Solidarność

Lewica, prawica, anarchiści, zieloni, kibole, ONR, Antifa, kluby „Gazety Polskiej”, Kongres Nowej Prawicy, UPR, KoLiber, Młodzi Konserwatyści, Młodzież Wszechpolska, NSZZ „Solidarność”, palikotowcy, pisowcy, sympatycy ojca Rydzyka, libertarianie (pewnie gdzieś tam byli), członkowie stowarzyszeń obywatelskich i niezrzeszeni. Razem przeciwko władzy. Poczułem się jak w 1988 roku. Młodszy o ponad 20 lat.
Lublin: „Wśród protestujących są głównie młodzi ludzie, m.in. uczniowie V LO. Są też przedstawiciele różnych ugrupowań, np. ONR czy Antify”.
Sopot: „Policja w Sopocie zatrzymała po demonstracji przeciw ACTA Michała Stróżyka – jednego z najaktywniejszych uczestników pikiety. (…) Do zatrzymania doszło po manifestacji, na dworcu Sopot Główny. Michał Stróżyk – szef trójmiejskiego klubu „Gazety Polskiej” – został brutalnie wciągnięty do samochodu policyjnego”.
Bydgoszcz: „Protestujący umawiali się na marsz przez Facebooka, tam mogli też zobaczyć mapkę z zaznaczoną trasą oraz dowiedzieć się, że marsz został zorganizowany przez osoby prywatne oraz Kongres Nowej Prawicy, Ruch Poparcia Młodych i co ciekawe, przez Młodych Konserwatystów”.
Płock: „Wśród protestujących wypatrzyliśmy senatora PiS Marka Martynowskiego. – Jestem, by wesprzeć przeciwników ACTA – powiedział „Gazecie””.
Wrocław: „Transparenty z symbolami anarchistycznymi mieszają się z hasłami narodowców, ramię w ramię z szalikowcami szli rodzice z dziećmi, ludzie z rowerami i psami na smyczach”.
Warszawa: „Gimnazjaliści, licealiści, studenci i przedstawiciele różnych opcji, także tych, które na ulicy stają czasem po różnych stronach barykady skandowali wczoraj zgodnie: „Nie dla ACTA”. Była radykalna lewica i radykalna prawica, Krytyka Polityczna i sympatycy Janusza Korwin-Mikkego, anarchiści ze Związku Syndykalistów i kibice Legii z szalikami, wszechpolacy i liberałowie”.
Rzeszów: „Pod Urzędem Wojewódzkim o godz. 18 rozpoczęła się manifestacja przeciw umowie ACTA, która w konsekwencji zamieniła się w pikietę „Narodowego Rzeszowa” przeciwko „czerwonej demokracji””.
Poznań: „Wśród manifestantów można zobaczyć istny kalejdoskop poglądów: są ludzie z prawicowego stowarzyszenia „Koliber”, anarchiści, narodowcy, obrońcy telewizji TRWAM i antyklerykałowie”.
Kraków: „Marsz prowadził Artek Syga z organizacji Forum Przyjaciół Wolności, organizacji działającej na rzecz poszanowania wolności i praw obywatelskich”.
Katowice: „była modnie ubrana młodzież, narodowcy w szalikach „Tylko Polska!” z falangą wymalowaną na kawałku tektury, anarchiści, Zieloni, NZSS Solidarność i (niezbyt ciepło przyjęty przez zebranych) Ruch Palikota”.
Częstochowa: „Pod magistratem stawili się głównie ludzie bardzo młodzi: gimnazjaliści, licealiści, studenci. Sporo było narodowców, odmeldowali się także kibice w barwach Rakowa”.
Białystok: „Hasła przeciwko zaplanowanemu na czwartek ratyfikowaniu porozumienia zgodnie wykrzykiwali kibice i długowłosa młodzież”.
Opole: „Niosą transparenty m.in. ” Internet, Honor, Ojczyzna”, czy ” Wspólny wróg nas zjednoczył. Stop ACTA””.
Łódź: „W Urzędzie Miasta zgłoszono dwie demonstracje. Obie miały rozpocząć się w środę o godz. 18. Jedną – na Piotrkowskiej 104, przy Urzędzie Wojewódzkim – zorganizowali Młodzi Socjaliści, drugą – w pasażu Schillera – łódzka Młodzież Wszechpolska”.
Stała się rzecz niezwykła. Polskę znów ogarnął duch solidarności. Solidarności przeciwko władzy. Solidarności w imię wolności.
Nie zmarnujcie tego. Prawicowcu, lewicowcu, anarchisto, narodowcu, liberale, katoliku, antyklerykale. Polacy. Ludzie. Razem możecie pokonać Lewiatana. Razem możecie wywalczyć wolność.

22 komentarze do “Solidarność”

  1. Krzysztof Chmieliński Says:

    „Stała się rzecz niezwykła. Polskę znów ogarnął duch solidarności. Solidarności przeciwko władzy.”

    To strasznie smutne…

  2. sierp Says:

    Lepiej siedzieć w klatce, gryźć się między sobą i lizać pokornie rękę pana?

  3. Łukasz Włostowski Says:

    Przeciwnie: to bardzo radosne, że ludzie potrafią się zjednoczyć ponad podziałami, przeciwko organizacji przestępczej, którą jest rząd RP.

  4. Ahk4iePaiv8u Says:

    Nie wierzę w kolektywizm, w żadnej formie. Cały syf jaki jest na świecie wynika z tego, że 1) ktoś powiedział „zróbmy to razem” 2) miało być tak pięknie a wyszło jak zwykle. Perspektywa „wspólnego czegoś” jest bardzo kusząca ponieważ jest irracjonalna, żaden „wspólny interes” nie istnieje – „wspólny interes przeciwko władzy” nie jest wyjątkiem, a „nowa władza” nigdy nie okazuje się „lepsza”. Daj Pan spokój, kolektyw aspiruje do rozwiązania problemów które sam tworzy, „zrobienie” czegokolwiek w ten sposób to złudzenie. Widmowy „zysk” w jakiejkolwiek postaci z jakichkolwiek zbiorowych rozwiązań zawsze wynika, w praktyce, z pewnego „uspołecznienia” strat, albo zwyczajnie odsunięcia ich w czasie – z bilansowego punktu widzenia ewentualne korzyści wynikające np. ze „wspólnego” zbudowania czegoś, megabudynku, megaokrętu, megasamolotu itp. nigdy nie są większe niż szkoda/strata polegająca na podtrzymaniu irracjonalnego mitu że „razem”, ponieważ z czasem „wspólna korzyść” zwyczajnie zanika i w bilansie zostają wyłącznie straty. Lingwistycznie rzecz biorąc, cała zło przyniesione przez wszelką propagandę tego świata wynika z zasugerowania że „wspólny interes istnieje” lub że „kolektyw w pewnych warunkach może się zachowywać jak jednostka”, a to zwyczajnie nie jest prawda. Atrakcyjność tworów retorycznych w rodzaju „w jedności siła” albo „własność intelektualna” polega na sugestii, że w jakimś tam sensie „wszyscy są jak jeden” albo mogą być. „Join, join, join” wrzeszczą prawicowcy, lewicowcy, fundamentaliści, na wszystkie pytania odpowiedzią zawsze jest „przyłącz się, przyłącz się, przyłącz”, a kiedy absurd gnije i się rozpada – jako rozwiązanie problemów znowu podaje się „przyłącz się, przyłącz”

    I dlatego nie przyłączę się do niczego, nigdy. Sugerowanie że istnieję wyłącznie jako element jakiegoś zbioru na danej zasadzie skojarzony elementów, jest zwyczajnie obrzydliwe. Człowiek czasem zachowuje się rozumnie, a czasem głupio – kolektyw zawsze zachowuje się głupio. Zawsze.

  5. Ahk4iePaiv8u Says:

    Odrobinę godności, ludzie. To obrzydliwe, że wystarczy żeby jakiś degenerat z KytykiPolitycznej, mocher od Rydzyka, albo szczerbaty szalikowiec, albo zwyczajny bandzior wrzasnął „STOP ACTA” i już zapominacie o tym że istnieje indywidualne dobro i zło. Gość, który jeszcze wczoraj bredził że „podatki są fajne”, gość który jeszcze wczoraj podpalił ci samochód bo „łowcy psów”, gość który jeszcze wczoraj dzwonił do radia maryja bredząc o poradach seksualnych, pancernej brzozie i mgle rozpylanej przez Ruskich, gość który jeszcze wczoraj sprzedał twojemu dziecku albo bratu trujące chemikalia, koleś wrzeszczący z nudów „Ein Volk, Ein Reich, Ein Fuhrer”, wystarczy żeby wrzasnął „stop acta” i już stajesz koło niego i jesteście przyjaciółmi. Tłum odbiera wam rozum. Obrzydliwstwo ponad wszelkie wyobrażenie.

    ACTA to zło, niewątpliwie. Szkoda tylko, że nie zadajecie sobie pytania skąd ono się wzięło. Nie wzięło się znikąd – wzięło się stąd, że jeszcze wczoraj jacyś inni ludzie wrzeszcząc „dobrobyt, dobrobyt, dobrobyt” zbiorowo wrzucili jakieś niepoważne papierki wyrażając zbiorową akceptację na to że zbiorowo będzie „lepiej”. Nie będzie, dopóki nie nauczycie się żyć samodzielnie.

  6. Ahk4iePaiv8u Says:

    Patrzył na równy tłumów marsz
    Milczał wsłuchany w kroków huk
    A mury rosły, rosły, rosły
    Łańcuch kołysał się u nóg..

  7. Ciek Says:

    Eh, Ahk, Ahk, ty znów z tym swoim antykolektywizmem. Nic tylko siedzieć w domu, płacić podatki od wszystkiego i karnie zdechnąć równo w 67 urodziny. Indywidualizm będzie wtedy wybitny; każdy zamknięty w swoim świecie jak sardynka w swojej puszce.

    Zobacz jak ładnie napisał to kolega Cejrowski (katol, kolektywista, wróg i w ogóle):

    „A wrogiem Twoim, moim, naszym jest ta władza. I nawet nie proszę Cię byś mi ją pomógł obalić – po prostu obalaj ją sam ze swojej strony, a ja z mojej. Będę wdzięczny, jeśli ktoś popchnie tę władzę w tym samym czasie, gdy ja popycham. Zacznie się kiwać, raz w lewo, raz w prawo i w końcu runie w cholerę”.

    Zmierzając w tym samym kierunku nie tworzymy żadnego kolektywu.

  8. Ahk4iePaiv8u Says:

    ci tam, na tych demonstracjach też „zmierzali w tym samym kierunku” ? I ja pewnie też? No to jak to jest, że ja zmierzam w tym samym siedząc w domu i „strajkując” co oni klepiąc się po plecach z „krytyką polityczną” itp. „wyzwolicielami”? Sorry, ale jak dla mnie „Razem możecie pokonać Lewiatana. Razem możecie wywalczyć wolność.” to zwyczajna naiwność.

  9. Ahk4iePaiv8u Says:

    Nie ma „my” – ja nie tworzę, za innych nie odpowiadam. Jeżeli, jak Pan zdaje się sądzić, kierunek jest ten sam, to o co ten spór, czego Pan w takim razie dowodzi? 🙂

  10. Ahk4iePaiv8u Says:

    Jeżeli „społeczność internautów” tudzież „Anonymous” spodziewają się zmiany stanowiska rządu na coś w stylu „Uznajemy wyższość obywateli oraz boimy się że nasze strony www przestaną działać, dlatego natychmiast wycofujemy się z podpisania ACTA, i nigdy tego nie podpiszemy i w ogóle to ja, Premier oraz ja, minister Boni, oraz ja, minister Zdrojewski oraz ja szef BBN oraz my wszyscy pozostali ministrowie bardzo, ale to bardzo przepraszamy i dziękujemy za oświecenie nam jedynej właściwej drogi, pozdrawiamy, uściski, wasz kochający rząd który absolutnie nie ma żadnej władzy, a żeby cokolwiek osiągnąć wystarczy skrzyknąć się na fejsbuku i zablokować stronę i natychmiast ustępujemy dla waszego dobra” – jeżeli spodziewają się czegoś takiego, no cóż, to nie nastąpi. Niezależnie od tego jak fajowo brzmią hasełka w rodzaju „razem dla wolności”, „by żyło się lepiej razem” itp. W tym roku zapłacicie parę tysiaków więcej za chipsy, piwo i zusik, prąd, gaz, wodę, benzynę.. ale to już nikogo nie obeszło. Za to macie stadion narodowy a sejm ma pięćset ipadów 2 z 3G. I byle do przodu 🙁 Demokracja oburzeniowa – najpierw grzecznie głosujesz na tego kto obieca największą gruchę na nieistniejących wierzbach i dużego darmowego cyca z mleczkiem, a potem jak znowu się okaże że cię wydymali, możesz zepsuć czyjąś stronę www albo wyjść z transparentem na ulicę, podpalić cudzy samochód i sobie pokrzyczeć.

    Świat tzw. „ludzkości” jest czymś w rodzaju wielkiego Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie – wszyscy się zgadzają że to dorobek ludzkości, bo pod dachem jest cieplej niż na polu, ale to, że kluczową rolę w jego powstaniu odegrał komunizm i groteskowy „kult jednostki” to wszystkim umyka. Bo przecież pod dachem cieplej, „jest postęp, jest rozwój, jest innowacja, ludzkość wstąpiła na wyższy poziom rozwoju, socjalizm wymyślił budownictwo”, nikt nie zaprzeczy, no nie? Ble.

  11. Ciek Says:

    No to walcz sobie osobno, przecież nikt ci nie broni ani cię do niczego nie zmusza. Trzeba zadziałać by się świnie przy korycie zmieniły na jakieś inne, przynajmniej coś się będzie działo i nie będzie postępować tak błyskawiczny proces degeneracji wywołany poczuciem braku odpowiedzialności. Można to zrobić razem z kimś, a można samemu, osobno. Można to robić poprzez działanie lub zaniechanie. Jak nowe świnie też będą złe to dalej będzie się (zobacz jak zgrabnie nie użyłem liczby mnogiej zamiast powiedzieć „będziemy”) je zwalczać, aż w końcu może trafią się jakieś lepsze świnie.

    Ja też protestuję w domu głodząc ten pseudopaństwowy nowotwór finansowo. Pomimo tego, że robię coś podobnego jak ty to nie czuję się jeszcze z tego powodu komunistą. Czy to jest kolektywizm, Ahk, gdy robiMY to samo lub coś podobnego, NASZE pobudki są zbliżone, a i wizja świata, który nazwalibyśMY znośnym zapewne bardzo podobna ? Mam już zacząć nucić Międzynarodówkę i zwracać się do ciebie „towarzyszu”?

  12. Ahk4iePaiv8u Says:

    Winę za „błyskawiczny proces degeneracji wywołany poczuciem braku odpowiedzialności” ponosi tłum, ponieważ to właśnie w tłumie odpowiedzialność nie istnieje. Rób więc swoje, ja będę robił swoje, nie wiem do czego mnie chcesz przekonać? Tzn jeżeli ty coś robisz i ja coś robię, to nie rozumiem w jaki sposób większy pożytek miałby z tego być jeżeli powiem że „my” coś robimy. Uważam że większy pożytek będzie z tego że każdy z nas będzie to robił osobno, a stwierdzenie że „my” coś robimy przyniesie najwyżej szkodę w ten sposób reprezentowanej idei. No ale odpadamy (!) od tematu, sądzę, że dość się już Jackowi naględziłem, żeby uzasadnić swoje stanowisko w temacie „razem dla wolności”, „bić kurwy i złodziei”, etc. 🙂

  13. Ahk4iePaiv8u Says:

    http://demotywatory.pl/3669425/Kolezanko-gdzie-jestes

    Oddanie dla sprawy przede wszystkim, mniejsza o sens, chodzi o wspólne zaangażowanie, precz z preczem, laska wymiata po prostu 🙂

  14. sierp Says:

    Ahk – moim zdaniem, jeśli ludzie zapominają o dzielących ich różnicach i zwracają się przeciwko temu, kto ich naprawdę gnębi, czyli władzy, to jest bardzo pozytywne i libertariańskie.
    Raz, że wtedy można na władzy realnie coś wymusić – owszem, czasami może to być tylko żądanie większego niańczenia ze strony państwa, jak u niektórych zachodnich „oburzonych”, ale tu akurat postulaty są wolnościowe – wolność Internetu, wolność słowa, wolność ściągania pornoli 🙂
    Dwa, że ludzie widzą, że ci o innych poglądach to tacy sami ludzie jak oni, żądający tego samego. Rodzi się poczucie pewnej wspólnoty, solidarności. Prawak i lewak robią się dla siebie mniej obcy. A to oznacza, że jest między nimi większa szansa na consensus – ja żyję po swojemu, ty żyj po swojemu, i zostawmy siebie w spokoju. Tak jak napisał Cejrowski:
    „Nawet lewacy zaczynają się orientować, że wrogiem nie jesteśmy my katole, narodowcy, homofoby, tylko władza. Z lewakiem mogę żyć na jednym osiedlu; nie lubię go, nie cenię jego poglądów ani stylu życia i tu się kończy konflikt. Wojna między nami zaczyna się dopiero wtedy, gdy ponad nami pojawia się władza. To władza napuszcza ludzi na siebie. To władza jest inżynierem konfliktów. To władza wydaje zezwolenia na dwie manify na tej samej ulicy o tej samej porze. To władza jednym wydaje licencję na nadawanie, a innym nie daje. To władza ustawia starych ludzi w kolejkach do aptek. To władza zabrania Ci zatrudniać tanią ukraińską sprzątaczkę. To władza każe Ci zapłacić cło za komputer, który chcesz sobie sprowadzić z USA. To władza za twoje pieniądze zamawia autostradę u Chińczyków, ale jednocześnie ta sama władza nigdy w życiu nie kupiłaby swojej własnej córce chińskiego samochodu, ani chińskiej liny alpinistycznej, ani niczego, od czego zależy bezpieczeństwo i zdrowie. To władza produkuje dziesiątki tysięcy magistrów i zapewnia im zero miejsc pracy. To władza obiecuje Ci konkretne rzeczy w exposee premiera, a potem nigdy nie rozlicza się z ich wykonania”:
    http://rebelya.pl/post/707/cejrowski-trzeba-obalic-rzad-ktory-chce-podpisa

  15. Ahk4iePaiv8u Says:

    Sądzę, że Wojtek C. nie ma racji. Tzw. „wojna” to jest konflikt interesów, i to nie władza go wywołuje – władza jest efektem jego zaistnienia, a ściślej próbą „obejścia”, „ominięcia” tego konfliktu w wykonaniu ludzi, którzy obiecują że go jakoś „rozwiążą”. Z lewakiem nie da się „żyć na jednym osiedlu” ponieważ cechą lewactwa jest żądanie „wspólnego dobra” z którym on do wszystkich przychodzi. Z „prawakiem” rozumiejąc go w sposób społeczny tj katolem czy narodowcem też nie da się „żyć na jednym osiedlu” ponieważ podstawą wszystkich tych ideologii jest wymuszenie podporządkowania się im, hasło „dla narodu”, „dla zwykłych ludzi”, „dla jezusa” nie ma kompletnie znaczenia – chcą zawsze tego samego. Władza nie bierze się znikąd. Ci ludzie to nie są jacyś kosmici posiadający trzy półdupki przeciwko którym wszyscy razem powinni stanąć żeby „pomogło” – to są tacy ludzie którzy zaczynali od „życia ze mną na jednym osiedlu”, potem było „w jednym mieście”, „w jednym kraju”, potem byli ze mną „jednym narodem” a potem mnie wspólnie spacyfikowali. Problemem jest skala, zasięg, wyrażająca się w ilości zwolenników. Od nikogo nie oczekuję żeby mi zapewniał miejsce pracy, oczekuję żeby samo zbiorowe reprezentowanie przez kogokolwiek w dowolnej liczbie jakiejkolwiek idei nie stanowiło per se argumentu za tym, żebym miał się tej idei podporządkować. Niepotrzebny mi tłum myślących mniej lub bardziej podobnie żeby protestować w sposób jaki uznam za stosowne, i z drugiej strony również nie mam ochoty „zapewniać” komukolwiek miejsca pracy. Nie oszukuję się, że mam jakieś wspólne idee albo że „myślę podobnie” do ludzi którzy jeszcze wczoraj „żyli ze mną na jednym osiedlu”, ponieważ sądzę, że za proklamowaniem tego rodzaju twierdzeń zawsze idzie zmuszenie mnie do udziału we wspólnocie, do której z definicji będę więcej dokładał niż z niej korzystał. Wspólnota jest esencją konfliktu, ponieważ to wspólnota rodzi władzę nad nią, a nie władza wspólnotę. Twierdzę, że jestem skonstruowany w sposób umożliwiający mi sprzątanie po sobie, nie potrzebuję sprzątaczki, a jak robię tyle syfu że zaczyna mi być potrzebna, to znaczy, że robię za dużo syfu. Zaliczam władzę do tej samej reszty świata, obejmującej tzw. „prawaków”, „lewaków”, i wszelkich innych grup wprowadzających jakkolwiek definiowany zbiorowy interes oraz władzę która, jak sądzili, będzie go strzegła. Ja nie sądziłem że będzie. Nie, nie, nie. Każdy z tych ludzi, jak to był narysował Raczkowski, ugnie się przed dylematem „czy zgodziłbyś się na XYZ gdyby ktoś dał ci za to samochód”. Niniejszym przywracam oryginalne znaczenie sformułowaniu „w jedności siła”, jak władza reprezentująca władzę, albo katoli, albo lewaków, albo prawaków, albo wspólne osiedle „chce”, to może mnie za to zlinczować. Nie nienawidzę tych ludzi – to oni twierdzą ich nienawidzę kiedy odmawiam im „poparcia”, żeby usprawiedliwić rację pewnego zbiorowego „stanu” ponad moją opinią.

    Problemem jest irracjonalne w moim rozumieniu przekonanie, że istnieje jakiś wspólny interes w związku z którym jakaś władza powinna zostać zbiorowo powołana żeby go wymusić, albo w związku z którym jakaś władza powinna zostać zbiorowo obalona żeby go wymusić. Twierdzę, że coś takiego nie istnieje, i zatem nie może być usprawiedliwieniem powołania ani obalenia żadnej władzy. Sądzę, że interesy grup są sprzeczne wobec siebie i sprzeczne wewnętrznie, i żaden „wspólny interes” ani żaden „sprawiedliwy lider” nie przekona mnie, że nie są sprzeczne. Problem skali rozwiązuje się przez rozgranulowanie i zmniejszenie skali, a nie przeciwstawienie jej większej i silniejszej skali w irracjonalnej nadziei że „tym razem się uda” ponieważ „my” to jest jakieś lepsze „my” niż „my” 50 lat temu wołające o „czystości rasy”, albo lepsze niż „my” sto lat temu wołające o „wolności klasowej”. Ci sto lat temu też wołali o „wspólnej wolności” o którą „wszyscy razem” powinni walczyć, rzecz jasna bezwzględnie wspólnie, bo inaczej niż wspólnie również się „nie dało”. Zapętlacie się w dążeniu do fikcyjnych „wspólnych celów”, a kiedy one przynoszą takie efekty jakie zawsze przynoszą, wołacie że „wszyscy wspólnie powinniśmy walczyć” żeby nie przynosiły.

    Nie, nie, nie.

    🙂

  16. Ahk4iePaiv8u Says:

    Co do samego konfliktu o ACTA, sądzę, że wszystkie zbiorowe strony które w nim uczestniczą – świadomie lub nieświadomie kłamią, i każdej z nich chodzi w praktyce o co innego niż zbiorowo twierdzi, zarówno rządom, jak i koncernom, jak i internautom. Każda ze stron pogrąża się w pewnego rodzaju zbiorowym zakłamaniu rzeczywistości w której jakieś „my” oznacza „ja”, a to jest zwykłe kłamstwo. Skądinąd smutno mi, że każda ze stron jest na to ślepa, ale to jeszcze nie znaczy, że ja będę w tej ślepocie uczestniczył. Mowy nie ma, i tego się będę trzymał, i za to prawdopodobnie zdechnę, a kiedy to nastąpi, bezmyślne zbiorowisko będzie się kłócić za czyj wspólny interes rzekomo umarłem, albo jaki rodzaj „ludzkości” rzekomo ponosi za to winę za którą jakiś inny rodzaj powinien zostać obciążony. Ble. Razem wszyscy jesteście żałośni.

  17. Ahk4iePaiv8u Says:

    Pan Minister Boni też jest za wolnością, i też chce żyć z wami na jednym osiedlu, i w ogóle to też się wybiera na demonstrację. Wolność przede wszystkim.

    http://demotywatory.pl/3670117/Po-co-byc-uczciwym

  18. sierp Says:

    Ahk, wydaje mi się, że ten „konflikt interesów” w dużej mierze jest konfliktem sztucznym, ideologicznym. Bo tak naprawdę prawak najczęściej nie ma realnego interesu w narzuceniu swojej wizji świata lewakowi i vice versa. On po prostu ma często wbite do głowy, że jego styl życia jest jedynie słuszny i powinien być narzucony temu drugiemu. I to może zostać złagodzone przez bliższy kontakt z tym drugim oraz zauważenie, że tak naprawdę „mojemu stylowi życia” zagraża nie ten drugi, ale właśnie władza.

  19. Ahk4iePaiv8u Says:

    A wg mnie konflikt wynika stąd, że jednych i drugich jest „kupa”, czyli zwyczajnie wielu. „Prawak” z „lewakiem” jak robią zakupy w spożywczaku to się nie biją o ideologię, ale jeżeli jednych i drugich jest dziesięciu albo po dziesięciu, to i w sklepie zrobią burdę. Nawet jeżeli tzw. „władza” z powodów propagandowych te konflikty podsyca, to mimo wszystko one wynikają przede wszystkim z pewnego fałszywego „poczucia solidarności”. Podsycanie tego rodzaju konfliktów przez „władzę” w gruncie rzeczy też przecież wynika z mobilizowania grup zwolenników lub przeciwników. Przedstawiciele tzw. „legalnej” władzy przecież nie stają między ziutkiem a frankiem i nie mówią żeby jeden drugiemu przywalił, tylko mówią do „narodu” albo do „postępowej elity” itp. usiłując wyzyskać w jakiś tam sposób na swoją korzyść ewentualne masowe zamieszki, w możliwie największej skali jaką uda im się wzbudzić.

    Nie przeceniałbym roli państwowej propagandy w kreowaniu sztucznych konfliktów, oni są objawem potęgującym inne objawy, ale wszystko to, moim zdaniem, jest pochodna irracjonalnego stadnego pędu o kolektywnym podłożu.

    Na logikę – dla samodzielnej/samowystarczalnej jednostki, względnie samodzielnej/samowystarczalnej rodziny „słuszność stylu życia” nie ma praktycznego znaczenia. Zagęszczenie i liczebność populacji tworzy te konflikty oraz władzę – władza nie bierze się znikąd. We wsi typu „Głuchaczki” na dziesięć gospodarstw ludzie nie zajmują się głupotami w rodzaju „narzucania stylu życia”. Nawet w bloku ludzie nie zajmują się „narzucaniem stylu życia” sąsiadom. Zajmują się takimi rzeczami na zbiorowych spotkaniach. „Realny interes” to mają, ale on nie polega narzuceniu wizji, tylko na pogrążeniu się w stadnym bezmózgowiu i czerpaniu satysfakcji ze złudzenia zbiorowej bezkarności..

  20. Ahk4iePaiv8u Says:

    Powtórzę za Nicolasem Davila – „Im większy jakiś demokratyczny kraj, tym gorsi muszą być rządzący: wybierani są przez większą ilość ludzi.”

    Davila to był akurat „kościelny”, więc przymykał oko na wspólnotę religijną, tzn traktował ją niejako lepiej niż inne rodzaje wspólnoty, wg mnie we wszystkich jest pod tym kątem tak samo, liczebność jest kluczowa – nie fasada pod jaką się gromadzi.

    http://pl.wikiquote.org/wiki/Nicólás_Gómez_Dávila
    http://pl.wikiquote.org/wiki/Henry_David_Thoreau

  21. sierp Says:

    No a tu na demonstracjach prawaków i lewaków było więcej niż dziesięciu, a burd między nimi było bardzo niewiele, jeśli w ogóle jakieś były. Nic tak nie łączy, jak wspólny wróg.

  22. mental Says:

    Choć na chwilę znowu odżył stary, dobry podział na MY i ONI, gdzie MY to MY, a ONI – to władza. I ONYCH się nienawidzi, gardzi się nimi i życzy im śmierci.

Dodaj odpowiedź

Musisz się zalogować aby dodać komentarz.