Wojna celna Donalda Trumpa

Prezydent USA nałożył dodatkowe cła na import towarów z 83 państw świata (nie wliczając w to Kanady i Meksyku, na towary z których cła zostały nałożone już wcześniej), w celu „zrównoważenia światowego handlu” i zmniejszenia deficytu handlowego Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Cłami „oberwały” zarówno gospodarcze potęgi, takie jak Chiny (maksymalna stawka 34%), Indie (stawka 27%) czy Unia Europejska (stawka 20%) – jak i bardzo małe kraje, takie jak Lesotho (stawka 50%), Nauru (stawka 30%) czy Liechtenstein (stawka 37%). Zarówno państwa skonfliktowane z USA, jak Wenezuela (stawka 15%) czy Nikaragua (stawka 19%), jak i wierni sojusznicy, tacy jak Tajwan (stawka 32%), Izrael (stawka 17%), Japonia (stawka 24%) czy Korea Południowa (stawka 26%). Zarówno kraje biedne, takie jak Zimbabwe (stawka 18%), Syria (stawka 41%) czy Demokratyczna Republika Konga (stawka 11%), jak i bogate: Szwajcaria (stawka 32%) czy Norwegia (stawka 16%).
Co ciekawe, na liście nie ma Rosji. Dziennikarze dowiedzieli się, że to dlatego, że „sankcje nałożone w związku z wojną na Ukrainie już wyzerowały handel między tymi krajami”. Ale w 2024 roku import dóbr z Rosji do USA, mimo iż dużo niższy niż przed wybuchem wojny, nadal istniał i wynosił 3 miliardy dolarów, a deficyt handlowy Stanów Zjednoczonych wyniósł w tym wypadku 2,5 mld dolarów.
Jeżeli Donald Trump w imię „zrównoważenia światowego handlu” jest gotów iść na wojnę handlową z całym światem, a Rosję, z którą bilans handlowy USA wciąż mają bardzo niekorzystny, postanowił potraktować pod tym względem łagodniej, to znaczy, że bardzo zależy mu na dobrych stosunkach akurat z tym konkretnym państwem. Najwyraźniej Rosja może dać mu coś, na czym mu zależy.
To nie jest dla nas w Polsce dobra wiadomość.

Dodaj odpowiedź

Musisz się zalogować aby dodać komentarz.