Archiwum z maj, 2026

Ludzie barbarzyństwa

czwartek, 28 maja, 2026

„Ludzie kultury” napisali list do pani minister kultury, domagając się „zawieszenia wszelkiej współpracy z izraelskimi instytucjami, organizacjami pozarządowymi i osobami fizycznymi, które nie sprzeciwiają się polityce Izraela”. Oraz traktowania Izraela i jego obywateli „tak samo, jak traktuje się Federację Rosyjską i jej obywateli po agresji na Ukrainę”. Bo ich zdaniem państwo Izrael w strefie Gazy dokonuje „ludobójstwa”, co do którego „nie ma wątpliwości”.
Inaczej mówiąc, „ludzie kultury” chcą, by państwo toczące wojnę obronną w odpowiedzi na agresję z Gazy dokonaną 7 października 2023 roku (kiedy to w jeden dzień zamordowano celowo ponad 1000 osób, w ogromnej większości cywilów w ich domach, na ulicach, przystankach czy festiwalu muzycznym – masakra znacznie większa niż w Buczy i doskonale udokumentowana przez samych sprawców) zrównać z państwem, które w 2022 roku dokonało agresji na sąsiada. Traktowanie analogiczne do Rosji i Rosjan należy się ich zdaniem Izraelowi i Izraelczykom, a nie Palestynie i Palestyńczykom, choć to ci ostatni dokonali zbrodniczej napaści i wywołali wojnę.
Fakt, że już od paru miesięcy obowiązuje rozejm i działania wojenne w Gazie są mocno ograniczone jest dla „ludzi kultury” bez znaczenia – ich zdaniem Izrael nadal dokonuje ludobójstwa. Bo Palestyńczycy nadal są zabijani. Czyli toczenie wojny obronnej, w której giną jacyś ludzie po stronie wroga jest automatycznie ludobójstwem. Przynajmniej w przypadku Izraela. Oczywiście „ludzie kultury” ani słowem nie wspominają, kto tę wojnę zaczął i w jaki sposób – próbując stworzyć wrażenie, że sytuacja jest analogiczna do wojny na Ukrainie, czyli że agresorem jest państwo izraelskie.
Tylko, że to nieprawda.
To Gaza była agresorem w tej wojnie. Gaza rządzona przez Hamas, faktycznie całkowicie niepodległa (Izrael całkowicie wycofał się z tego terytorium kilkanaście lat wcześniej, mimo iż przywódcy palestyńscy odmówili zawarcia pokoju), z armią o liczebności porównywalnej z bułgarską czy portugalską, a nie jakaś marginalna grupka terrorystów, jak może niektórzy sobie myślą. Zmieniona w twierdzę, z dziesiątkami tysięcy bojowników kryjących się wśród cywilów, w budynkach cywilnych i w tunelach pod nimi.
Oprócz tego, że Gazańczycy zamordowali ponad 1000 mieszkańców Izraela i wystrzelili na jego terytorium dziesiątki tysięcy rakiet, porwali również ponad dwustu zakładników. Z których też część została potem zamordowana, w tym małe dzieci.
Izrael odpowiedział tak, jak alianci odpowiedzieli w latach 1939-1945 na agresję nazistowskich Niemiec. Wkraczając na terytorium wroga i przenosząc tam działania wojenne. Przez dwa i pół roku wojny zginęło – jak się szacuje – około 70 tysięcy mieszkańców Gazy. To jest około 3,5% jej populacji. Z czego duża część to bojownicy. Pomijając może jednostkowe przypadki zbrodni wojennych zdarzających się w każdej wojnie, zabici cywile byli ofiarami działań toczonych przeciwko siłom zbrojnym agresora, a nie ludźmi specjalnie mordowanymi. Tak, jak zabici Niemcy poddczas II wojny światowej – szacuje się, że zginęło wtedy od 1,5 do 3 miliona niemieckich cywilów. Nikt nie uznaje tego za ludobójstwo mimo ogromnej liczby ofiar, bo wszyscy zdają sobie sprawę, że celem aliantów nie była eksterminacja Niemców.
I tak samo celem Izraela nie jest eksterminacja Palestyńczyków. Gdyby tak było, zginęłoby o wiele więcej mieszkańców Gazy. Setki tysięcy. Izrael ma do tego odpowiednie środki. Mógłby zrównać Gazę z ziemią. Nie wzywano by Gazańczyków do ewakuacji z terenów, na których prowadzone były walki. I Izrael nie czekałby na napaść ze strony Gazy, tylko sam aktywnie by zaatakował.
I przede wszystkim w samym Izraelu nie mieszkałoby w pokoju około dwóch milionów obywateli arabskich, z pełnymi prawami i reprezentacją w parlamencie.
Nazywanie działań wojennych Izraela podjętych w odpowiedzi na zbrodniczą napaść na ten kraj 7 października 2023 r. ludobójstwem to tak, jak nazywanie w 1945 roku ludobójstwem działań wojennych aliantów przeciwko Hitlerowi.
Ci, co napisali ten list i się pod nim podpisują niczym nie różnią się od ludzi (powiedzmy mieszkających w neutralnej Szwecji czy Szwajcarii), którzy pod koniec II wojny światowej, w imię zaprzestania „ludobójstwa” Niemców potępiali by nie nazistów, ale tych, którzy z nimi walczą i domagali się zerwania współpracy z tymi, którzy nie sprzeciwiają się polityce aliantów. To są ludzie barbarzyństwa, a nie ludzie kultury.

Upolitycznianie sztuki

wtorek, 19 maja, 2026

Poseł Prawa i Sprawiedliwości Michał Woś zamieścił na Facebooku wpis, z którego można domniemywać, że nie podoba mu się, że polskie jury na konkursie Eurowizji przyznało 12 punktów piosenkarzowi z Izraela i przyznało też punkty wykonawcy z Ukrainy w sytuacji, gdy jurorzy z Izraela i Ukrainy nie przyznali punktów piosenkarce z Polski.
Pan Woś (i większość komentujących jego wpis: „Znowu wyszliśmy na kretynów ale i tak niczego to Polaków nie nauczy”, „Banda sługusów i zdrajców!!!”, „Który to już raz. Domniemam, iż to jury to tylko z nazwy polskie”, „W ogóle nie powinniśmy brać udziału w tej farsie”, „Gdybysmy kiedyś potrzebowali pomocy, to pomogą w ten sam sposób”, „Taki szacunek mają dla nas, ale my i tak niczego się nie nauczymy”, „Dwa kopniaki w tyłek pokazujące szacunek dla PL”, „Znowu jesteśmy frajerami. Długo jeszcze!”) zdaje się tu sugerować, że punkty i co za tym idzie nagrody na muzycznym konkursie Eurowizji powinny być przyznawane według kryterium politycznego, na zasadzie wzajemności: przyznajemy punkty piosence z danego kraju tylko wtedy, gdy oceniający z tego kraju przyznają je „naszym”. Czyli jurorzy nie powinni kierować się (oczywiście, subiektywnie ocenianą) wartością artystyczną utworu i jego wykonania, ale przewidywanymi sympatiami jurorów z kraju ocenianego wykonawcy – a może nawet wcześniej zawierać z nimi porozumienia: my wam damy minimum tyle a tyle punktów, a wy dacie tyle nam. Takie handlowanie punktami.
Bo nie chodzi o to, by nagradzać najlepszych, ale by nagradzać naszych.
To, że nie ma to wiele wspólnego z ideą konkursu muzycznego i uczciwością, jakoś panu Wosiowi umyka.
A może po prostu nie lubi Izraelczyków i Ukraińców, i nieprzyznanie punktów polskiej piosence przez jurorów z tych krajów to dla niego tylko uzasadnienie tej niechęci?
Z nieco innych powodów przyznanie przez polskie jury maksymalnej oceny dla wykonawcy z Izraela skrytykowała pani Aleksandra Kwaśniewska. Córka byłego prezydenta stwierdziła, że to tak, jakby wyrazić poparcie dla Benjamina Netanjahu „i jego zbrodniczych działań”. Czyli znowu – powinny decydować kryteria polityczne. Noam Bettan, nawet gdyby zaśpiewał genialnie, nie powinien dostać najwyższej oceny, bo zdaniem pani Kwaśniewskiej ma niewłaściwe obywatelstwo czy też narodowość – jest Izraelczykiem, a działania izraelskiego rządu i jego premiera w związku z wojną zapoczątkowaną napaścią na ten kraj nie podobają się wielu ludziom na świecie.
Ciekawe, co Aleksandra Kwaśniewska powiedziałaby, gdyby to Polak zaprezentował tam dobry utwór, a jurorzy z innych krajów Europy postanowili przyznać mu zero punktów, bo np. polskie państwo ogranicza prawa kobiet (pani Kwaśniewska publicznie krytykowała zaostrzenie przepisów antyaborcyjnych)? Może gdyby premierem był akurat polityk PiS, faktycznie przyklasnęłaby tej decyzji?
Mam wrażenie, że dla wielu konkurs Eurowizji stał się areną rywalizacji nie artystów, ale narodów i ich rządów. I jest dla nich „normalne”, że występujących tam wykonawców powinno oceniać się pod kątem sympatii i antypatii do ich narodu i rządu. Mam do nich pytanie: czy dotyczy to też innych nagród i konkursów w inych dziedzinach? Czy pierwsze miejsce w Konkursie Chopinowskim dla Erica Lu to było poparcie dla USA i polityki Donalda Trumpa? A pierwsze miejsce dla Julii Awdiejewej w 2010 roku było poparciem dla Rosji i Władimira Putina? Czy Oskar dla Asghara Farhadiego za najlepszy film międzynarodowy w 2016 roku (reżysera notabene nie wpuszczono do USA na ceremonię wręczenia nagród) był nagrodą dla reżimu ajatollahów w Iranie? A literacka nagroda Nobla dla Laszlo Krasznahorkaia była wyrazem poparcia dla Viktora Orbana? Jeśli nie, to czemu w przypadku Eurowizji ma być inaczej?