Solidarność
27 stycznia, 2012Lewica, prawica, anarchiści, zieloni, kibole, ONR, Antifa, kluby „Gazety Polskiej”, Kongres Nowej Prawicy, UPR, KoLiber, Młodzi Konserwatyści, Młodzież Wszechpolska, NSZZ „Solidarność”, palikotowcy, pisowcy, sympatycy ojca Rydzyka, libertarianie (pewnie gdzieś tam byli), członkowie stowarzyszeń obywatelskich i niezrzeszeni. Razem przeciwko władzy. Poczułem się jak w 1988 roku. Młodszy o ponad 20 lat.
Kto ch**** wojuje, od ch*** ginie
25 stycznia, 2012„To cienki żart napisać „Hołdys to ch…” i wkleić to 50 razy (…) Nie jest tak, że myślę o kimś, że jest bęcwałem i mu to piszę na stronie. Moje komentarze w sieci to zawsze reakcja” – stwierdził Zbigniew Hołdys w wywiadzie dla TOK FM, krytykując internautów obrzucających go obelgami za poparcie układu ACTA.
Ten sam Zbigniew Hołdys, który kiedyś nazwał na Facebooku Jarosława Kaczyńskiego „posrańcem” i „ponurym średniowiecznym chujem”.
PrzeSadziLi
23 stycznia, 2012Wicepremier Waldemar Pawlak na dzisiejszej konferencji prasowej „”dużą przesadą” nazwał przyjęcie (w zeszłej kadencji) rozwiązań zawartych w zaproponowanej przez prezydenta ustawie, która pozwala na wprowadzenie stanu wojennego, wyjątkowego lub stanu klęski żywiołowej w razie zewnętrznego zagrożenia w cyberprzestrzeni”.
Rzeczywiście, jest to duża przesada, zwłaszcza, że szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego (faktyczny autor tej ustawy), nawiązując do przytoczonego przez dziennikarza włamania na stronę premiera, nie wyklucza zastanowienia się nad wprowadzeniem stanu wyjątkowego, „jeśliby np. długotrwale występowały te przestępstwa w sieci, o których pan wspomniał” – uważając być może, że stan wyjątkowy mógłby być tu skuteczniejszy niż stosowanie loginów i haseł bardziej skomplikowanych niż „admin:admin1”. No ale dlaczego w takim razie podczas głosowania nad wspomnianą ustawą wszyscy obecni na sali posłowie PSL – partii, której prezesem jest wicepremier Pawlak – zagłosowali jak jeden mąż za jej przyjęciem?
Lepiej przesadzić niż się narazić?
Moja cegiełka w proteście przeciwko ACTA
22 stycznia, 2012Oto treść listu, który wysłałem dzisiaj drogą elektroniczną do premiera oraz ministrów kultury i dziedzictwa narodowego, cyfryzacji i spraw zagranicznych:
„W dniu 25 listopada 2011 r. Rada Ministrów „w trybie obiegowym” przyjęła uchwałę w sprawie udzielenia zgody na podpisanie Umowy handlowej dotyczącej zwalczania obrotu towarami podrobionymi między Unią Europejską i jej państwami członkowskimi, Australią, Kanadą, Japonią, Republiką Korei, Meksykańskimi Stanami Zjednoczonymi, Królestwem Marokańskim, Nową Zelandią, Republiką Singapuru, Konfederacją Szwajcarską i Stanami Zjednoczonymi Ameryki, znanej powszechnie jako ACTA. Wniosek w tej sprawie przedstawił Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski w piśmie z 16 listopada 2011 r. Zawierał on uzasadnienie obejmujące m. in. analizę skutków prawnych umowy. Zgodnie z tą analizą, „nie będzie (…) konieczne dokonywanie zmian w prawie polskim”.
Można mieć jednak wątpliwości co do prawidłowości tej analizy w co najmniej dwóch punktach:
Po pierwsze, stwierdzono, iż roszczenie analogiczne do przewidzianego w art. 8 ACTA nakazu powstrzymania się od naruszenia wprowadzono w art. 79 ust. 1 pkt. 1 ustawy o prawie autorskim, art. 287 ust. 1 i art. 296 ust. 1 Prawa własności przemysłowej, art. 11 ust. 1 pkt. 1 ustawy o ochronie baz danych oraz art. 36a ust. 1 pkt. 1 ustawy o ochronie odmian roślin. O ile jednak wymienione przepisy prawa polskiego przewidują roszczenie o zaprzestanie naruszania danego prawa od osoby, która je naruszyła, o tyle nie przewidują wydania nakazu mającego na celu uniemożliwienie tego naruszania osobie trzeciej. Możliwość wydania takiego nakazu osobie trzeciej, „mającego na celu wprowadzenie do obrotu handlowego towarów, które naruszają prawa własności intelektualnej” przewiduje właśnie art. 8 ACTA. Oznacza to, że podpisanie i ratyfikacja ACTA będzie wymagała wprowadzenia w wymienionych przepisach zmian taką możliwość wprowadzających. Skutkiem tego mogą być wyroki sądów:
– nakazujące dostawcom dostępu do Internetu odcinanie od sieci użytkowników, którym udowodniono naruszanie praw autorskich poprzez np. korzystanie z aplikacji P2P służących do wymiany plików w celu np. ściągania „pirackich” kopii filmów czy utworów muzycznych (zwykle oznacza to również automatyczne udostępnianie); rezultatem może być tu pozbawienie dostępu do Internetu nie tylko „piratów”, ale i osób korzystających ze wspólnego łącza z nimi (np. rodzina, współlokatorzy, sąsiedzi);
– nakazujące dostawcom dostępu do Internetu blokowanie dostępu do stron internetowych (w tym zagranicznych), na których znajdują się treści uznane za naruszające np. prawo autorskie lub prawo własności przemysłowej; rezultatem może być blokowanie dostępu nie tylko do treści naruszających te prawa, ale i wielu innych treści znajdujących się w tej samej domenie czy pod tym samym adresem IP – lub też, alternatywnie, konieczność zbudowania przez dostawców dostępu infrastruktury pozwalającej na precyzyjne blokowanie dostępu do dowolnych zasobów w Internecie (np. konkretnych adresów URL), co jest nie tylko kosztowne, ale i potencjalnie groźne z punktu widzenia wolności słowa i dostępu do informacji.
Względy legislacyjne
18 stycznia, 2012„Ze względów legislacyjnych w trakcie prac w Senacie nie jest możliwa taka zmiana ustawy refundacyjnej, która zniosłaby kary dla aptekarzy (…) Zmiany, których projekt sejmowy nie przewidywał, nie mogą być w Senacie dodawane” – powiedział dziennikarzom premier Donald Tusk. Jak widać, zmiany przewidującej zniesienie kar dla aptekarzy za wydanie refundowanych leków na podstawie błędnie wypisanych recept dodać w Senacie nie można, w przeciwieństwie np. do zmiany przewidującej możliwość odmowy udzielenia informacji publicznej „ze względu na ochronę ważnego interesu gospodarczego państwa w zakresie i w czasie, w jakim udostępnienie informacji osłabiłoby zdolność negocjacyjną Skarbu Państwa w procesie gospodarowania jego mieniem albo zdolność negocjacyjną Rzeczypospolitej Polskiej w procesie zawierania umowy międzynarodowej lub podejmowania decyzji przez Radę Europejską lub Radę Unii Europejskiej lub utrudniłoby w sposób istotny ochronę interesów majątkowych Rzeczypospolitej Polskiej lub Skarbu Państwa w postępowaniu przed sądem, trybunałem lub innym organem orzekającym” – wniesionej przez szefa klubu partii Donalda Tuska w Senacie, do której poparcia posłowie partii Donalda Tuska zostali zobowiązani dyscypliną głosowania. Wtedy jakoś „względy legislacyjne” – owszem, podnoszone przez organizacje społeczne i ekspertów – nie przeszkadzały w dodaniu zmiany, której projekt sejmowy nie przewidywał. Teraz przeszkadzają. Ciekawe czemu?
Stan wojenny i laptopy
12 stycznia, 2012Dwie wiadomości z dnia dzisiejszego:
Pierwsza: „Czesław Kiszczak winny wprowadzenia stanu wojennego w grudniu 1981 roku – ogłosił Sąd Okręgowy w Warszawie.(…) Kiszczak został skazany na karę 4 lat więzienia, ale na mocy przysługującego mu prawa do amnestii wyrok zmniejszono o połowę, a kara 2 lat więzienia została zawieszona na okres próby 5 lat”.
I druga: „Trzy zarzuty kradzieży laptopów pacjentom i pracownikowi szpitala przy Czerniakowskiej usłyszała 25-letnia Anna B. Kobieta dopuściła się kradzieży w grudniu ubiegłego roku i styczniu tego roku. Dobrowolnie poddała się karze 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 i obowiązkowi naprawienia szkody”.
Jak widać, wprowadzenie stanu wojennego zostało faktycznie uznane za występek tego samego kalibru, co kradzież trzech laptopów. Albo wykorzystanie luki w zabezpieczeniach serwera firmy telekomunikacyjnej, za które kiedyś został skazany Robert Frycz, późniejszy autor strony antykomor.pl. Albo dopuszczenie, by kogoś pogryzł pies. Albo wandalizm.
A w czasie obowiązywania tegoż stanu wojennego podobny wyrok można było otrzymać za przechowywanie powielacza, na którym drukowano ulotki.
A na sznurach, obok gaci…
7 stycznia, 2012Obrazek poniżej zauważyłem na profilu jednego z moich facebookowych znajomych. Była przy nim informacja, że oryginalnie został udostępniony na profilu warszawskiego PiS. Spodobał mi się, więc udostępniłem go na swoim profilu. Pojawiły się pod nim komentarze.
Dzisiaj widzę, że nie ma go ani na moim profilu (razem z komentarzami), ani na profilu tego znajomego, ani na profilu warszawskiego PiS. Nie wiem, czy to cenzura ze strony adminów Facebooka, czy też warszawskie PiS przestraszyło się zbytniego radykalizmu i samo usunęło obrazek, a mechanizmy Facebooka zadziałały tak, że automatycznie zniknął on ze stron wszystkich, którzy go skopiowali.
Ale mi się podoba, więc zamieszczam go ponownie tutaj 🙂

Rzucamy „kotwicę Leppera” dla eurolandu
16 grudnia, 2011Czym była „pierwsza kotwica Leppera” (zwana też „kotwicą inwestycyjną”)? Jak można jeszcze dziś wyczytać na internetowych stronach Samoobrony, był to pomysł przeniesienia większej części rezerw walutowych NBP (ok. 28 mld dolarów) do Banku Gospodarstwa Krajowego, co miało pomóc temu bankowi „uruchomić akcję kredytów niskoprocentowych (jak dotychczasowe oprocentowanie rezerw polskich za granicą) na 100 proc. prefinansowania inwestycji infrastrukturalnych jednostek samorządu terytorialnego, z udziałem środków UE”.
Oczywiście był to nieodpowiedzialny populizm, jak wszystko, co robiła Samoobrona i jej nieżyjący już przewodniczący.
Dzisiaj zanosi się na to, że rezerwy walutowe NBP – jak na razie w wysokości najprawdopodobniej 6,27 mld euro – zostaną pożyczone Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu na ratowanie zadłużonych gospodarek „eurolandu”. Do którego, jak wiadomo, Polska nie należy.
I jest to, jak mówi minister finansów, „sposobem zabezpieczenia żywotnych interesów Polski”.
Wolność zgromadzeń zagrożona
11 grudnia, 2011Jak wiadomo, po zamieszkach przy okazji manifestacji w tegoroczne Święto Niepodległości prezydent Bronisław Komorowski błyskawicznie podjął decyzję o napisaniu, a następnie przesłaniu do Sejmu projektu zmiany ustawy Prawo o zgromadzeniach. Projekt wpłynął do Sejmu 24 listopada i został 1 grudnia skierowany do opinii do organów samorządowych. Niestety, tak jak wiele osób przewidywało, planowane zmiany zagrażają w poważny sposób konstytucyjnej wolności zgromadzeń.
Potencjalnie najgroźniejsza jest tu zmiana art. 10 ust. 3 ustawy, który otrzymuje brzmienie: „Przewodniczący odpowiada za zgodny z przepisami prawa przebieg zgromadzenia oraz jest obowiązany do jego przeprowadzenia w taki sposób, aby zapobiec powstaniu szkód z winy uczestników zgromadzenia i podejmuje w tym celu przewidziane w ustawie środki”. (Środki te to żądanie opuszczenia zgromadzenia przez osobę, „która swoim zachowaniem narusza przepisy ustawy albo uniemożliwia lub usiłuje udaremnić zgromadzenie” oraz rozwiązanie zgromadzenia, „jeżeli uczestnicy zgromadzenia nie podporządkują się zarządzeniom przewodniczącego wydanym w wykonaniu jego obowiązków lub gdy przebieg zgromadzenia sprzeciwia się niniejszej ustawie albo narusza przepisy ustaw karnych”). Obecnie ustawa nie nakłada na przewodniczącego zgromadzenia obowiązku „jego przeprowadzenia w taki sposób, aby zapobiec powstaniu szkód z winy uczestników zgromadzenia”. Wprowadzenie tej zmiany oznacza, że przewodniczący zgromadzenia – którym zgodnie z projektem będzie musiał być obowiązkowo organizator albo wskazany członek władzy organizatora będącego statutową osobą prawną lub podmiotem niemającym osobowości prawnej (zniknąć ma dotychczasowa możliwość wskazania lub wybrania innego przewodniczącego) – stanie się odpowiedzialny za szkody wyrządzone przez uczestników zgromadzenia, choćby byli to np. przypadkowi chuligani lub wręcz prowokatorzy. Odpowiedzialność ta oznacza w pierwszym rzędzie grzywnę w wysokości do 7000 złotych, która będzie mogła być wymierzona na podstawie nowo wprowadzonego art. 13a ustawy – i wcale nie jest powiedziane, że nie będzie ona groziła nawet w przypadku, gdy przewodniczący zgromadzenia będzie usiłował zapobiec szkodom, na przykład wzywając chuliganów do opuszczenia zgromadzenia lub je rozwiązując. Bo skoro jest obowiązany do przeprowadzenia zgromadzenia „w taki sposób, aby zapobiec powstaniu szkód z winy uczestników zgromadzenia”, a jacyś uczestnicy zgromadzenia szkody wyrządzą, to znaczy, że nie wykonał ciążącego na nim obowiązku. Co z tego, że się starał?
