającej się przyłączenia do niej, przekazano jej wiele miast i gmin, których mieszkańcy w większości sobie tego nie życzyli – właśnie owe tereny przemysłowe, o których napisał prezydent Duda.
Gdyby poważnie potraktować prawo lokalnych społeczności do wyboru państwa, podział Górnego Śląska w 1921 r. powinien wyglądać jak na załączonych mapach (pierwsza pokazuje podział głosów gminami, druga powiatami). W przypadku podziału gminami Polska powinna otrzymać dużo większy obszar, ale większość górnośląskich miast powinna pozostać niemieckimi enklawami, a w przypadku podziału powiatami w granicach Niemiec powinny zostać Królewska Huta i Katowice oraz cały powiat lubliniecki, natomiast Polska powinna otrzymać powiaty gliwicki i strzelecki. No ale liczyły się interesy państw, a nie Ślązaków.

Fundusz Odbudowy i polska polityka – c. d.

Kwiecień 30th, 2021

Kto ostatecznie zapłaci za żądaną przez Lewicę budowę ponad 70 tysięcy mieszkań na wynajem w ramach Krajowego Planu Odbudowy?
Nie, nie Unia Europejska. Docelowo w całości zrobi to polski podatnik.
Jak wynika z opublikowanego dzisiaj projektu KPO „po konsultacjach”, budowę tę ujęto w nowo wytyczonym celu B3.4.2. Inwestycje w zielone budownictwo wielorodzinne, środki na który mają pochodzić w połowie (1,2 mld euro) z części pożyczkowej Funduszu Odbudowy (pieniędzy, które Polska będzie musiała zwrócić Unii), a w połowie ze środków krajowych (bezpośrednio z Funduszu Dopłat BGK, a pośrednio z rezerwy celowej budżetu państwa). Czyli ostatecznie z pieniędzy polskich podatników.
O ile Komisja Europejska w ogóle uzna wciśnięcie takiej inwestycji w komponent „Zielona energia i zmniejszenie energochłonności” za dopuszczalne. Bo sformułowanie, że „realizowane będą inwestycje polegające na budowie niskoemisyjnych wielorodzinnych budynków mieszkalnych z wykorzystaniem instalacji OZE (w tym przede wszystkim panele fotowoltaiczne, kolektory słoneczne) oraz innych „zielonych” rozwiązań zwiększających efektywność energetyczną budynków” może okazać się tu niewystarczającym uzasadnieniem.
(Tak przy okazji – rząd dodał do projektu Krajowego Planu Odbudowy (w porównaniu z pierwotną wersją) ponad 12 miliardów euro z części pożyczkowej Funduszu Odbudowy. Czyli 12 miliardów euro, które najpierw od Unii pożyczy, a potem będzie musiał zwrócić z odsetkami. Część ma być przeznaczona na inwestycje w teorii dochodowe – ma przykład ponad 3 miliardy na wiatrowe farmy morskie, beneficjentem będzie tu pewnie m. in. Polenergia kontrolowana przez Kulczyk Holding – i rozdysponowana w formie instrumentów zwrotnych, ale część nie – i to będą musieli zwrócić już polscy podatnicy).
Równocześnie pozostawiono np. 1114 mln euro z części grantowej Funduszu na „Wsparcie dla gospodarki niskoemisyjnej” (w praktyce wsparcie produkcji samochodów elektrycznych, co zresztą w KPO jest w pewnym miejscu wprost napisane). Czyli deal wygląda tak, że polscy podatnicy mają w całości zapłacić za mieszkania, których chce Lewica, a Unia dzięki temu dołoży się ludziom PiS do produkcji Izery.

Fundusz Odbudowy i polska polityka

Kwiecień 28th, 2021

Sympatykom Koalicji Obywatelskiej i reszcie prounijnej opozycji krytykującej Lewicę za „dogadanie się” z PiS w sprawie głosowania za ustawą o ratyfikacji decyzji Rady Unii Europejskiej w sprawie systemu zasobów własnych Unii Europejskiej przypominam, że nieratyfikowanie tej decyzji przez Polskę zablokowałoby wejście jej w życie, uniemożliwiłoby uzyskanie przez Unię dodatkowych środków z pożyczek i potencjalnie mogłoby doprowadzić do stworzenia europejskiego funduszu odbudowy z pominięciem Polski. A w konsekwencji zepchnąć Polskę na margines Unii i stanowić pierwszy krok do ewentualnego „polexitu”.
A sympatykom Lewicy podniecającym się, że udało się uzyskać od Kaczyńskiego obietnicę m. in. wybudowania 75 tysięcy mieszkań ze środków Funduszu Odbudowy przypominam nie tylko to, co powyżej, ale i to, że uchwalana ustawa w żaden sposób nie będzie przesądzać o podziale tych środków. Będzie o nim decydować Krajowy Plan Odbudowy, który Polska przedstawi Komisji Europejskiej, pod warunkiem uzyskania przez niego pozytywnej oceny tej ostatniej, zatwierdzenia jej przez Radę UE i zawarcia przez Komisję umowy z Polską – zgodnie z unijnym rozporządzeniem 2021/241 ustanawiającym  Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności. Ten Krajowy Plan Odbudowy jest już tworzony przez Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej i musi wpasowywać się w sześć „filarów” określonych w artykule 3 rozporządzenia wymienionego wyżej (zielona transformacja; transformacja cyfrowa; inteligentny, zrównoważony wzrost gospodarczy sprzyjający włączeniu społecznemu, w tym spójność gospodarcza, miejsca pracy, produktywność, konkurencyjność, badania naukowe, rozwój i innowacje, a także dobrze funkcjonujący rynek wewnętrzny z silnymi MŚP; spójność społeczna i terytorialna; opieka zdrowotna oraz odporność gospodarcza, społeczna i instytucjonalna, w celu między innymi zwiększenia gotowości na sytuacje kryzysowe i zdolności reagowania kryzysowego; polityki na rzecz następnego pokolenia, dzieci i młodzieży, takie jak edukacja i umiejętności). Ustawa, która właśnie trafiła do Sejmu nie przesądza o jego kształcie, a Unia Europejska nie wymaga, by taki plan był w ogóle zatwierdzany przez parlament państwa członkowskiego. Jeżeli więc Lewica chce mówić o sukcesie negocjacyjnym, to musi uzależnić swoje głosowanie nad ratyfikacją decyzji Rady (głosowanie planowane jest na 19 maja) od wcześniejszego włączenia budowy 75 tysięcy mieszkań na wynajem do Krajowego Planu Odbudowy (co do innych „wynegocjowanych” obietnic (800 mln euro dla szpitali, 300 mln euro dla poszkodowanych przez epidemię przedsiębiorców), to projekt KPO od samego początku zakłada 700 mln euro dla przedsiębiorców oraz ponad 2,3 mld euro dla podmiotów leczniczych) i przekazania KPO w takiej formie do Komisji Europejskiej. Inaczej będzie to wymiana poparcia za czyste obietnice.
Pytanie, co jeśli rząd tego nie zrobi? Czy Lewica wraz z resztą opozycji zaryzykuje blokowanie dodatkowych środków dla całej UE i zrobienie tym samym kroku w kierunku „polexitu”?
A co, jeśli rząd to zrobi, a Komisja Europejska negatywnie oceni takie wydatkowanie funduszy (taki cel niespecjalnie wpasowuje się w „filary”) i rząd się z tego potem wycofa?