Haracz w imię „ochrony klimatu”

Gospodarstwa domowe w Polsce mogą zapłacić ponad 1500 złotych rocznie więcej za ogrzewanie, bo unijni – w tym polscy – inżynierowie społeczni wymyślili, że będą kontrolować klimat zgodnie ze swoimi kaprysami, i zmuszać w tym celu ludzi do płacenia za emitowany dwutlenek węgla.
Informuje o tym „Deutsche Welle” powołując się na raport Fundacji Bertelsmanna.
Do zmniejszenia się konkurencyjności europejskiej gospodarki – co już obserwujemy od jakiegoś czasu – dojdą obciążenia finansowe dla osób prywatnych, głównie w Europie Środkowej.
Ale nikt nie myśli o rezygnacji z opodatkowania dwutlenku węgla (ETS2) czy w ogóle unijnej polityki klimatycznej. Zamiast tego negatywne skutki interwencjonizmu mają być łagodzone kolejnym interwencjonizmem: najbardziej dotknięte zmianami grupy mają dostawać dopłaty ze Społecznego Funduszu na rzecz Klimatu. Czyli mają żebrać u polityków o to, by nie płacić aż tak dużo. A reszta zapłaci.
Oczywiście jest mało prawdopodobne, że działania unijnych polityków będą miały istotny wpływ na światowy klimat, bo Unia Europejska odpowiada tylko za niecałe 9% emisji dwutlenku węgla wytwarzanego przez ludzi. Przypuszczam, że ci politycy doskonale zdają sobie z tego sprawę. W „ochronie klimatu” musi chodzić więc o coś innego. O interesy producentów „ekologicznych” źródeł energii? Czy o kontrolę ludzi strachem, jak pisał w swojej powieści „Państwo strachu” Michael Crichton?

Dodaj odpowiedź

Musisz się zalogować aby dodać komentarz.