Ostateczne rozwiązanie problemu nienawiści

27 lipca, 2011

Bartłomiej Kozłowski zwrócił mi uwagę na inicjatywę Stowarzyszenia przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii „Otwarta Rzeczpospolita”, zmierzającą do zmiany treści art. 256 § 1 Kodeksu karnego. Artykuł ten przewiduje obecnie karę dla tego, kto „propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość”. Wkrótce, zgodnie z projektem posłów SLD znajdującym się aktualnie w sejmowej Komisji Nadzwyczajnej do zmian w kodyfikacjach, kara może grozić temu, kto „publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub wywołuje albo szerzy nienawiść lub pogardę na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, płeć, tożsamość płciową, wiek, niepełnosprawność bądź orientację seksualną”.
Inicjatywa „Otwartej Rzeczpospolitej” idzie znacznie dalej. Według nich karze powinien podlegać ten, kto „publicznie rozpowszechnia informacje, które mogą doprowadzić do propagowania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa, albo szerzenia nienawiści lub pogardy na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, płeć, tożsamość płciową, wiek, niepełnosprawność bądź orientację seksualną”. Czyli karalne powinno być już nie tylko samo propagowanie totalitarnego ustroju lub „szerzenie nienawiści lub pogardy”, ale również publiczne rozpowszechnianie wszelkich informacji, które mogą kogoś zainspirować do takich zachowań.

Dwa cytaty

21 lipca, 2011

„Prawo do głosowania powinno być kwalifikowane. Znaczy to, że ma być poprzedzone swoistym testem obywatelskim. Obywatel, żeby zagłosować, musi posiadać pewną ilość wiedzy i ponosić jakąś ofiarę na rzecz dobra wspólnego: czytać gazety, oglądać serwisy informacyjne… Ci, którym się tego nie chce (…) głosować nie powinni”.
(Jacek Żakowski w wywiadzie dla „Super Expressu”, 2011 r.).

„Według stanu prawnego na dzień dzisiejszy oglądanie programów informacyjnych nie jest obowiązkowe. Jednakże za przebywanie w fotelu przed ekranem w czasie trwania tych programów przyznawane są punkty dodatnie, pod warunkiem jednakże, iż oglądający nie zamyka oczu”.
(Janusz A. Zajdel, Paradyzja, 1984 r.).

Kingi Dunin hołd dla przymusu

20 lipca, 2011

Pani Kinga Dunin napisała ostatnio, że podatki są fajne. Bo „obniżanie podatków jest działaniem wspierającym egoistyczny indywidualizm, a ich podnoszenie, szczególnie dla najbogatszych, jest prowspólnotowe”.
Czyli – zdaniem Pani Kingi – im mniej podatków, tym mniej wspólnoty, a więcej egoistycznego indywidualizmu. I odwrotnie – im więcej podatków, tym więcej wspólnoty, a mniej egoistycznego indywidualizmu. Idąc w ślad za tym rozumowaniem – społeczność, w której podatki nie istnieją nie jest w ogóle wspólnotą, tylko zbiorem egoistycznych indywiduów. Za to społeczność, w której podatki są maksymalnie wysokie jest wspólnotą w najwyższym możliwym stopniu.
Podatki, oczywiście, są – przynajmniej „w takim świecie, jaki jest”, mówiąc słowami Pani Kingi – przymusowe. To nie dobrowolne składki, ofiary ani opłaty za usługi. Wszyscy wiemy, że jeśli ktoś nie chce płacić podatków, to grozi mu ściągnięcie ich pod przymusem, a dodatkowo kara. Może nawet trafić do więzienia.
Czyli – jak widać – tym, co konstytuuje wspólnotę w oczach Pani Kingi, jest przymus. Przymus w jego najpospolitszej formie groźby odwołującej się do zwykłej fizycznej przemocy: w tym przypadku komornika, policyjnych kajdanek i więziennych krat. Im więcej przymusu, tym więcej wspólnoty. Myśl, że wspólnota może opierać się na dobrowolnych relacjach międzyludzkich i dobrowolnie przyjmowanych wartościach wydaje się w ogóle nie przychodzić jej do głowy. Przeciwnie – wymieniane przez nią przykłady takich relacji i wartości, jak rynek czy „anachroniczna tradycja” nie tworzą według niej autentycznej wspólnoty, ograniczają „nasze możliwości rozwoju”. „Coraz większa sfera naszego życia, skolonizowana przez rynek, traci charakter moralny”, a „silne forsowanie tradycyjnych wzorów stanowi poważną barierę na drodze do stworzenia autentycznych wspólnot”.

Propozycja dla koncernów tytoniowych

18 lipca, 2011

Choć nie palę, wkurzają mnie te wszystkie obowiązkowe ostrzeżenia na paczkach papierosów, w rodzaju „Palenie zabija”, „Palenie poważnie szkodzi Tobie i osobom w Twoim otoczeniu”, „Palacze tytoniu umierają młodziej”, „Palenie tytoniu może zmniejszyć przepływ krwi i powodować impotencję”, „Palenie tytoniu powoduje śmiertelnego raka płuc”, „Palenie tytoniu może spowodować powolną i bolesną śmierć” i tak dalej. Takie przymusowe pouczanie ludzi chcących sobie zapalić papierosa, w dodatku w tonie nachalnej propagandy, jest poniżające. Bo pokazuje im, że są traktowani jak niedojrzałe głupiutkie dzieci, albo wręcz własność państwa, które – czy tego chcą, czy nie chcą – nachalnie interesuje się ich stanem zdrowia.  Poniżające jest też zmuszanie producentów papierosów – bez względu na to, jakimi egoistycznymi kapitalistycznymi świniami mogliby być – do finansowania za własne pieniądze kampanii odstraszającej od kupowania ich produktów, tylko dlatego, że podoba się tak jakimś misjonarzom zdrowego trybu życia. To tak, jakby producenci samochodów byli zobowiązani do malowania na nich napisów „Jadąc samochodem ryzykujesz wypadek”. Albo jakby rzeźnicy musieli pakować mięso w torby promujące wegetarianizm.

Cesarz powinien paradować nagi

14 lipca, 2011

Rząd chce ograniczyć dostęp do informacji publicznej. Do Sejmu wpłynął właśnie projekt nowelizacji dotychczasowej ustawy regulującej tę kwestię, przewidujący, iż:
„Prawo do informacji publicznej w zakresie:
1) stanowisk, opinii, instrukcji lub analiz sporządzonych przez lub na zlecenie Rzeczypospolitej Polskiej, Skarbu Państwa lub jednostki samorządu terytorialnego, na potrzeby:
a) dokonania rozstrzygnięcia lub złożenia oświadczenia woli w procesie gospodarowania mieniem Skarbu Państwa lub jednostek samorządu terytorialnego, w tym komercjalizacji i prywatyzacji tego mienia,
b) postępowań przed sądami, trybunałami i innymi organami orzekającymi, z udziałem Rzeczypospolitej Polskiej, Skarbu Państwa lub jednostek samorządu terytorialnego,
2) instrukcji negocjacyjnych oraz uzgodnionych projektów umów międzynarodowych w rozumieniu ustawy z dnia 14 kwietnia 2000 r. o umowach międzynarodowych (Dz. U. Nr 39, poz. 443, z 2002 r. Nr 216, poz. 1824 oraz z 2010 r. Nr 213, poz. 1395),
3) instrukcji negocjacyjnych dla przedstawicieli organów administracji rządowej uczestniczących w pracach Rady Europejskiej oraz Rady Unii Europejskiej i jej organów przygotowawczych
– podlega ograniczeniu do czasu odpowiednio dokonania ostatecznego rozstrzygnięcia, złożenia oświadczenia woli w procesie gospodarowania mieniem, ostatecznego zakończenia postępowania lub podpisania umowy międzynarodowej, ostatecznego zakończenia prac nad daną kwestią w Radzie Europejskiej oraz Radzie Unii Europejskiej i jej organach przygotowawczych, ze względu na ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa”.
Inaczej mówiąc, obywatele nie mają prawa wiedzieć, jakie stanowisko zajmuje i do czego tak naprawdę dąży władza negocjując umowy międzynarodowe, dyrektywy unijne czy sprzedając państwowy – teoretycznie wspólny – majątek. Jeśli nowelizacja wejdzie w życie, będą mogli się dowiedzieć dopiero po wszystkim – jak już dany kawałek majątku zostanie sprzedany, podpisana umowa będzie oczekiwać na ratyfikację, a Rada UE przyjmie dyrektywę nakazującą zmienić polskie prawo w określony sposób.

ABW właściwa do wszystkiego?

11 lipca, 2011

Prokuratura Rejonowa w Sieradzu odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy ABW i prokuratora w związku z przeszukaniem mieszkania i zatrzymaniem laptopa oraz dysków twardych należących do Roberta Frycza, autora strony Antykomor.pl. Według prokuratury, było to zgodne z art. 21 ust. 2 ustawy o ABW i Agencji Wywiadu, który dopuszcza możliwość wykonywania przez ABW czynności na polecenie prokuratora w zakresie określonym w Kodeksie postępowania karnego.
Rzeczywiście, wspomniany artykuł dopuszcza taką możliwość. Ale równocześnie art. 21 ust. 3 tejże samej ustawy stanowi, że „funkcjonariusze ABW wykonują czynności tylko w zakresie właściwości tej Agencji i w tym zakresie przysługują im uprawnienia procesowe policjantów, wynikające z przepisów Kodeksu postępowania karnego”. Również art. 313 ust. 1 kodeksu postępowania karnego stanowi, iż uprawnienia policji przysługują organom ABW „w zakresie ich właściwości”. A co do właściwości ABW, to art. 1 ustawy o ABW i Agencji Wywiadu określa wyraźnie, iż ABW jest właściwa „w sprawach ochrony bezpieczeństwa wewnętrznego państwa i jego porządku konstytucyjnego”.
Jaki z tego wniosek? Ponieważ przeszukanie mieszkania i zatrzymanie sprzętu komputerowego Roberta Frycza dokonane zostały w ramach śledztwa w sprawie znieważenia Prezydenta RP, to wynika z tego, że zdaniem Prokuratury Rejonowej w Sieradzu czynności podejmowane w ramach śledztwa w takiej sprawie jak najbardziej mieszczą się w zakresie właściwości ABW. Inaczej mówiąc, Prokuratura Rejonowa w Sieradzu zaliczyła znieważanie Prezydenta RP do przestępstw zagrażających bezpieczeństwu wewnętrznemu państwa lub jego porządkowi konstytucyjnemu. Co więcej, jak wynika z wypowiedzi prokuratora dla PAP, stanowisko prokuratury jest „zbieżne ze stanowiskiem sądu, który rozstrzygał zażalenie na tę czynności postępowania”.

Blogerzy, uciekajcie z Polski

4 lipca, 2011

Administrator Blox.pl (platformy blogowej należącej do Agora SA) zablokował blog FoxMuldera – popularny i być może znany niektórym z odwiedzających tę stronę blog poświęcony głównie (ale nie tylko) polityce międzynarodowej. Powodem były wpisy dotyczące Rafała Pankowskiego, działacza Stowarzyszenia „Nigdy Więcej” – stanowiące właściwie obszerne cytaty z oryginalnych materiałów znajdujących się na stronie Phalanx.pl, sugerujących, że ten znany wróg nazizmu i faszyzmu w młodości „hajlował”, a obecnie współpracuje ze środowiskami skrajnie lewicowymi, w tym komunistami. Według samego Pankowskiego oraz jego stowarzyszenia są to „wyssane z palca absurdalne oskarżenia”, a sfotografowany gest opisywany jako taki, który „sam określa jako faszystowskie pozdrowienie” jest w rzeczywistości gestem „pozdrowienia antyfaszystów z czasów hiszpańskiej wojny domowej”.
Trudno jest jednoznacznie stwierdzić, czy materiały zawarte na Phalanx.pl zawierają prawdę, czy też nie. Faktem jest, że autorzy podają sporo źródeł, na których oparli swoje twierdzenia dotyczące współpracy Rafała Pankowskiego ze skrajną lewicą, w tym komunistami. Faktem jest zdjęcie, na którym widać młodego Rafała Pankowskiego (nikt temu nie zaprzeczył) z uniesioną zaciśniętą pięścią i że gest wygląda dość podobnie jak ten z imprezy Młodzieży Wszechpolskiej. Możliwe jednak, że faktycznie pozdrowienie antyfaszystowskie wygląda podobnie do wszechpolskiego. Mimo że jeden z wpisów wisi już od września 2010 r., to sprawa jak dotąd nie trafiła na drogę postępowania sądowego (choć Stowarzyszenie „Nigdy Więcej” to zapowiada). Trudno więc zawczasu rozstrzygnąć, czy istotnie treści na Phalanx.pl (jak i te na blogu FoxMuldera) naruszają czyjeś dobra osobiste czy też są zniesławieniem.

Instalacje artystyczne zamiast domów

29 czerwca, 2011

Dwie informacje:
Pierwsza: „W 2006 roku Waldek Deska, znany muzyk reggae (współzałożyciel zespołu DAAB) wybudował na swej działce pod Kazimierzem domek (szopę z desek) za 10 tys. zł, w której zamieszkał wraz z żoną. Urzędnicy uznali to za samowolę budowlaną i wydali nakaz rozbiórki”. Waldek wciąż walczy o to, by nie zburzono mu domu.
I druga: „Najwęższy dom, jeśli nie świata, to Polski, wciśnie się między punktowiec i kamienicę na Woli, w najszerszym miejscu – 152 cm. To będzie pracownia m.in. izraelskiego pisarza Etgara Kereta. (…) To insert, dom niemożliwy – powtarza jego pomysłodawca i projektant, architekt Jakub Szczęsny. – Niezgodny z przepisami budowlanymi i przeciwpożarowymi, możliwy do zrealizowania tylko jako instalacja artystyczna, do czasowego w niej przebywania. (…) Stołeczny ratusz też jest zachwycony. Wsparł wczoraj ideę najwęższego domu kwotą 150 tys. zł (brakującą resztę wyłożą sponsorzy). Do listopada powstanie pracownia nie tylko dla Etgara Kereta, ale „szczelina pracy twórczej” dla osób z różnych dziedzin kultury, którzy mają w niej rezydować. Na chwałę sztuki, Warszawy, przyjaźni polsko-izraelskiej i z innymi narodami też”.

Polityka dokopywania

27 czerwca, 2011

„Netyści chcą wprowadzić Polskę w 21 wiek. Chcemy zreformować politykę, państwo, preferencje społeczeństwa – od czego powinniśmy zacząć REFORMĘ POLSKIEGO SKANSENU?” – tak brzmi tytuł krążącej na Facebooku otwartej ankiety rozpisanej przez ruch Netystów. Netyści są, jak sami piszą, „ruchem społeczno-politycznym zainicjowanym spontanicznie w Internecie przez grupę osób zróżnicowaną pod względem zawodowym, światopoglądowym i religijnym, którym nie jest obojętne to co dzieje się w otaczającej nas rzeczywistości”. Ci ambitni ludzie chcieliby „wypracować i wdrożyć w życie radykalnie nowy, progresywny sposób uprawiania polityki”, a „gospodarowanie państwem oprzeć na nowoczesnych metodach zarządzania, długoterminowych celach oraz nowym sposobie rozumienia społeczeństwa jako inicjatora i reżysera zmian”. Na swojej facebookowej stronie wymieniają szereg swoich postulatów, wśród których między innymi są: „dominacja konkretnych, ponad-instytucjonalnych powiązań (sieci) między jednostkami, grupami lokalnymi, społecznościami wirtualnymi, samorządami, ngo’sami itp., ponad centralistycznymi i hierarchicznymi organizacjami biurokratycznymi”; „demokracja realna, a nie formalna – dążenie do autentycznych, przejrzystych i do bólu uczciwych form życia politycznego – na wszystkich szczeblach społeczeństwa”; „całkowita równość wszystkich podmiotów politycznych”; „e-Demokracja – demokracja za pomocą Internetu – jako główny (ale nie jedyny!) system rządzenia i podstawowe narzędzie organizowania życia politycznego”; „pełna wolność jednostek – zasada: co nie jest zabronione – jest dozwolone”; „wysoka jakość życia – społeczeństwo tworzące warunki dla rozwoju materialnego, społecznego i psychicznego maksymalnej liczby ludzi”; „e-Administracja (e-Państwo) – administracja świadcząca usługi publiczne z pomocą Internetu – w sposób szybki, profesjonalny, przyjazny, a także bez inwigilacji”; „radykalne uproszczenie prawa”. No ale skoro e-Demokracja, to Netyści uczciwie rozpisali ankietę wśród użytkowników Facebooka, żeby zorientować się, czego tak naprawdę ludzie chcą i jakie konkretne reformy uważają za najpilniejsze. W ankiecie tego rodzaju można dopisywać samemu odpowiedzi jakie się chce, więc raczej nie należy sądzić, by była manipulowana.
No i po miesiącu odpowiadania na ankietę są już pierwsze wyniki. Od czego zdaniem ankietowanych – w praktyce w większości zapewne samych Netystów oraz ich znajomych – należy rozpocząć reformę „polskiego skansenu”? Od zmian w ordynacji wyborczej, reformy finansów państwa, systemu ubezpieczeń społecznych, walki z korupcją, odsunięcia nieudolnych polityków? Bynajmniej. Od reform gospodarczych, ułatwienia życia przedsiębiorcom, a może od reform socjalnych? Nie. Od zmian w zakresie polityki zagranicznej? Także nie. Od obrony i poszerzania wolności obywatelskich, na przykład wolności słowa, wolności w Internecie, walki z inwigilacją? A skąd. Postulatem, który zdobył największe poparcie jest opodatkowanie kościołów. Okazuje się, że ankietowanych najbardziej boli nie to, że sami muszą płacić wysokie podatki, że ceny w sklepach rosną, że mają problemy ze znalezieniem pracy, a własny biznes to droga przez mękę z biurokracją. Nie to, że państwowa służba zdrowia i sądownictwo są niewydolne, poziom nauczania w państwowych szkołach jest niski, koleje jeżdżą wolniej niż sto lat temu, a z obietnic budowy autostrad zostały nici. Nie naruszenia wolności słowa, groźby cenzury Internetu, inwigilacja. Nie to, że deficyt budżetu państwa jest rekordowo wysoki, a miliardy lekką ręką wydawane są na budowę stadionów na jednorazowe futbolowe igrzyska. Nie brak jakiejkolwiek – nawet politycznej, nie mówiąc o finansowej i karnej – odpowiedzialności polityków za szkody wyrządzane przez ich działania. Najbardziej boli to, że kościoły – w tym zapewne przede wszystkim Kościół katolicki – nie płacą podatków. Nie płacą ich podobnie jak wiele innych organizacji społecznych – stowarzyszeń czy fundacji przeznaczających dochody na określone cele statutowe – ale to ostatnie nikomu z ankietowanych już nie przeszkadza.

Sieć neutralna czy wolna?

22 czerwca, 2011

Jednym z tematów poruszanym na wczorajszym spotkaniu „Dialog Środowiska Cyfrowego” w Ministerstwie Infrastruktury, w którym miałem okazję uczestniczyć, była tzw. neutralność sieci. Chodzi w skrócie o to, czy dostawcy dostępu do Internetu powinni mieć swobodę różnicowania warunków dostępu (np. przepustowości, ceny) do zasobów znajdujących się w sieci (w szczególności różnicowania warunków dostępu do podobnego typu zasobów udostępnianych przez różne podmioty – np. różnych stron internetowych czy usług video-on-demand), czy też powinni być zobowiązani do oferowania równego dostępu do tych zasobów. O ile nikt nie wydawał się kwestionować swobody dostawców dostępu w różnicowaniu warunków dostępu w oparciu o typ usługi (np. priorytetyzacji określonego typu ruchu – takiej jak dawanie pierwszeństwa pakietom telefonii internetowej – czy ograniczania przepustowości dla transmisji wideo mogącej w innym przypadku „zapchać” łącza operatorów komórkowych), o tyle kontrowersje wzbudziła swoboda różnicowania warunków dostępu dla tego samego typu ruchu, w oparciu o adres zasobu. Część uczestników spotkania opowiedziała się tu za uregulowaniami prawnymi, które powinny tego ostatniego zakazać.