Ludzie barbarzyństwa

„Ludzie kultury” napisali list do pani minister kultury, domagając się „zawieszenia wszelkiej współpracy z izraelskimi instytucjami, organizacjami pozarządowymi i osobami fizycznymi, które nie sprzeciwiają się polityce Izraela”. Oraz traktowania Izraela i jego obywateli „tak samo, jak traktuje się Federację Rosyjską i jej obywateli po agresji na Ukrainę”. Bo ich zdaniem państwo Izrael w strefie Gazy dokonuje „ludobójstwa”, co do którego „nie ma wątpliwości”.
Inaczej mówiąc, „ludzie kultury” chcą, by państwo toczące wojnę obronną w odpowiedzi na agresję z Gazy dokonaną 7 października 2023 roku (kiedy to w jeden dzień zamordowano celowo ponad 1000 osób, w ogromnej większości cywilów w ich domach, na ulicach, przystankach czy festiwalu muzycznym – masakra znacznie większa niż w Buczy i doskonale udokumentowana przez samych sprawców) zrównać z państwem, które w 2022 roku dokonało agresji na sąsiada. Traktowanie analogiczne do Rosji i Rosjan należy się ich zdaniem Izraelowi i Izraelczykom, a nie Palestynie i Palestyńczykom, choć to ci ostatni dokonali zbrodniczej napaści i wywołali wojnę.
Fakt, że już od paru miesięcy obowiązuje rozejm i działania wojenne w Gazie są mocno ograniczone jest dla „ludzi kultury” bez znaczenia – ich zdaniem Izrael nadal dokonuje ludobójstwa. Bo Palestyńczycy nadal są zabijani. Czyli toczenie wojny obronnej, w której giną jacyś ludzie po stronie wroga jest automatycznie ludobójstwem. Przynajmniej w przypadku Izraela. Oczywiście „ludzie kultury” ani słowem nie wspominają, kto tę wojnę zaczął i w jaki sposób – próbując stworzyć wrażenie, że sytuacja jest analogiczna do wojny na Ukrainie, czyli że agresorem jest państwo izraelskie.
Tylko, że to nieprawda.
To Gaza była agresorem w tej wojnie. Gaza rządzona przez Hamas, faktycznie całkowicie niepodległa (Izrael całkowicie wycofał się z tego terytorium kilkanaście lat wcześniej, mimo iż przywódcy palestyńscy odmówili zawarcia pokoju), z armią o liczebności porównywalnej z bułgarską czy portugalską, a nie jakaś marginalna grupka terrorystów, jak może niektórzy sobie myślą. Zmieniona w twierdzę, z dziesiątkami tysięcy bojowników kryjących się wśród cywilów, w budynkach cywilnych i w tunelach pod nimi.
Oprócz tego, że Gazańczycy zamordowali ponad 1000 mieszkańców Izraela i wystrzelili na jego terytorium dziesiątki tysięcy rakiet, porwali również ponad dwustu zakładników. Z których też część została potem zamordowana, w tym małe dzieci.
Izrael odpowiedział tak, jak alianci odpowiedzieli w latach 1939-1945 na agresję nazistowskich Niemiec. Wkraczając na terytorium wroga i przenosząc tam działania wojenne. Przez dwa i pół roku wojny zginęło – jak się szacuje – około 70 tysięcy mieszkańców Gazy. To jest około 3,5% jej populacji. Z czego duża część to bojownicy. Pomijając może jednostkowe przypadki zbrodni wojennych zdarzających się w każdej wojnie, zabici cywile byli ofiarami działań toczonych przeciwko siłom zbrojnym agresora, a nie ludźmi specjalnie mordowanymi. Tak, jak zabici Niemcy poddczas II wojny światowej – szacuje się, że zginęło wtedy od 1,5 do 3 miliona niemieckich cywilów. Nikt nie uznaje tego za ludobójstwo mimo ogromnej liczby ofiar, bo wszyscy zdają sobie sprawę, że celem aliantów nie była eksterminacja Niemców.
I tak samo celem Izraela nie jest eksterminacja Palestyńczyków. Gdyby tak było, zginęłoby o wiele więcej mieszkańców Gazy. Setki tysięcy. Izrael ma do tego odpowiednie środki. Mógłby zrównać Gazę z ziemią. Nie wzywano by Gazańczyków do ewakuacji z terenów, na których prowadzone były walki. I Izrael nie czekałby na napaść ze strony Gazy, tylko sam aktywnie by zaatakował.
I przede wszystkim w samym Izraelu nie mieszkałoby w pokoju około dwóch milionów obywateli arabskich, z pełnymi prawami i reprezentacją w parlamencie.
Nazywanie działań wojennych Izraela podjętych w odpowiedzi na zbrodniczą napaść na ten kraj 7 października 2023 r. ludobójstwem to tak, jak nazywanie w 1945 roku ludobójstwem działań wojennych aliantów przeciwko Hitlerowi.
Ci, co napisali ten list i się pod nim podpisują niczym nie różnią się od ludzi (powiedzmy mieszkających w neutralnej Szwecji czy Szwajcarii), którzy pod koniec II wojny światowej, w imię zaprzestania „ludobójstwa” Niemców potępiali by nie nazistów, ale tych, którzy z nimi walczą i domagali się zerwania współpracy z tymi, którzy nie sprzeciwiają się polityce aliantów. To są ludzie barbarzyństwa, a nie ludzie kultury.

Dodaj odpowiedź

Musisz się zalogować aby dodać komentarz.