Archiwum kategorii ‘Libertarianizm’

Nagroda dla Balcerowicza

środa, Sierpień 6th, 2014

Z pewnym opóźnieniem dowiedziałem się (jakoś mi to wcześniej umknęło), że Cato Institute, amerykański think-tank kojarzony z libertarianizmem, przyznał doroczną nagrodę im. Miltona Friedmana za Promowanie Wolności (Milton Friedman Prize for Advancing Liberty) w wysokości 250000 dolarów Leszkowi Balcerowiczowi. „Jego zasługi w promowaniu wolności i wolnego rynku w Europie Wschodniej są nie do przecenienia” – powiedział dyrektor generalny Cato, John Allison. W notce o przyznaniu nagrody na stronie Cato Institute można przeczytać też, że Balcerowicz „wprowadził zdrowe fiskalne i monetarne środki mające na celu zrównoważenie budżetu i zakończenie hiperinflacji”.
W tym momencie można wspomnieć, że wśród tych „zdrowych fiskalnych i monetarnych środków” były m. in.:
– ustawa o uporządkowaniu stosunków kredytowych, ingerująca w już zawarte umowy kredytowe poprzez umożliwienie bankom wprowadzenia zmiennych stawek oprocentowania zamiast stałych (w istocie było to zdjęcie z banków ryzyka związanego z inflacją i przerzucenie go na kredytobiorców) – wskutek czego wielu kredytobiorców (np. rolników) zostało zmuszonych do spłacania nieprzewidzianych odsetek i wpędzonych w pułapkę kredytową;
– ustawa o podatku od ponadnormatywnego wzrostu wynagrodzeń blokująca wzrost funduszu płac w przedsiębiorstwach, w tym także prywatnych – wbrew nazwie, podatek płacono również od wzrostu funduszu płac spowodowanego wzrostem zatrudnienia;
– zmiana prawa dewizowego nakazująca podmiotom gospodarczym odsprzedawanie całości (wcześniej dotyczyło to części) wpływów w walutach obcych bankom dewizowym (których właścicielem w owym czasie było państwo) – oczywiście po kursie ustalonym przez prezesa NBP;
– narzucenie i utrzymywanie przez pewien czas sztywnego kursu dolara do złotego, co przy jednoczesnym utrzymywaniu wysokiego oprocentowania depozytów w złotówkach umożliwiło spekulację dolarami.
Jakkolwiek w efekcie (?) rzeczywiście zdławiono hiperinflację, to jednak wymienione wyżej środki trudno uznać za wolnościowe i wolnorynkowe.
Należy dodać, że w czasie, gdy Leszek Balcerowicz był kluczową postacią w rządzie – ministrem finansów i wicepremierem – zaczęto stopniowo wprowadzać ograniczenia wolności działalności gospodarczej wprowadzonej tzw. ustawą Wilczka z 24 grudnia 1988 r. M. in.:
objęto wymogiem uzyskania koncesji usługi polegające na zarobkowym przewozie i doręczaniu korespondencji pisemnej (zakazując całkowicie takiej działalności w obrocie międzynarodowym), poszukiwanie wód podziemnych, składowanie odpadów we wnętrzu ziemi, hurtowy obrót lekami gotowymi i surowcami farmaceutycznymi przeznaczonymi do produkcji lub sporządzania leków w aptekach oraz artykułami sanitarnymi, wytwarzanie wszelkich materiałów medycznych, przetwórstwo i obrót metalami nieżelaznymi, rozlew i skażanie spirytusu, rozlew wódek oraz dokonywanie przenoszenia zapisu dźwięku lub dźwięku i obrazu na taśmy, płyty, kasety, wideokasety i wideopłyty;
umożliwiono utrudnienia w procesie uzyskiwania koncesji (w tym poprzez wymóg złożenia zabezpieczenia majątkowego lub dodatkowych dokumentów oraz możliwość odmowy jej udzielenia ze względu na „zagrożenie bezpieczeństwa lub dóbr osobistych obywateli” lub uznanie, że „wnioskodawca nie daje rękojmi należytego wykonywania działalności gospodarczej);
objęto wymogiem zgłoszenia do ewidencji zarobkowy przewóz osób prowadzony osobiście przez osoby fizyczne jako uboczne zajęcie zarobkowe;
wyjęto spod obowiązywania ustawy i objęto specjalnymi regulacjami prowadzenie zakładów opieki zdrowotnej;
– nakazano odnotowywać wpis do ewidencji działalności gospodarczej w dowodzie osobistym osoby podejmującej tę działalność.
Z punktu widzenia wolności jednostki i wolnego rynku Leszek Balcerowicz jest postacią co najmniej kontrowersyjną. Przyznanie mu nagrody przez Cato Institute stawia pod znakiem zapytania wiarygodność tej instytucji jako orędownika wolności.

Czym jest, a czym nie jest libertarianizm

środa, Lipiec 16th, 2014

Publicysta portalu Lewica24.pl, Piotr Szumlewicz, w swoim ostatnim tekście poświęconym Januszowi Korwin-Mikkemu (zauważonym przez media „głównego nurtu”, np. Tok FM) wypowiedział się na temat libertarianizmu:
„Prymitywny libertarianizm zagościł też do podręczników szkolnych „Podstaw do przedsiębiorczości” czy „Wiedzy o Społeczeństwie”, stanowi przedmiot promowanych przez elity medialne i polityczne wzorców aspiracji. Zgodnie z nimi najbardziej pożądanymi cechami w życiu społecznym są przedsiębiorczość, zdolność do osiągnięcia sukcesu, pogarda wobec słabszych, skrajny indywidualizm. Najbardziej potępianymi ideami są z tej perspektywy egalitaryzm, solidarność, partycypacja, pluralizm, tolerancja, socjalizm w jakiejkolwiek postaci. W polityce społeczno-gospodarczej takie podejście przekłada się na prywatyzację, cięcia socjalne, pogardę dla ludzi biednych i potrzebujących, przyzwolenie na gigantyczne rozwarstwienie dochodowe, lekceważenie dla demokracji i praw dyskryminowanych mniejszości”.
Myślę, że redaktor Szumlewicz, zanim wypowie się na temat libertarianizmu, powinien dowiedzieć się, czym ten libertarianizm tak naprawdę jest. Bo libertarianizm nie jest tożsamy ani z poglądami Janusza Korwin-Mikkego (choć owszem, wiele jego postulatów jest zbieżnych z tym, co głosi JKM), ani ze wzorcami aspiracji promowanymi przez elity medialne i polityczne. Libertarianizm jest, ogólnie rzecz biorąc, filozofią i doktryną polityczną postulującą organizację społeczeństwa na zasadzie dobrowolności – z poszanowaniem przestrzegania wolności każdego człowieka – wolności dysponowania sobą i tym, co w pokojowy sposób nabyła (uczciwie nabytą własnością), o ile nie narusza on przy tym podobnej wolności innego człowieka. Libertarianizm ma wiele nurtów, ale elementem żadnego z nich nie jest pogarda wobec słabszych, biednych i potrzebujących, potępianie solidarności, pluralizmu czy tolerancji, a zwłaszcza lekceważenie czyichkolwiek praw – rozumianych jako prawa do decydowania o sobie i swojej własności – zwłaszcza jeśli ten ktoś jest pod tym względem dyskryminowany. Libertarianizm akceptuje również socjalizm, o ile ten jest dobrowolny – jeden z „ojców” libertarianizmu, Franz Oppenheimer (określający się jako liberalny socjalista!) promował aktywnie idee spółdzielczości i w oparciu o jego idee został w 1911 r. założony istniejący do dziś moszaw Merchavja w północnym Izraelu.
Owszem, zwolennik libertarianizmu – libertarianin – może mieć swoje prywatne poglądy i może np. akurat gardzić słabszymi i biednymi. Jak również może gardzić bogatymi i silnymi. Libertarianin może być w pewnym sensie nietolerancyjny wobec jakichś zachowań (choć nie do tego stopnia, by ich zakazywać, bo to już jest z libertarianizmem sprzeczne – po prostu może je potępiać) – ale wcale nie musi. Może uważać, że wzorem do naśladowania jest przedsiębiorca (działający uczciwie na rynku i nie starający się u polityków o przymusowe utrudnianie życia konkurencji, wywłaszczanie innych ludzi pod jego inwestycje czy zwalnianie od odpowiedzialności za niedotrzymane umowy!), ale może też uważać, że takim wzorem jest np. hipis żyjący w dobrowolnej komunie albo filantrop. Libertarianin może uważać, że wartością jest sukces przejawiający się w dobrobycie materialnym (jednak nie osiągnięty za wszelką cenę!), ale może też uważać, że taką wartością jest spokojne, uczciwe życie, albo pomaganie innym.
Należy jednak pamiętać, że czym innym są prywatne poglądy osoby będącej zwolennikiem libertarianizmu, a czym innym sam libertarianizm. Libertarianizm sam w sobie nie promuje żadnych wzorców zachowań (poza zasadą nieagresji) czy aspiracji. Jest też z zasady wrogi obecnym elitom politycznym (które z punktu widzenia libertarianizmu są antywolnościowe), a w radykalnej wersji nawet wszelkim politycznym elitom jako takim – więc nonsensem jest twierdzić, że obecne elity polityczne promują libertarianizm.
Już w 1969 roku ówczesny wybitny libertarianin, Karl Hess, w swoim słynnym tekście na łamach „Playboya” – „Zmierzch polityki” – zaatakował politykę w ogóle, nazywając ją „pasożytnictwem” i „zinstytucjonalizowanym i ustabilizowanym sposobem, w jaki jedni rościli sobie prawo do życia z produktywności innych”, wzywając do jej eliminacji oraz z sympatią pisząc o możliwości „otwartej rewolucji przeciw samej polityce”. Tenże Karl Hess w innym swoim tekście określił libertarianizm jako ruch rewolucyjny, ludowy i wyzwoleńczy. Libertarianizm nie ma nic wspólnego z politycznymi elitami. Pisanie o libertarianizmie w kontekście krytyki polityka, którego oskarża się (abstrahuję od tego, czy słusznie, bo to odrębna kwestia) o „afirmację przemocy”, popieranie dyktatury wojskowej, przychylne wypowiedzi na temat III Rzeszy, pogardę dla biednych i niepełnosprawnych i akceptowanie gwałtów – oraz uważa się go za „produkt polskich elit politycznych” – jest nadużyciem.

Mój spot wyborczy :)

sobota, Maj 10th, 2014

Ankieta „Rzeczpospolitej”

niedziela, Kwiecień 6th, 2014

Odpowiedziałem na ankietę „Rzeczpospolitej” dla kandydatów do Parlamentu Europejskiego. Moje odpowiedzi można przeczytać tutaj. Lista w okręgu śląskim (przypominam: Komitet Wyborczy Demokracja Bezpośrednia, będę oznaczony jako członek Partii Libertariańskiej) będzie zgłaszana najprawdopodobniej w najbliższy czwartek. A tu moja strona wyborcza (fanpage) na Facebooku.

Stalin lepszy od demokracji, czyli kwintesencja korwinizmu

środa, Styczeń 8th, 2014

„Stalinizm był dyktaturą jednostki, d***kracja to dyktatura (tfu!) Większości. Z dwojga złego chyba już wolę Stalina. Był mniej krwiożerczy – i można Mu było przemówić do rozsądku”stwierdził na swoim blogu pan Janusz Korwin-Mikke.
Przyczyna? Bo mieniący się demokratycznym rząd chce zaostrzenia kar dla pijanych kierowców. Jak widać, zdaniem JKM jest to większa krwiożerczość niż wymordowanie ponad 50 milionów ludzi.
Oczywiście według Pana Janusza jest tak, że rząd robi to dlatego, bo „większość domaga się drastycznego zaostrzenia kar”. A nie, że rząd przy współpracy z sympatyzującymi mass-mediami sam, dla zdobycia poklasku, sugeruje tej większości – grając na jej strachu, jak w przypadku dopalaczy, pedofilów czy kiboli – że zaostrzenie kar dla pijanych kierowców (i obowiązkowe alkomaty w samochodach) spowoduje, że już nie będą musieli się bać, że ktoś ich rozjedzie.
Bo Panu Januszowi się wydaje, że naprawdę rządzi większość, a rząd jest posłuszną marionetką w rękach tej większości. Że obecne państwo jest komitetem zarządzającym interesami większości – tak jak marksiści wierzą, że jest ono komitetem zarządzającym interesami burżuazji. Że możliwość wybrania raz na kilka lat posła z list przygotowywanych przez partyjnych liderów daje ludziom faktyczną władzę nad państwem. Że „demokracja” nie jest bynajmniej zasłoną dymną dla polyarchii – rządów grup interesów.
Do tego stopnia, że uważa, iż nawet sędziowie gotowi są brać pod uwagę opinie „L**u”. Choć nie są wybierani w wyborach, ich zatrudnienie, miejsce pracy ani zarobki nie zależą od „L**u” i mają obowiązek orzekać zgodnie z obowiązującym prawem, a nie czyimiś opiniami. Owszem, z tym ostatnim może bywać różnie, ale jeśli już sędziom stawiane są pod tym względem jakieś zarzuty, to raczej takie, że kierowali się życzeniem jakichś wysoko postawionych osób, reprezentantów aparatu władzy, a nie „L**u”. Jakoś Przemysław Wałęsa za spowodowanie wypadku po pijanemu nie trafił za kratki, a wywinął się wyrokiem w zawieszeniu z uwagi na „pomroczność jasną”.
JKM występuje często w obronie wolności jednostki, domagając się np. tego, by państwo nie wtrącało się do gospodarki czy nie rabowało nadmiernie ludzi w podatkach. Robi to od lat. Ale niestety nie można wierzyć pod tym względem komuś, kto uważa, iż nawet dyktatura Stalina była lepsza od obecnego, nazywanego demokratycznym ustroju. Taki ktoś – będący najpierw antydemokratą, a dopiero potem liberałem, wierzący, że przede wszystkim trzeba „L**d” wziąć za mordę, a wolność wtedy przyjdzie sama – uzyskawszy wpływ na władzę prędzej doprowadzi – choćby wbrew swoim intencjom – do zmian mogących skutkować nowym stalinizmem niż wolnością.
Dlatego, jak już kiedyś pisałem, nie jestem korwinistą. Jestem wolnościowcem, libertarianinem. Dla korwinisty zagrożeniem dla wolności jest większość społeczeństwa. Dla libertarianina – władza polityczna (która owszem, może tę większość demoralizować). Korwinista chce silnej władzy, która weźmie większość za mordę („nie ma nic gorszego, niż Bezsilna Władza”), libertarianin chce jak największego ograniczenia tej władzy.
To jest różnica fundamentalna.

Wywiad z Wiplerem

poniedziałek, Październik 28th, 2013

Serwis Libertarianin.org umożliwił mi zadanie paru pytań posłowi Przemysławowi Wiplerowi, pytania te wraz odpowiedziami na nie można przeczytać tutaj. (Dla wyjaśnienia – pierwsze pytanie nie pochodzi ode mnie). Jakby ktoś nie wiedział, poseł Wipler napisał swego czasu pracę magisterską pt. „Libertariańskie podejście do państwa”, cytując w niej m. in. dwa moje teksty 🙂
Przy okazji – Przemysław Wipler był jednym z trzech posłów, którzy zagłosowali przeciwko projektowi ustawy stwarzającej furtkę do bezterminowego przetrzymywania skazanych za dowolne przestępstwo (a nie tylko wyjątkowych zbrodniarzy, jak było to uporczywie przedstawiane) w specjalnej „psychuszce” – Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zaburzeniom Dyssocjalnym (w pierwotnej wersji projektu – Krajowy Ośrodek Terapii Zaburzeń Psychicznych, pisałem o tym, jako o „polskim Belbury”). Wielki minus dla posłów PiS, którzy mimo krytyki projektu i odrzucenia wszystkich proponowanych przez nich poprawek zagłosowali ostatecznie za projektem ustawy.

Dość terroru fiskusa!

piątek, Czerwiec 21st, 2013

Przypadek Jana K., rolnika, który popełnił samobójstwo w następstwie zablokowania mu konta bankowego i groźby zajęcia maszyn oraz gospodarstwa przez urząd skarbowy pokazał po raz kolejny, wyjątkowo dobitnie, jak tyrański jest obecny system ściągania podatków i jak niewiele ma on wspólnego z powszechnie uznawanymi normami rozstrzygania sporów.
Urzędnicy zarzucali Janowi K. niezapłacenie podatków od handlu ziemią, wyceniając jego należności wobec Skarbu Państwa na ponad milion złotych. Rolnik odwołał się do sądu administracyjnego, ale fiskus nie czekając na rozstrzygnięcie sprawy przez sąd – rzecz jasna zgodnie z prawem – przystąpił do egzekucji określonej przez siebie należności. Wybierając w dodatku samemu sposób – zamiast części ziemi zajęto Janowi K. konto i zagrożono zajęciem gospodarstwa, pozbawiając go możliwości prowadzenia działalności.
Wyobraźmy sobie, że z roszczeniem wobec Jana K. wystąpiłaby jakaś prywatna spółka. Że kiedyś tam nie zapłacił jej za coś miliona. Spółka ta musiałaby iść najpierw z tym roszczeniem do sądu cywilnego i udowodnić, że dług jej się należy. Rolnik mógłby przedstawiać swoje dowody i racje, a w razie niekorzystnego dla siebie wyroku odwołać się do wyższej instancji. Potem – gdyby dobrowolnie nie chciał zapłacić – sąd musiałby nadać wyrokowi klauzulę wykonalności i przekazać sprawę komornikowi. I dopiero ten mógłby wszcząć egzekucję.
Dlaczego taka procedura nie obowiązuje przy roszczeniach podatkowych? W tym przypadku urzędnicy nie muszą niczego udowadniać przed sądem. Jedni urzędnicy określają należność jako obowiązującą, doliczając do niej często wymierzone przez siebie kary, drudzy podejmują decyzję o jej wyegzekwowaniu. Są zarazem wierzycielem, sądem i komornikiem. Sami interpretują przepisy, stwierdzają, jaki był stan faktyczny i zabierają co uznają za stosowne. Istnieje możliwość skargi do sądu administracyjnego, ale nie wstrzymuje ona egzekucji.

Czytaj całość...

Rachunek sumienia

piątek, Wrzesień 28th, 2012

Na stronie parafii św. Prokopa Opata w Błędowie znajduje się wzór rachunku sumienia. Z tego wzoru można dowiedzieć się ciekawych rzeczy – na przykład, że grzechem (przeciwko przykazaniu „Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie”) jest niewybaczenie rodzicom lub krewnym seksualnego wykorzystania w dzieciństwie. Podobno chrześcijanin ma obowiązek wybaczania krzywd („Jeśli przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień”), ale w pewnych sytuacjach może być to niezwykle trudne, wręcz niewykonalne. Nie wiem, czy córka Josefa Fritzla wybaczyła ojcu gwałty i wieloletnie trzymanie w piwnicy, ale jeśli nie, czy skazuje ją to na potępienie lub męki czyśćcowe?
Nie jestem specjalistą od teologii katolickiej, w ogóle nie jestem katolikiem ani chrześcijaninem mimo tego, że odczuwam pewne naturalne kulturowe więzi z chrześcijaństwem. Mogę jedynie powiedzieć, że jeśli faktycznie jest tak, że zgodnie z wiarą katolicką niewybaczenie krzywd jest nie tylko brakiem heroiczności cnót, ale i grzechem oddalającym od zbawienia, to jest to wiara okrutna – bo nakładająca na ciężko skrzywdzonych większe wymogi niż na tych, którzy skrzywdzeni nie zostali. Nie jest łatwo wybaczyć gwałt, znęcanie się, morderstwo krewnych. I wiele innych rzeczy. Nawet jeśli by się chciało wybaczyć. Zwykły człowiek nie jest Jezusem, choćby starał się go naśladować.

Czytaj całość...

Wolność nieładu

poniedziałek, Sierpień 13th, 2012

Pan Waldemar Deska, wciąż desperacko walczący o to, by móc mieszkać w domu, który zbudował sam, na własnej ziemi, ale bez pozwolenia urzędników, napisał na Facebooku bez ogródek, co myśli o idei, która w imię tego, by było ładnie usprawiedliwia zakazywanie ludziom budowania domów i nakazywanie im zburzenia tych, które wybudowali „samowolnie”, bez zgody urzędników:
„Ład Przestrzenny = Eugenika! Mają wspólny fundament, wspólny fundament rasizmów, dyskryminacji, nierównego traktowania, niesłusznych uprzywilejowań – tu dotyczy grup uprzywilejowanych: architektów, inżynierów, prawników i usłużnych biurokratów. (Inne wartościowe elementy Ładu Przestrzennego, infrastruktura, urbanistyka, przeznaczenie gruntów to tylko margines nie mający w tym równaniu zastosowania).
Przypomnę. Eugenika to ideologia czystości. „Ład Przestrzenny” to idea ładności.
W imię eugeniki najpierw nie dopuszczano do narodzin dzieci z wadą, zezowatych, niedosłyszących, brzydkich, potem zaczęto je likwidować, najpierw ułomnych, potem homoseksualistów, Cyganów, na końcu Żydów.
W imię ładu przestrzennego najpierw się nie dopuszcza, potem likwiduje domy, domy w których mieszkają ludzie.
Różnica pomiędzy eugeniką a „Ładem Przestrzennym” jest mikroskopijna. Tam likwidowano brzydoty biologiczne człowieka, tutaj likwiduje się „brzydoty” stanowiące Godność człowieka – domy mieszkalne. Domy rodzinne. Tam i tu najpierw zapobiegano (generalna prewencja) potem likwidowano (bezwzględny obowiązek pozwolenia na budowę i bezwzględny nakaz rozbiórki).
Zwolenników tego przepisu argumentującym: zaostrzyć przepisy bo nie chcemy „Gargameli” zapytam, jak byście się czuli, gdy Wasza Córeczka urodziła się z wadą, z zezem, z wargą… a inni domagaliby się…
Otrząśnijcie się. Piękno czy Ładność to też wartości ale nie kosztem krzywd, niesprawiedliwości, przymusu. Nie kosztem wartości uznanych za wspólne i najwyższe”.
Bardzo dobrze to Pan Waldemar napisał. Nie ująłbym tego lepiej.

Czytaj całość...

Rodzenie dzieci może nie pomóc

poniedziałek, Lipiec 9th, 2012

Tak się zastanawiam – zewsząd słychać ostrzeżenia, że w Polsce rodzi się zbyt mało dzieci, społeczeństwo się starzeje i że z tego powodu w przyszłości pojawi się problem z tym, kto będzie miał pracować na powiększającą się rzeszę emerytów. W celu zapobieżenia temu problemowi proponuje się najczęściej różne warianty prorodzinnej polityki państwa, od ulg podatkowych na dzieci, poprzez zwiększone becikowe, budowę nowych żłobków i przedszkoli, dłuższe urlopy macierzyńskie, „wspieranie instytucji małżeństwa”, aż po dodatkowe podatki dla tych, którzy nie mają dzieci.
A jednocześnie wzrasta bezrobocie wśród młodych. Wskaźnik bezrobocia rośnie pomimo tego, że młodzi ludzie „chowają” się przed brakiem pracy na studiach albo wyjeżdżają za granicę. Czyli nowe ręce do pracy się pojawiają, ale brak miejsc do ich wykorzystania.
No więc jak z tym jest? Może jest tak, że teraz jest nadwyżka rąk do pracy, przez pewien czas będzie jeszcze się nawet zwiększać, ale w długim okresie ich jednak braknie?
No to policzmy. Wg opracowanej przez GUS prognozy ludności do 2030 roku liczba ludności w wieku produkcyjnym ma w latach 2010-2030 spaść o ok. 4 miliony i wynosić w 2030 r. 20,8 mln. W III kwartale 2011 r. liczba pracujących wynosiła ok. 16,3 mln. Jeśli więc stan zatrudnienia pozostanie w 2030 r. na obecnym poziomie, to liczba rąk do pracy będzie nadal wystarczająca. Prawda, zwiększyć ma się o ponad 3 miliony liczba osób w wieku poprodukcyjnym – do 9,6 mln. Ale ubytek 4 mln ludności w wieku produkcyjnym przy zachowaniu zatrudnienia na obecnym poziomie będzie oznaczał po prostu spadek liczby osób niepracujących w tym wieku. Więc mimo iż liczba emerytów się zwiększy, to liczba niepracujących ogółem się zmniejszy. A przecież można założyć, że wskutek postępu technicznego wydajność pracownika się zwiększy.
Oczywiście, można zadać pytanie, czy w 2030 roku polska gospodarka nie będzie potrzebowała większej liczby pracowników. Jest to możliwe. Jednak jeśli przyjąć trend z ostatnich trzech lat – pomiędzy 2008 a 2011 r. liczba pracujących zwiększyła się o 300 tysięcy osób, to do 2030 r. można zakładać zwiększenie się tej liczby o 3 miliony osób, czyli do 19,3 mln. Nadal liczba osób w wieku produkcyjnym będzie wystarczająca.
A co, jeśli liczba miejsc pracy w 2030 roku będzie mniejsza niż obecnie?

Czytaj całość...