Ewolucja socjalizmu
13 kwietnia, 2009
Jak dla mnie, niezwykle trafne. Znalezione tutaj.

Jak dla mnie, niezwykle trafne. Znalezione tutaj.
Jeśli jest coś, w czym polski rząd może być prawie najgorszy na świecie, to jest to wykorzystywanie tzw. technologii informacyjno-komunikacyjnych (ICT), czyli Internetu i tego, co jest z nim związane. Światowe Forum Ekonomiczne ogłosiło właśnie coroczny Global Information Technology Report z rankingami Networked Readiness Index (można to tłumaczyć jako indeks potencjału internetowego). Sumarycznie Polska zajęła w nich 69. miejsce (m. in. za Rumunią i Ukrainą), pogarszając pozycję w stosunku do zeszłego roku o siedem miejsc, co odbiło się należytym echem w polskiej prasie i portalach. Warto jednak wiedzieć, co jest główną przyczyną tak niskiej pozycji naszego kraju. Otóż zdecydowanie najgorzej Polska wypadła w tych rankingach, które związane są z panującą nam władzą. Na szczególną zaś uwagę zasługuje 127. miejsce – na 134 sklasyfikowane kraje – pod względem wykorzystywania technologii informacyjno-komunikacyjnych przez rząd, czyli zarówno dostępności rządowych usług oraz informacji w sieci, jak i obecności tych technologii w urzędach oraz tego, w jaki sposób poprawiają one efektywność ich pracy (a także skuteczności rządowych programów promocji ICT). Za Polską znalazły się jedynie kolejno, proszę zapamiętać: Ekwador, Bośnia, Bangladesz, Nepal, Paragwaj, Surinam i Zimbabwe. Ósme miejsce od końca w tym rankingu to wyczyn wart zapamiętania. Jak widać, rządzą nami godni następcy króla Ćwieczka.
Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk… przepraszam, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji postanowiła nałożyć karę na TVN za emisję programu „Rozmowy w toku”, zaliczając go do programów zawierających sceny lub treści „mogących mieć negatywny wpływ na prawidłowy fizyczny, psychiczny lub moralny rozwój małoletnich”, a więc takich, które mogą być emitowane jedynie pomiędzy przed godziną szóstą rano lub po godzinie dwudziestej trzeciej wieczorem. Jak powiedział przewodniczący KRRiTV Witold Kołodziejski, na decyzję o wysokości wymierzonej kary (grozi do 510 tysięcy złotych) może mieć znaczący wpływ jeden z ostatnich odcinków programu, dotyczący aborcji.
Czy w Biblii można znaleźć stwierdzenie, którego fałszywość została dowiedziona empirycznie? Ci, którzy uważają Biblię za tekst w całości natchniony przez Boga odpowiedzą zapewne, że jest to niemożliwe. Jednak jest pewien fragment Biblii, którego fałszywość bije wręcz w oczy. Jest to trzynasty rozdział Listu do Rzymian:
„Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc przeciwstawia się władzy – przeciwstawia się porządkowi Bożemu. Ci zaś, którzy się przeciwstawili, ściągną na siebie wyrok potępienia. Albowiem rządzący nie są postrachem dla uczynku dobrego, ale dla złego. A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę. Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga, [prowadzącym] ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle. Należy więc jej się poddać nie tylko ze względu na karę, ale ze względu na sumienie”.
Oczywista fałszywość tezy, że rządzący są postrachem jedynie dla tych, którzy czynią źle, a ten, kto czyni dobrze nie ma powodu obawiać się władzy i otrzyma od niej pochwałę, została dowiedziona wielokrotnie – począwszy od samego jej autora, świętego Pawła, uwięzionego i skazanego na śmierć przez władze rzymskie, a także od wielu adresatów jego listu, z których wielu było prześladowanych i mordowanych mimo iż starali się być posłusznymi obywatelami i nie występowali przeciwko „ustanowionej przez Boga” władzy cesarza Nerona. Przez stulecia rządzący masowo mordowali niewinnych ludzi, własnych poddanych i obywateli. Chrześcijan i niechrześcijan. Tych pierwszych często właśnie za to, że byli chrześcijanami – w cesarstwie rzymskim zdarzało się to do IV wieku n. e. (za „ustanowionego przez Boga” cesarza Waleriana kara śmierci groziła za samo sprawowanie kultu chrześcijańskiego, wykonano ją między innymi na papieżu Sykstusie II), w Japonii w okresie od XVII do XIX wieku (z polecenia „ustanowionej przez Boga” władzy chrześcijan torturowano w dołach z parzącymi oparami, krzyżowano i palono na stosach), w Korei Północnej czy Chinach do dziś. Jednak ofiary tych prześladowań to oczywiście tylko drobny ułamek ogółu niewinnych ofiar „ustanowionych przez Boga” władz.
Znany reżyser, poseł Kazimierz Kutz pokazał, że nieobce jest mu słówko „leseferyzm”. Użył go mianowicie w swoim felietonie. Szkoda tylko, że przed użyciem nie pofatygował się sprawdzić jego znaczenia. Bo trudno inaczej wytłumaczyć fakt nazwania „pomnikiem leseferyzmu”… katowickiego dworca kolejowego. Budowli wybudowanej w PRL, za państwowe pieniądze, a teraz stanowiącej niszczejącą własność państwowej, działającej w warunkach praktycznego monopolu spółki, jaką jest PKP S.A.
Pewna przedsiębiorcza wschodnioeuropejska piętnastolatka w Wielkiej Brytanii postanowiła szybko zarobić duże pieniądze. W tym celu udała się do lokalnej agencji towarzyskiej, nakłamała, że ma osiemnaście lat (w czym pomógł jej dojrzalszy niż przeciętnie wygląd) i przez dwa miesiące pracowała tam jako luksusowa prostytutka, zarabiając łącznie około 14000 funtów (trzy i pół raza tyle, ile wynosi średnia płaca w Wielkiej Brytanii). Po czym cała sprawa wyszła na jaw – dzięki nauczycielowi, który przeszukał jej torbę. Dziewczyna musiała pożegnać się z wizją zarabiania ponad 80 tysięcy funtów rocznie, trafiła pod kuratelę urzędników do spraw ochrony dzieci, a jej rodzice zostali chwilowo zatrzymani jako podejrzani do nakłaniania córki do prostytucji – jednak podejrzenia te się nie potwierdziły i szybko zwolniono ich bez postawienia zarzutu.
Ekonomista z Centrum Adama Smitha, pan Andrzej Sadowski, sygnatariusz aktu założycielskiego Ruchu Polityki Realnej (poprzednika UPR), wojujący liberał, stwierdził w wypowiedzi do „Dziennika”, że planowane rządowe dopłaty (w formie nieoprocentowanych pożyczek) do rat kredytów hipotecznych spłacanych przez osoby, które straciły pracę to działania jałowe i marnowanie publicznych pieniędzy. Uzasadnienie tego twierdzenia jest następujące: „Rządowe dopłaty będą pochodziły z Funduszu Pracy, który jest tworzony z części składek płaconych do ZUS. Więc tak na dobrą sprawę ci, którym rząd pomaga, sami się na ten fundusz wcześniej składali”.
Czyli zdaniem pana Sadowskiego (chyba, że dziennikarz przekręcił jego wypowiedź, bo te ostatnie zdania nie są w oryginale wzięte w cudzysłów) to, że pieniądze wcześniej przymusowo zabrane ludziom w oficjalnym celu m. in. łagodzenia skutków bezrobocia (bo takie jest przeznaczenie Funduszu Pracy) mają do nich wrócić – choćby w formie pożyczek – po to, by owe skutki bezrobocia złagodzić jest tych pieniędzy marnowaniem. Idąc dalej tym tokiem rozumowania, można by stwierdzić, że wypłacanie ludziom emerytur przez ZUS czy OFE też jest marnowaniem pieniędzy, bo przecież ci, którzy je dostają, sami się na nie wcześniej (przymusowo) składali. Jak również marnowaniem pieniędzy jest refundacja kosztów leczenia przez NFZ – bo przecież pacjenci sami się na nie wcześniej składali w postaci (przymusowej) składki zdrowotnej…
Google zwróci się do Komisji Europejskiej o przyznanie mu statusu doradczego w postępowaniu, jakie Komisja prowadzi przeciwko Microsoftowi w sprawie zmuszenia tego ostatniego do umożliwienia użytkownikom wyboru instalacji przeglądarek internetowych konkurencji (m. in. Google Chrome) podczas instalowania systemu operacyjnego Windows.
Ciekawe, czy Google, dbając o konkurencję, spowoduje, żeby adres www.google.com prowadził nie bezpośrednio do wyszukiwarki Google, ale do strony z linkami prowadzącymi do wyszukiwarek konkurencji, w tym Live Search? Wszak dominacja Google wśród wyszukiwarek jest zbliżona do dominacji Internet Explorera wśród przeglądarek, a użytkownik przecież musi mieć wybór, i to już na starcie…
A jeśli Google uważa na wzór pewnego bohatera powieści Sienkiewicza, że zły uczynek jest wtedy, gdy Microsoft nie proponuje Google, ale jeśli Google nie proponuje Microsoftu, to dobry uczynek – to czy doczekamy się sytuacji, gdy to Microsoft zwróci się do KE o przyznanie mu statusu doradczego w postępowaniu przeciwko Google?
Posłowie PiS zgłosili projekt zmiany w ustawie o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych – chcą, by został tam dodany ustęp w brzmieniu:
„Flagę państwową Rzeczypospolitej Polskiej podnosi się na budynkach lub przed budynkami mieszkalnymi oraz stanowiącymi miejsca prowadzenia działalności gospodarczej – z okazji uroczystości oraz rocznic i świąt państwowych”.
Obecnie obowiązek podnoszenia flagi z okazji uroczystości oraz rocznic i świąt państwowych dotyczy jedynie siedzib albo miejsc obrad organów administracji rządowej i innych organów państwowych oraz państwowych jednostek organizacyjnych, a także organów jednostek samorządu terytorialnego i samorządowych jednostek organizacyjnych. Posłowie PiS chcą, by taki obowiązek został rozszerzony również na budynki prywatne. Sprawozdawca projektu, poseł Arkadiusz Czartoryski, uspokaja, że ma mieć to charakter wychowawczy, a karanie za niewywieszenie flagi byłoby absurdem.
Jeśli ktoś nie widzi gołym okiem, że wolność gospodarcza w Polsce jest bardzo ograniczona i nie ma mowy o żadnym wolnym rynku, może zajrzeć do corocznego Indeksu Wolności Gospodarczej Fundacji Heritage i przekonać się, że nasz kraj zajmuje tam mało zaszczytne 82. miejsce (na 179), w końcówce szeregu państw „umiarkowanie wolnych” i zaledwie dwa miejsca od punktu, gdzie zaczynają się państwa „w większości pozbawione wolności”. Z państw europejskich za Polską są jedynie Czarnogóra, Serbia, Chorwacja, Mołdawia, Bośnia, Rosja, Ukraina i Białoruś. Pod względem wolności gospodarczej jesteśmy najgorsi w całej Unii Europejskiej. W takich szczegółowych kategoriach składających się na ranking, jak swoboda prowadzenia biznesu, wolność od obciążeń podatkowych, swoboda rynku pracy oraz rozrost rządu (mierzony procentem produktu krajowego brutto wydawanego przez państwo) Polska znajduje się nawet poniżej średniej światowej.