Archiwum z kwiecień, 2026

Samoobsługa – zysk nie tylko sklepu

niedziela, 12 kwietnia, 2026

Zastanawiam się, dlaczego pani Biszewska w ogóle nie omija sklepów stacjonarnych. Przecież pójście do sklepu, odstanie w kolejce do kasy z kasjerem i samodzielny transport towarów do domu to też praca, za którą nikt jej nie płaci, a może zostać zastąpiona dostawą pod drzwi towarów zamówionych przez Internet. (Rozumiem, że nie do paczkomatu – bo dostarczanie paczek do domu to przecież praca kuriera, za którą też pani Biszewskiej nikt nie płaci).
Myślę również, że autorce tego artykułu nie powinny się podobać stacje benzynowe, na których kierowca sam tankuje sobie paliwo, zamiast oczekiwać, aż wykona to ktoś z obsługi – nawet, jeśli potem płaci w zwykłej kasie, a nie samoobsługowej. Ciekawe też, co myśli ona na temat wind samoobsługowych? Konsekwentnie rozumując, powinna marzyć o windach obsługiwanych przez windziarzy, którym za to się płaci, zamiast o takich, w których użytkownicy muszą sami naciskać guziki. A także o autobusach i tramwajach, w których bilety sprzedają jak dawniej konduktorzy, a nie automaty.
No bo jak to tak, żeby ktoś maksymalizował zyski przerzucając na klienta zadania, które może wykonywać opłacany pracownik?
Oczywiście rozumiem, że komuś może się nie podobać obsługiwanie kasy samoobsługowej, bo z jakiegoś powodu ma z tym trudności. Ale oburzanie się na to, że jest to „wolontariat na rzecz marketów” jest absurdalne. To prawda, że klient w tym przypadku wykonuje pewną pracę – kasowanie towarów – którą teoretycznie mógłby wykonać zatrudniony przez sklep kasjer. Ale ten klient wykonuje pracę (na swoją rzecz! – działa w celu zdobycia dla siebie określonych dóbr) nie tylko w tym przypadku, ale ogólnie odwiedzając sklep, zdejmując towary z półek, idąc do jakiejkolwiek kasy (również tej obsługiwanej przez kasjera) i transportując zakupy do domu. I alternatywą do samodzielnego kasowania towarów jest w praktyce inna praca – stanie w kolejce do kasy obsługiwanej przez człowieka, gdzie trzeba zwykle poświęcić więcej czasu, postać w bliskim towarzystwie innych osób (nie każdy to lubi) oraz tak czy inaczej samodzielnie wyłożyć towary na taśmę, a potem je spakować (spiesząc się, bo kasjer kasuje już kolejnego klienta). Nic dziwnego, że wielu ludzi wybiera kasy samoobsługowe. Bo ze swojego punktu widzenia pracują wtedy właśnie mniej, lub mniej uciążliwie.
Można oczywiście powiedzieć, że sklep mógłby zatrudnić tylu kasjerów i uruchomić tyle stanowisk kasowych, by nie było kolejek. Mógłby też zatrudnić kurierów dostarczających zakupy klientom do domu. Podobnie stacje benzynowe mogłyby masowo zatrudnić pracowników obsługujących dystrybutory, przedsiębiorstwa komunikacyjne – konduktorów w autobusach i tramwajach, a właściciele budynków – windziarzy.
Tylko, że to oznaczałoby istotny wzrost kosztów, który możliwe (wg mnie bardzo prawdopodobne), że przełożyłby się na wzrost cen towarów i usług. A nawet, jeżeli odbyłoby się to kosztem zysków przedsiębiorców, to efektem byłyby mniejsze inwestycje. Czego rezultatem byłby ogólnie niższy wzrost gospodarczy i mniejsza dostępność dóbr.